Jedną z chyba najtrudniejszych rzeczy, do których trzeba się przyzwyczaić w związku z posiadanym rettem jest, nazwijmy to, zmienna (nie)gotowość komunikacyjna dziewczęcia. Mniej naukowo - różna obecność umysłowa, która wzbudza w rodzicach niegasnącą chęć odpowiedzi na pytanie, które u nas również od czasu do czasu wybrzmiewa, czyli "Dziecko, jesteś tam w środku?!" I bywa, że wybrzmiewa ono naprawdę rozpaczliwie a odpowiedzi nie ma. Cichosza. Panna wyszła.
Stan obecności w rzeczywistym świecie Blanki bywał i nadal bywa bardzo różny. Pierwsze objawy retta koncentrowały się właśnie na tym, że B. za młodu bardzo chętnie i często przepadała w swoje zaświaty. Logopedki mawiały wtedy "nie ma gotowości komunikacyjnej" i "nie reaguje adekwatnie do sytuacji" co było moim zdaniem grubaśnym eufemizmem, bo jak B. miała niecałe dwa lata to mogła wybuchnąć obok niej bomba jak ta w Hiroszimie a mojej małej B. nie drgnęłaby nawet powieka. Przerażało mnie to wtedy do szpiku kości.

