wtorek, 20 czerwca 2017

Mała wielka rzecz

Ja się takimi brylancikami wśród innych lekceważących albo pogardliwych spojrzeń tak jaram, że aż dostaję gorących uszu. Układam je sobie w głowie na półce z napisem "ż jest piękne" i pielęgnuję w pamięci by się nigdy w niej nie zatarły. A jest tam już tego całkiem sporo.
Taka sytuacja z dziś: ja, moje dwie i mami na placu zabaw. Nic szczególnego, ja urąbana jak po Chodakowskiej, bo przeszłam z tym stadem w upale trzy ulice, mami po pracy a one jak zwykle - B. coś tam mamrocze pod nosem, podczas gdy Mniejsza odpala swoją maksymalną kreatywność niepoczytalnej trzylatki, która zrezygnowała ze spania w dzień. Wrzask dzieciarów, co chwila przejeżdżający pociąg, marudzące matki i plotkujące babcie. Każdy coś tam sobie, nic szczególnego.

piątek, 16 czerwca 2017

A na drugie imię jej było - Wyrzut Sumienia

Wyrzuty sumienia i poczucie winy są wpisane w specjalne macierzyństwo. Taką tezę stawiam. A wiem co mówię, bo nie mam chyba sobie równych w samo-udręczaniu tym gdzie i w czym akurat zawaliłam na naszej pełnej zasadzek drodze do przechytrzenia retta.
Wykształciłam w sobie też wiele metod by te wyrzuty sumienia uciszyć. Działania pozorowane to podstawa. Coś co niewiele zmienia i można by było usiąść by spożytkować ten czas w jakikolwiek przyjemniejszy sposób tylko, że co mi z tego przyjemnego? Skoro w bani ciągle słyszę głos rett-voldemorta: "A to, tamto, sramto dla Niej zrobiłaś?" 

czwartek, 8 czerwca 2017

Czegoś jeszcze Panienka sobie życzy?, czyli żyj z całych sił nawet jak nie masz sił.

B. siedzi i godzinami obserwuje ścianę. B. położona w łóżku leży i pachnie. B. klepie sobie ze swoim rettem w łapki a ja w miedzy czasie żyję. Prawda? Nie prawda! Takie historie u nas nie istnieją. Nie potrafię zostawić Jej w próżni tej zasranej choroby na dłużej niż 10 minut. Nie potrafię, za nic, za cholerę. 
Nie wiem z czego to wynika. Pewnie po części z mojej natury, która kompletnie nie zakłada odpuszczania sobie, tylko raczej jak mantrę powtarza "push harder, harder, harder" ale też z tego jaka jest B. Tak bardzo tu i teraz, przez większość czasu maksymalnie obecna.

środa, 31 maja 2017

Jakich pytań nie zadawać matce dziecka npspr, tzn w sumie mi.

Nie mam humoru. Mam zły dzień. Mam muchy w nosie i focha na cały świat. Dlatego poniżej lista pytań, które padają setki razy i na które ja, zmęczona rettem matka, nie mam już chęci ani siły ani plastikowego uśmiechu by odpowiadać.
1. Czy ona poznaje mamę, tatę, kogośtam?
Tak, Ona poznaje WSZYSTKICH KTÓRYCH ZNA. Mnie zna od urodzenia a nawet 9 miesięcy dłużej więc zakładam, że znamy się jak łyse konie. Ojca też zdaje się kojarzy, bo nawet jak go nie ma cały dzień to z nim zazwyczaj śpi i musi wiedzieć kogo regularnie przez sen kopie. Zresztą, na Boga. Nie wiem jak bardzo upośledzone (brrr br br) musiałoby być dziecko żeby nie rozróżnić własnej matki od reszty świata. Nawet jakby nie widziało i nie słyszało to na bank pozna Ją nawet węchem, dotykiem, sercem, nie wiem. Matka to matka, amen.

poniedziałek, 22 maja 2017

Macierzyństwo - bilans zysków i strat

Dlaczego taki temat? Trochę bo zaraz Dzień Matki (jestem, specjalizacja podwójna: rett i bunt dwa- i trzylatka), Dzień Dziecka (też jestem, jedyną córką, pewnie nie do końca idealną) oraz dlatego, że jak coś napiszę, to łatwiej mi według tego postępować. I nie przestać wierzyć, że wiem co robię i robię słusznie. 
Decydujemy się na bycie matką (czasem los decyduje za nas) i na tym się w zasadzie kończy cała przewidywalność. Im mniej miałyśmy oczekiwań tym lepiej, bo mniej rozczarowań i frustracji nam grozi. Jak ma się wbite w głowę, że będzie jak w reklamie; ładnie, mleko-płynąco i puchato to zgubienie różowych okularów może nas kosztować zdrowie psychiczne albo i życie. Najważniejsze, żeby potem mimo wszystko wstać i spojrzeć na sytuację innym okiem - okiem, które nie oczekuje konkretnych rozwiązań tylko wskakuje do tej rzeki i daje się ponieść. Właśnie tak robię. 
Miało być trochę inaczej; stado dzieci, równo wystrzyżony trawnik i pies oraz dom jak z beverly hills, no a wyszło jak wyszło. Mam retta, idealną córkę nr 1 i idealną córkę nr 2 i całkiem niegłupie życie, mimo wszystko. I kropka. Żadna z nich mnie w niczym nie rozczarowała i nigdy nie rozczaruje, rozczarować może los ale nie dzieci. A jak mimo tych górnolotnych założeń jest inaczej to jako matki jesteśmy w dupie... Bo to wszystko nie jest wcale ani łatwe ani skazane na sukces.

wtorek, 16 maja 2017

A nocą gdy nie śpię...

W dzień jestem w stanie oszukiwać się całkiem skutecznie. W nocy już nie. Napady Blanki wróciły, głowa zaakceptowała prawdopodobnie nowy niemiecki syrop na tyle, by powrócić na swoje elektryczne tory. Jeszcze parę dni temu wierzyłam, że to chwilowe, że pogoda, że coś. Ale prawda jest taka, że epi-piekło znów stoi przed nami otworem... Siedziałam wczoraj po kilku napadach nad Nią przez pół nocy, drugie pół nie mogłam zmrużyć oka. Jak zwykle.

niedziela, 7 maja 2017

Gdzie jest granica intymności?

W McDonaldzie. A, że ja jestem beton w myśleniu o pewnych kwestiach, to zajęło mi chyba z 8 lat, żeby zrozumieć, że Blanka w miejscach publicznych nie je. Po prostu. Nie i kropka.
Ojciec myśli i mówi tak - nakarmię Ją w samochodzie/ w wózku / gdzieś gdzie ludzkie oko nie sięga a potem idziemy jeść a Ona siedzi i patrzy.