Przytargawszy dziś B. ze spaceru, do mego pustego łba znów wpadła ONA. Myśl, która obija mi się o wnętrze czaszki od prawie 5 lat. "Gdyby była zdrowa"... Wydawać by się mogło, że z biegiem czasu pojawia się coraz rzadziej, łatwiej ją odpędzić albo ubić papciem jak upierdliwą muchę. Ale gdzie tam, gówno prawda. Padam jej ofiarą regularnie - jest, była i chyba już będzie. Na zawsze.środa, 29 października 2014
"Gdyby..."
Przytargawszy dziś B. ze spaceru, do mego pustego łba znów wpadła ONA. Myśl, która obija mi się o wnętrze czaszki od prawie 5 lat. "Gdyby była zdrowa"... Wydawać by się mogło, że z biegiem czasu pojawia się coraz rzadziej, łatwiej ją odpędzić albo ubić papciem jak upierdliwą muchę. Ale gdzie tam, gówno prawda. Padam jej ofiarą regularnie - jest, była i chyba już będzie. Na zawsze.poniedziałek, 27 października 2014
Małe sprostowanko
Możliwe, że jestem trochę nieudolna w słowach, ale ostatni post spowodował, że ludzie dzwonią, piszą, chcą wyciągać z depresji klinicznej, zabraniają poddawać się itd. Może to "magia" słowa "hospicjum", nie wiem... Ale nie taki miał być przekaz ostatniego wpisu! Nie załamałam się w żaden sposób, doktor powiedział prosto, ale życzliwie, nie jest nieukiem nie wiedzącym nic o recie, a ja nie prasuje jeszcze ciuchów na żaden pogrzeb!niedziela, 26 października 2014
Prosto w oczy
Jak postępować z przerażoną matką, która cała telepie się za doktorskim biurkiem i wielkimi jak dwa talerze oczami błaga "Powiedz, doktorze, że nie jest tak źle..."? Ano eufemizmem najlepiej, eufemizmem. Okrężną drogą, mydleniem oczu i owijaniem w bawełnę ubrać w słowa prawdę, że jest ŹLE. Powiedzieć "no nie jest do końca dobrze", "trudno wyrokować..." albo "no wie pani, hm...". Tak zwykle traktowali nas lekarze, zwłaszcza neurolodzy, aż w końcu na naszej drodze pojawił się na tyle odważny, że wywalił prawdę prosto w gały. Nie był to przypadkowy doktor, tylko neurolog z hospicjum.środa, 22 października 2014
Choroby duszy
W liceum się "miało doła", ubierało czarny sweter wiszący po kolana i glany i ostentacyjnie odlatywało w czarną otchłań rozpaczy. Ania z Zielonego Wzgórza XXI wieku, taki młodzieżowy styl bycia. Bo rodzice coś nie tak, bo pała z fizy i bo trzeba wrócić do chaty o 22.00. Z prawdziwym psychicznym zjazdem to miało niewiele wspólnego tak naprawdę. Czym jest depresja przez duże D dowiedziałam się parę lat później... Z niemałym zresztą zaskoczeniem, bo prędzej spodziewałabym się u siebie raka prostaty niż tego co owładnęło wtedy moją psychikę. Powód był oczywisty - rett.
poniedziałek, 20 października 2014
Pół na pół
Kobieca natura w magiczny sposób łączy pozornie wykluczające się elementy. Ma się w sobie pół anielicy a drugie pół diabła z piekła rodem, wodę pomieszaną z ogniem, śnieg ze słońcem, super-matkę z matką wyrodną a Jennifer Lopez z Kazimierą Szczuką. Mam tak i ja - bełt jakich mało w mojej własnej osobie. Ale nie o tym, nie o tym...B. po kolejnych w tym sezonie smarkach musiała w końcu wrócić do poprawczaka. Nie miałabym z tym większego problemu, bo doby mi ostatnio brakuje i zawsze to trochę więcej luzu, ale z powodu ostatnich bezdechów jest mi jakoś dziwnie...
piątek, 17 października 2014
Są takie dni...
... kiedy nagle uświadamiasz sobie, że twoja peleryna superbohatera pokryła się już całkiem pokaźną warstwą kurzu w szafie a tytułem "matki roku" możesz podetrzeć sobie szanowne 4 litery. Są takie dni kiedy czujesz, że każdy następny pluj obiadu w twarz doprowadzi Cię do stanu przed-kaftanowego. Są w końcu takie dni kiedy wybranie koloru skarpet graniczy ze zdobyciem mont everestu i to skacząc na jednej nodze, a każdy następny zielony gil z nosa jest jak strzał prosto w mordę.niedziela, 12 października 2014
Glutenie wróć!
Dietę bezglutenową u Blanki wprowadziłam z kilku względów; po pierwsze primo - żeby wybić candidę (tu efekt był szalony, w końcu udało nam się tego radośnie mnożącego się grzybka opanować), po drugie - w nadziei na zmniejszenie liczby i siły napadów padaczkowych (niektóre źródła donoszą o padaczkach gluteno- i ogólnie dietozależnych), po trzecie - by wpłynąć pozytywnie na huśtawki nastrojów Małej. Jako, że gluten długo wypłukuje się z organizmu, czekałam na efekty ponad 10 miesięcy. 10 pełnych miesięcy bardzo restrykcyjnej diety bezglutenowej. I co? Ano jajco, że tak powiem... Tylko ze względu na kandydozę było warto. Niestety - przeciwpadaczkowy cud nad Wisłą nie nastąpił i początkiem września zaprosiliśmy znów w nasze progi glutenowe zboża. poniedziałek, 6 października 2014
Jedziemy na wycieczkę, czyli starzy gone wild
Człowiek czasem się zagalopuje i wpadnie na kompletnie szalony pomysł, nijak się mający do rzeczywistości. Mówię ostatnio zalotnie do A. - "Ej, pamiętasz jak my se kiedyś jeździli to tu to tam...?". A. niebezpiecznie szybko podchwycił i zeszłej niedzieli siedzieliśmy już spakowani w aucie i ready to go! Kierunek - Karpacz. Byliśmy tam za narzeczeństwa, byliśmy z Blanką w brzuchu, byliśmy też z Blanką w regresie (ale jeszcze bez oficjalnego retta) to czemuż byśmy mieli nie być w nowym składzie oraz z rettem oficjalnie. A więc - kombiak załadowany po sam dach, wszelkie możliwości powikłań przewidziane, sprzęt i osprzęt różnej maści załadowany i jak tabor cygański ruszyliśmy. Ino kurz pozostał.piątek, 3 października 2014
Fioletowo miiiiii!!!!!!!
Kto nieświadomy, tego uświadomię zaraz już - PAŹDZIERNIK MIESIĄCEM ZESPOŁU RETTA JEST! Z tego tytułu chciałam napisać pean ku jego wątpliwej czci i nie wiem zupełnie jak się do tego zabrać. Bo czym jest rett? Ano czym on nie jest...Często słyszę pytanie "A co to?" i zawsze skrobię się po swojej blond pustej co tu takiemu odpowiedzieć... Ani to autyzm (bo formalnie ze spektrum wywalili a i prywatnie uważam, że to nie ta liga), ani tylko kwestia klepiących łap. Żyję z rettem od prawie 5 lat (bo tyle już niedługo pyknie od Blanki regresu) i dalej nie mogę powiedzieć, że go znam. Miga się od jakiejkolwiek klasyfikacji, sprytna bestia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)