środa, 21 listopada 2018

Cudowne lata. 10.

2008 rok. Wczesną wiosną okazało się, że mdli mnie coś za długo jak na ostatnio zjedzoną sałatkę śledziową. Że serce bije mi gdzieś dalej, jakby w okolicach brzucha. Że tam jesteś Ty. Wiedzieliśmy od początku, że będziesz doskonała i, że bycie Twoimi starymi to naprawdę nie byle co. Przewidywany czas Twojego zmaterializowania się bo tej brutalniejszej stronie brzucha szacowany był na Mikołajki, ale, że w naszej rodzinie nie zna się słowa "cierpliwość", to 21 listopada, o godzinie 13.00 wydarłaś się "AAAA!" co odczytałam jako "Oto jestem, matko moja, od dziś będziesz mi służyć". Tak też się stało.

czwartek, 1 listopada 2018

W imieniu Królowej i swoim

Nie będę znów publicznie roztrząsać ile to dukatów kosztuje projekt pt. "mam chorom curke" ;) Każdy kto ma choćby zdrowe dziecko wie, że to nie dość, że krwiopijca to jeszcze niezła studnia na gotówkę. Jak dzieciok chory to jest jeszcze weselej a potrzeby nie mają końca a wraz z wiekiem wydaje mi się, że robi się ich więcej i więcej i jeszcze więcej. A mennicy w piwnicy nie ma. I dupa. Trzeba iść i prosić. Trzeba przekonać ludzi, żeby pomogli. I to jest duży problem. Przyznam, że też mój osobiście...

czwartek, 25 października 2018

Jak "nie pracując" pracować i przy tym nie zwariować

Jakieś pół roku temu Mniejsza wróciła z przedszkola z taką oto pieśnią na ustach.
Mniejsza: Mamo, dziś Pani mówiła nam o zawodach. I dzieci mówiły co ich mamy i taty robią no i...
Ja: No i co powiedziałaś?
Mniejsza: No, że tato robi na budowach a mama siedzi w domu.
...
Jedyne co mi przyszło wtedy na myśl to cytat z klasyka: "dżizus kurwa ja pierdole" i na tym tę opowieść można by w zasadzie skończyć bo jak widać cała moja odwieczna batalia by traktować pracę w domu jako pracę została zmiażdżona przez przebiegły umysł mojej wtedy 3,5-latki. Niezbadane są jednak ścieżki jakimi chodzi kilkuletni mózg bo chwilę potem Mniejsza dodała "no i że mama siedzi w domu i nam robi ten dom. I to jest tyra". No, 1:0 dla mnie. 

piątek, 19 października 2018

Zamknięty krąg chorowania

U nas chorowanie w duecie zaczęło się w momencie pojawienie się Mniejszej w rodzinie. B. była wtedy na początku swojej przygody z przedszkolem specjalnym więc znosiła każdą florę i faunę, którą tylko można było przynieść a to maleńkie od samego niemowlaka łapało wszystko. 
Dopóki karmiłam piersią to było jeszcze nie najgorzej, 18 miesięcy względnego spokoju tylko na katarach ale potem zaczęła się miazga. B. przynosiła, Mniejsza łapała, chorowałam ja, nawet czasem A. Kończyło się na kilku dniach B. w przedszkolu i np miesiącu szpitala w domu. Potem role się odwróciły.

poniedziałek, 1 października 2018

A na imię mu było

R
E
T
T.
Przyszedł, zabrał Ją nie pytając o nic. Później oddał. Zupełnie inną. Powiedziałam, że nie przestanę walczyć to tylko się zaśmiał. Wiedziałam już wtedy, że nie będzie happy endu.

 Myślał, że wziął wszystko. Jednak nie, nie zabrał Jej zupełnie zdrowej duszy. I tego, że jest najwspanialsza na świecie. Mimo, że dostała dożywocie i, że jest kompletnie niewinna musi siedzieć, zamknięta w tej cholernej klatce. Sama, z bólem, lękami, rozpaczą... Mimo, że jestem obok to jednak wszystko co zgotował Jej ten potwór musi dźwignąć zupełnie sama. Wierzę, że narawdę jest aniołem, bo zwykły człowiek by temu nie dał rady. 

czwartek, 13 września 2018

Dlaczego sobie to robimy??

Zaczyna się pozornie błaho a większość z dylematów rozstrzygają albo pociążowe burze hormonów albo samo życie. Czy karmisz piersią czy butlą, czy śpi z Wami czy w swoim łóżeczku, czy rozszerzasz dietę przez blw czy poprzez żarcie chrupków z psem z podłogi. Tak naprawdę możesz wszystko, Ty jesteś mamą i to ty decydujesz. Dość szybko jednak pojawia Ci się za plecami zgraja znawców materii w stopniu najwyższym, którzy bardzo chętnie tą wiedzą chcą się z Tobą dzielić. 

sobota, 1 września 2018

Talia osy

Jakby mi ktoś kilka lat temu powiedział, że wsadzę swoje dziecko w gorset i jeszcze nie będę darła przy tym szat z rozpaczy, że to ją dusi to bym się stuknęła w czoło. I to tak zdrowo. A tu tymczasem, drodzy Państwo, mija drugi tydzień zapoznawania się z naszym nowym przyjacielem; ani śladu klimatu średniowiecznych tortur, życie jak życie, tyle, że w skafanderku. O, tyle o sobie wiemy. 
Po gorset pojechaliśmy do Poznania bez jakiś szczególnych oczekiwań i to w dodatku z planem odwiedzenia naszych ukochanych przyjaciół - A., P. i małej O. Więc oprócz kwestii medycznych udało się zaliczyć piękny poznański rynek, wspólny, tak bardzo wytęskniony obiad, lody, gofry, spacer, wycieczkę autobusem... Pobyliśmy razem, w końcu tak bez pośpiechu. Wspaniały bonus do tego kawałka plastiku.