Wyjęłam laptopa, żeby skończyć wreszcie rozpoczęty niedawno wpis, bo niedokończone wpisy drażnią bardziej niż dziura na palcu w skarpetce jednak z pierwszą kroplą jej śliny na mojej bosej akurat stopie uznałam, że należy napisać o czym innym. O tym właśnie. B. siedzi obok mnie jak to często mamy w zwyczaju a ja trzymam jedną nogę opartą o przednie kółko jej wózka. To taka schiza z przeszłości, niby są odbojniki, zabezpieczenia i dodatkowe kółka jednak przy aktywności blankowego tułowia może wydarzyć się wszystko, też to co kończy się glebą w wózku na potylicę. Stąd ta moja noga. Skąd z kolei ta ślina? Zewsząd. W ilościach hurtu, nigdy detalu. O mrokach niepełnosprawności i tym, jak trudne emocje może budzić w człowieku mokre oblicze retta.
