niedziela, 30 czerwca 2013

"Pogodzić się"...

PWN mówi jak zwykle prosto i bezwzględnie; "pogodzić się" to "biernie poddać się czemuś", "przyjąć z rezygnacją". Można też coś "zaakceptować" czy "tolerować" ... Wszystkie te określenia jednak mają w sobie jeden wspólny pierwiastek; czynnik, który ma być przedmiotem owego pogodzenia, akceptacji itd. jest czymś co trzeba w swojej bezradności, obojętności czy poczuciu bezsensu - przyjąć... Bleeeeeeee!!!

piątek, 28 czerwca 2013

Lady uzyskała promocję do następnej klasy!

Spośród wszystkich promocji, włącznie z tymi w Biedronce - ta cieszy najbardziej... Łatwo nie było, bo śmignęła o włos, tak to jest z tymi Aniołami lewitującymi w wymogach edukacyjnych... Tłukę do głowy, żeby się przykładała do malowania, rysowania, śpiewania i tańczenia, ale ze średnim efektem. Ona raczej z tych co idą wąskim nurtem swoich zainteresowań. Cóż, nie będę bronić. Z tego co wiem, to najciekawszy przedmiot i pole do rozwoju tychże zainteresowań to przedmiot o nazwie "jedzenie". Tu chyba piąteczka z plusem w koronie z uśmiechem. Więc jest dobrze. Mimo jakiejś organicznej niechęci do tworzenia dzieł sztuki malarskiej, teczkę z rysunkami dostałam. Zdolna bestia. Po mamie :D

wtorek, 25 czerwca 2013

Tam gdzie upadają Anioły...

Wstaję rano i patrzę w Twoje niebieskie oczy... Czasem lazurowe jak woda oceanu, czasem spokojne - szarobłękitne... Jeżeli jest coś takiego co poeci nazywają "oczami duszy" to to są właśnie takie oczy jak Twoje... Oczy Anioła. W których się tonie, czyta jak w księdze uczuć, po których się widzi jaka jesteś naprawdę.
Tam gdzie upadały Anioły byłaś wtedy Ty... Nie chciałam tego, ale byłaś jedną z nich. To był jedyny sposób, żeby zesłać na ziemię Anioła. Anioła bez skrzydeł. Jesteś tak krucha i delikatna... przy tym nadludzko silna. Jak trzepocący ptak zamknięty w klatce niedoskonałego ciała... Który tak bardzo chce polecieć, poszybować tam gdzie naprawdę przynależy, tam gdzie jest jego świat... Ale na razie jesteś tu.

niedziela, 23 czerwca 2013

Ale ja nic nie mówię...

Nic, droga Pani. Ja wszystko rozumiem, takie dzieci mają, nie ich wina przecież, droga Pani. Gdzieś to "to" musi żyć. Ale jednak, zamiast pracować uczciwie, to na koszt naszego Państwa... Za podatki nasze, proszę pani. Za moje, za Pani, za Pana pieniądze... Tak. Niestety... Ale ja nic nie mówię. Absolutnie nic. Ale widzi Pani, zasiłki dostają i co robią? Wie Pani? No ja wiem, tak... Bawią się! Jedzą, piją, jeżdżą po świecie... Niby z tymi dzieciami, żeby to jakoś usprawnić... Ale nic, nie moja sprawa. Tu na delfiny, tu na inne zloty i zabawy. No za moje i Pani pieniądze...

piątek, 21 czerwca 2013

Nie widzicie tego?!

Nie mogę patrzeć jak z rączki wypada Ci już drugi chrupek. Chwila bezdechu… i trzeci… też się nie udaje i ląduje na ziemi. Widzę jak płaczesz żałośnie, bo przecież niedawno łapki Cię słuchały… A teraz ściśnięte w piąstki nie mogą odłączyć się jedna od drugiej.
Ludzie, przecież ona nie chwyta! “Mamo… błagam, popatrz, Blanka nie chwyta…”
“Jak nie chwyta, uczy się dopiero, zresztą znasz dziecko, które nie chwyta?!”
“Nie, ona nie może złapać chrupka…” Jestem z tym całkiem sama… Czy ja widzę świat innym niż oni?!

czwartek, 20 czerwca 2013

Wyciamkane paluchy...

