wtorek, 7 sierpnia 2018

Skolioza, psychoza, tralala, rym, cym, cym

Wbrew moim skłonnościom do pajacowania, temat jest poważny a u nas to już nawet bardzo poważny. Żarty się kurna skończyły, bo dziewczyna krzywa jest jak jasny gwint więc po ogarnięciu padaki, budowów i wbrew zapewnieniom naszego lekarza reh (że nie warto robić cokolwiek, bo i tak krzywa będzie) zaczęliśmy niedawno akcję plecy. 

środa, 1 sierpnia 2018

Ciężar odpowiedzialności

"Dorosłość" i "beztroska" to w sumie nie są za bardzo synonimy ale natura człowieka już tak jest skonstruowana, że wiedzie go czasem na tak bardzo ekscytujące obszary potrzeb stricte swoich własnych. Nie dzieci, nie czyiś tylko swoich. A ma się tych potrzeb trochę, od prozaicznych typu siku, po pośrednie (potrzeba odpoczynku, czekolady, coś) po jakieś totalnie odjechane i absurdalne typu samorealizacja, marzenia, nie wiem co tam jeszcze. Każdy człowiek je ma i każdy musi czasem wykombinować ja tu zrobić tak, żeby wszyscy byli zadowoleni ale żeby ugrać też przy okazji coś dla siebie.

wtorek, 10 lipca 2018

Mamy go! Podziękowania wielkie jak wszechświat

Drodzy kibice! Nie, że nic się nie stało bo stało się! W końcu, po kilku miesiącach mordowania się z decyzją, mierzenia, czekania Królowa dziś otrzymała swój wóz. Dzięki Wam, dzięki każdemu nawet najmniejszemu 1% podatku mogliśmy sobie pozwolić na tak wymarzony sprzęt. Mam nadzieję, że będzie Jej służył długo i wygodnie. Bo fakt jest taki, że wóz to jej Blanki nogi i jego dobre dopasowanie ma dla nas ogromne znaczenie.
Mało kto, oprócz ludzi z branży (znaczy rodziców dzieci npspr) ma świadomość jak trudna jest droga od wniosku do nfz po odbiór sprzętu. Po drodze czeka nas masa decyzji i tyle samo pułapek. Chwile zwątpienia, ceny zwalające z nóg (nasz to koszt 15.600 zł, z czego nfz daje tylko 3.000 zł, a to wcale nie okaz z najdroższej półki.). 

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Pierwszy miesiąc za nami

Niebo nad moją sawanną
Miesięcznica wydaje się być dobrym momentem na wstępne podsumowania. Właśnie mija dokładnie miesiąc od naszego lądowania na obcej planecie - in the middle of rzepak.. Jak jest? Nu teraz już za.je.biś.cie :D Powoli i przykładnie pindzie z miasta (no w sumie oprócz A.) uczą się jak to jest żyć 5 km od Biedry a śniadanie dzielić z sarenkami. 
Nie będę udawać, że po 30 dniach znam już nazwy wszystkich zbóż ozimych a nie ozime umiem wymienić w kolejności żniw. Jednak wszystko co konieczne do przetrwania opanowałam na tyle, że ten pierwszy, najtrudniejszy czas przeżyliśmy i to w całkiem niezłym stylu.

poniedziałek, 28 maja 2018

"Doskonale daję sobie radę" i inne samobóje

Dzielne, silne kobiety to my! Supermatki wyjątkowych dzieci to my! I to jeszcze od zadań specjalnych, zawsze gotowe wstać nawet jak upadną pięćsetny raz. Napędzane miłością, zdeterminowane by walczyć do upadłego. Nie jest tak? Nie na takie nas kreuje świat i co gorsza - nie na takie kreujemy się same? Myślę, że trochę tak i same sobie tym strzelamy w kolano.
A to nie jest tak, jak ze zdrowymi dziećmi w reklamie, że tryb "matka" odpala się automatycznie a mydełko Bambino samo skacze nam do koszyka w tesko. To nie jest tak, że pewnego dnia budzimy się w nowej rzeczywistości, zakasujemy rękawy i z mocą tajfunu wstępujemy w elitarne szeregi armii matek dzieci niepełnosprawnych. To w ogóle nie jest tak... 

czwartek, 24 maja 2018

Odbiór! czyli miszyn komplited.

Ten wpis w moich marzeniach i snach brzmiał mniej więcej tak:
"Udało się! Po miesiącach walki z pustakami, glebą, zmęczeniem i marketami budowlanymi (z lerą marlą na czele) mamy go! Nasz wymarzony, wyczekany dom, który kochamy od podłogi po sam dach! Płaski jak płaszczka, zero schodów, zero krawężników, zero stopni! Z tego tytułu ubieram czasem najlepsze swoje trampki i jadę z nią do miasta w poszukiwaniu schodów do spaceru farmera i lecę: góra - dół, góra - dół, na przykład w jakimś wieżowcu, tak dla utrzymania formy.  Wieczorami natomiast siadamy sobie na tarasie, otwieramy zimnego browarka i sączymy go z A. w poczuciu, że oto właśnie dzieje się historia. Jesteśmy Lewandowskimi swojego życia! Tak, brawo my!". 

piątek, 4 maja 2018

Mówiłaś mi...

Kolejny piątek w tym tygodniu, ubieramy się na spacer, co samo w sobie doprowadza mnie do psychozy. Buty jednej, drugiej, moje, kurtki, czapka z daszkiem, nie ta czapka z daszkiem!, miś, lalka, czapka lalki, picie, klucze, telefon, chusteczki itd. itp. W końcu mówię "Idziemy!". Blanka wypala "idziemy". ???
Jestem dziś wywalona z orbity. Optymiści powiedzą, że zaczyna mówić, za rok pójdziemy na własnych nogach na pielgrzymkę a za dwa zda maturę.