wtorek, 11 lipca 2023

Kto z Państwa wchodzi ostatni? Ten trąba.

     Na wstępie muszę uściślić kilka rzeczy, bo poprzedni wpis w wielu z Was wzbudził duże emocje. I słusznie, bo to właśnie miał uczynić, na pewne rzeczy nie można pozostać obojętnym. O tym jak jest nam dobrze i cudownie w tym kraju to można posłuchać na Jedynce, ja natomiast będę pisać o tym jak jest naprawdę. Po pierwsze więc - owszem, nie ma potwierdzenia, że dziecko było niepełnosprawne a matka popełniła rozszerzone samobójstwo, a sprawa, do której się odniosłam jest nadal przedmiotem pracy prokuratury. Ale tego typu zdarzenie nie jest wyjątkiem; to się zdarzało, zdarza i zdarzać będzie, że matka za siebie i dziecko zdecyduje, że dłużej z niepełnosprawnością już żyć nie dadzą rady. O tym właśnie był poprzedni wpis a punktem wyjścia - historia z dramatycznym rejsem po Bałtyku. Po drugie -  B. i ja jesteśmy bezpieczne, tak przynajmniej mi się wydaje. Przetrwałam regres i to co mi zostało po nim, więc zakładam, że przetrwam też resztę. Jest jednak pewne "ale". Tyle o sobie wiemy na ile nas sprawdzono, sama osobiście mam wrażenie, że życie z niepełnosprawnością mojej córki sprawdza mnie codziennie. Mnie i tysiące czy miliony innych kobiet. Bądźmy czujni, słuchajmy a nie tylko radźmy, próbujmy pomóc, albo po prostu być, towarzyszyć, wziąć na klatę część bólu - o tym właśnie był poprzedni wpis. 
Teraz do rzeczy. Kolejka do lekarza. Kwintesencja polskiej empatii, życzliwości i tolerancji. A niech mnie!

niedziela, 2 lipca 2023

Rozumiem Cię, dziewczyno. Tak bardzo rozumiem.

Koniec tej historii jest dramatyczny, co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości. Matka wypycha niepełnosprawne dziecko za burtę, potem skacze sama, albo skacze z dzieckiem na rękach, nie ma znaczenia jak ale kto.  To matka specjalna,  jedna z nas. Mimo, że sprawa szokuje to nie jest sytuacją wyjątkową, co jakiś czas słyszy się o kobietach, dla których opieka nad dzieckiem z niepełnosprawnością była zbyt dużym wyzwaniem. Dla których wspólna śmierć wydała się jedynym ratunkiem i które nie widziały już kompletnie żadnego innego wyjścia. Łatwiej oceniać będąc po tej jaśniejszej stronie mocy. Takie jak ja widzą już trochę inaczej... Za długo w tym wszystkim siedzę, żeby nie zrozumieć. Zbyt wiele razy wyłam z rozpaczy i niemocy, żeby nie poczuć ich bólu i bezradności. Za bardzo wiem z jak ogromną samotnością wiąże się bycie dla swojego dziecka całodobową opiekunką, lekarzem, pielęgniarką, animatorką, kierowcą itd. Ogromnie im współczuję, że w tym morzu bezradności, niemocy, szaleństwa i rozpaczy musiały zobaczyć dla siebie i dziecka takie właśnie ostateczne wyjście z sytuacji... Bo innego nie było.