środa, 14 lutego 2018

Historia miłości do pewnej Lucyny

Miała być jedną z całego stada badziewi, o które potykamy się w nocy. Miała przyjść, pocieszyć dwa dni i pójść do następnych żądnych zabawek małych łap. Miała odejść w zapomnienie równie szybko co stówka za nią zapłacona. A została i to w wielkim stylu. Lucyna. Pies. Przyjaciółka. 
Teoretycznie była prezentem dla Mniejszej, Mikołaj wysłuchał próśb i się spisał. Mniejsza poprowadzała na smyczy 15 razy, nadała imię i na tyle pozwoliła Lucynie być tą jedyną... Na szczęście dla niej szybko okazało się, że mamy tu jeszcze jedną dziewczynkę, która może tak mocno ją pokochać.

czwartek, 8 lutego 2018

Dlaczego nie lubię swojej pracy

Która dla 90% ludzkości i tak pracą nie jest. Każde kolejne pytanie "A to nie wracasz do pracy" albo "Czyli nie pracujesz?" doprowadza mnie do rozpaczy... Bo fakt jest taki, że to co robię codziennie jest nie do końca tym o czym zawsze marzyłam. Dlaczego? Dlatego.
Opieka nad dzieckiem npspr to nie praca.
Mało kto w to wierzy ale powiedzmy sobie raz na zawsze - TO JEST PRACA. Niedowiarki powiedzą, że każdy kto ma dziecko to się przy nim natyra. Tak, ale zdrowe dziecko w odpowiednich etapach swojego życia zaczyna: jeść samo, ubierać się samo, mówić, uciekać z domu itd. A Ty, Rodzicu, chciał/nie chciał musisz wypuścić je w końcu z gniazda.

czwartek, 25 stycznia 2018

Ferie uważam za... przespane

Jako, że ostatni będą pierwszymi i w zeszłym roku ferie zimowe zahaczyły nam, jako ostatnim, prawie o majówkę, to w tym roku, ledwo otrzepawszy brokat po Sylwestrze mieliśmy znów wolne od szkoły. Nie wiem co konkretnie się Jej porobiło, ale ostatnie dwa tygodnie moja panna poświęciła na sen zimowy. I to naprawdę mocno daje mi do myślenia, bo nie jest kompletnie w Jej stylu. Spać? Nie B. Sory.

środa, 3 stycznia 2018

Czy da się (nie wlewką) przerwać napad albo mu zapobiec?

W sumie - nie wiem. Wielokrotnie jednak próbowałam, więc się wypowiem. Zwłaszcza, że temat bardzo na czasie, bo znów jest jakaś  superpełnia i kto ma padakę ten ma też ręce pełne roboty a głowę pękającą od pomysłów jak tu by ją przechytrzyć. 
Więc tak. Jedno jest pewne - jak epi-piekło rozszalało się na dobre to już pozostaje się tylko modlić, często zmieniać wodę w koncentratorze a sobie zesrane ze strachu gacie. I podawać wlewki, o ile nie przekroczyliśmy maksymalnej ich liczby na dobę. Są jednak fale napadów albo i pojedyncze (u nas to rozkoszna nowość, bo zawsze jeden napad był zwiastunem kilkudniowej jazdy), którym można próbować zaradzić. Uważam, że zawsze warto, bo nawet jak się nie uda to człowiek wie, że walczył a nie tylko czekał z nogą na nogę na kolejny napad.

czwartek, 28 grudnia 2017

Jest później niż myślisz

***
Poniższy wpis przerabiałam chyba ze 3 razy żeby miał bardziej optymistyczny wydźwięk, ale wychodziła mi jakaś pseudo-uśmiechnięta historyjka o recie ze szczęśliwym zakończeniem. Więc dałam sobie spokój, nie będę pajacować , przynajmniej  nie na tym blogu. O :) 
***
Wczoraj, dosłownie wczoraj trzymałam Ją pierwszy raz na rękach a ona zjadała mi pierś w poszukiwaniu mleka. Dzisiaj patrzę na Nią i widzę pryszczate dziewczę, które patrzy pożądliwie na moje sukienki sprzed paru lat w rozmiarze XS. A jutro? B. na tarasie, w wiosennym słońcu, taka spokojna i szczęśliwa. I wtedy ostra jak nóż myśl przeszywa mi zwoje mózgowe. "Czy zdążę?". Czy Ona zdąży się tym nacieszyć, czy my nacieszymy się Nią...

piątek, 15 grudnia 2017

Nie chodzić - jak to łatwo powiedzieć

To nie było tak, że przyszedł TEN czarny i brzydki dzień, kiedy Ona nagle nie stanęła już na nogi a ja gorzko zapłakałam, że to już koniec i kropka. Bo przychodziło stopniowo, z każdym miesiącem sadzając Ją coraz bardziej stanowczo na tej małej dupince, na której już zostanie 4 ever. 
Najpierw mała retrospekcja.
  •  B. ma rok i jest w wieku, kiedy człowieka nogi niosą i człowiek się na nogi pcha choćby nie wiem co. Przynajmniej zdrowy człowiek, bo B. wtedy, mimo, że udawała zdrową, to jednak swoich kończyn dolnych używać nie chciała. Każda próba postawienia kończyła się podkulaniem nóżek i siadem na pupie. 

niedziela, 10 grudnia 2017

Królowa nic nie musi

Bierność i brak inicjatywy. Skąd? Od retta? Nie wiem... Wydawało mi się zawsze, że tak, mimo, że A. w każdej nerwowej sytuacji powtarzał "Widzisz, wszystko robimy za Nią to nic nie musi, nawet nogi Ci potrzymać w górze jak walczysz żeby ubrać Jej skarpetę"... Nie chciałam w to wierzyć, wolałam myśleć "Nie może, to dupek rett". Ale teraz, im jest starsza i im mi technicznie trudniej tym wyraźniej widzę, że rzeczywiście nie wymagając od Niej kompletnie nic - nawaliłam.