Każdy kto ma w domu milczące anielę wie, że łapki, rączki, paluszki itd. to świętość. Od rączek często zaczyna się "przygodę w nieznane" z reciszczem. Wiecznie wydziamdziane, wylizane, wyklepane, centrum wszechświata... No i służą do ozdoby i ciamkania... 
Po drodze do Krk rozmawiałyśmy z Gonią też o nich. O ich śmiesznym kwaśnym zapachu i skórce topielca nabytej poprzez wieczne manipulacje w buźce... O tym jak bardzo kiedyś nie mogłyśmy ich zaakceptować... Jak próbowałyśmy walczyć z  niekontrolowanymi ruchami, zmusić do chwili bezruchu, ochronić od pogryzień... 

poniedziałek, 17 czerwca 2013

RettUK o zespole Retta u chłopców

Dzisiaj na facebooka organizacja RettUK wrzuciła wpis o chłopcu z naszym przekochanym rett-pasożytem. No, powiem Wam, byłam w szoku... To prawie tak, jakby mi ktoś powiedział, że kobieta miała zapalenie jąder. Chociaż nie, złe porównanie, bo w dzisiejszych czasach to wszystko możliwe... Nieważne, coś mnie za daleko wyobraźnia niesie. Więc tak. Zespół pieśni i tańca "rett" przyjmuje w swe elitarne progi na całym świecie około 12.000 dziewczynek rocznie. Wiedząc niewiele o iksach, igrekach, dziedziczeniu itd. byłam do tej pory pewna, że będąc chłopcem na Retta się po prostu umiera... A tu niespodzianka!  Można mieć retta będąc mężczyzną, bo uwielbia on dziewczynki, ale jak się okazuje, sporadycznie i chłopcem nie pogardzi. 

czwartek, 13 czerwca 2013

Plac zabaw? Plac żalu...

Ten krótki tekst napisałam jesienią 2010 roku. Wtedy kiedy Rett hulał w najlepsze i zabierał nam wszystko po kolei. Od tego czasu dużo się zmieniło, nauczyłam się z nim jakoś współpracować, jednak jedno pozostało niezmienne - na place zabaw po prostu nie mogę chodzić... Jeszcze nie teraz.

"Sexy mamom na placu zabaw po prostu wypada bywać, bo to centrum towarzyskie mamuś, ale też babć, tatusiów i całej zgrai małych rozrabiaków.

wtorek, 11 czerwca 2013

To co królicy lubią najbardziej, czyli ciasto marchewkowe

Gdzieś tam słyszałam, że do pieczenia (i chyba gotowania - ogólnie) trzeba podchodzić z miłością i spokojem. Podczas gdy pierwszego u mnie w obfitość, to już z tym drugim jest znacznie gorzej :p I dlatego jak już się biorę za gotowanie to zwykle z miną męczennicy, chyba, że od przepisu do zjedzenia mija nie więcej niż 20 minut. Z ciastami to już w ogóle jest straszna katastrofa, bo prostu się nie cierpimy. W sumie - one mnie. Do historii już przeszło jedno z niewielu jakie popełniłam jakiś czas temu o złowieszczej nazwie "Wiewióreczka". Nic oczywiście nie wzbudziło moich podejrzeń... ani to, że w składnikach nieobecny był olej czy jakiś inny tłuszcz, ani też to, że wszelkich ziaren i orzechów było objętościowo 3 razy więcej niż mąki... 

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Poza kontrolą

Nie wiem, czy jest to cecha osobnicza, ale zawsze lubiłam mieć kontrolę nad swoim życiem. Czasem to nawet przesadnie, ale już tak mam, że lubię sobie zorganizować wszystko tak jak mi, a nie komuś, się podoba. Po mamie to mam :) I od małego miałam w głowie poczucie, że mogę wszystko, pod warunkiem, że mi się będzie chciało. I przez długi czas nawet tak było, że kreowałam swoje życie według własnego widzi-mi-się i z dziką satysfakcją stwierdzałam co rano, że jest tak jak chciałam. Pełna kontrola nad tym co się dzieje, do czego dążę, co zakładam, że osiągnę itd. Blanka też była jakimś "punktem" na mojej życiowej liście "rzeczy do zrobienia"... Dosyć paskudnie to teraz brzmi, ale tak było... I było bardzo fajnie, bo ład i porządek oraz ciąg przyczynowo-skutkowy zachowany, tak jak lubię...

czwartek, 6 czerwca 2013

"Umorusane", czyli opowieść o super-rett-matkach...

... których dzieci nie postoją przy samochodzie. Ani przy drzwiach. Ani również w sklepie.
Więc wyrusza na wyprawę matka-rett i tu jeszcze wiele czynników działa jej na korzyść, np. grawitacja, świeżo zaostrzone obcasy i aerodynamiczna fryzura. Rett-dziecko też wydaje się być jakieś bardziej biodro-przyczepne. Więc pełne zapału i girl-powera ruszają na zakupy, zatankować samochód, zmienić opony na letnie czy na jakieś inne babskie przygody na mieście. Wyobraźnia nie ma granic i zawsze jest jakiś matko-córkowy fun. Gorzej się robi jak rett-matka wraca do domu...