poniedziałek, 18 czerwca 2018

Pierwszy miesiąc za nami

Niebo nad moją sawanną
Miesięcznica wydaje się być dobrym momentem na wstępne podsumowania. Właśnie mija dokładnie miesiąc od naszego lądowania na obcej planecie - in the middle of rzepak.. Jak jest? Nu teraz już za.je.biś.cie :D Powoli i przykładnie pindzie z miasta (no w sumie oprócz A.) uczą się jak to jest żyć 5 km od Biedry a śniadanie dzielić z sarenkami. 
Nie będę udawać, że po 30 dniach znam już nazwy wszystkich zbóż ozimych a nie ozime umiem wymienić w kolejności żniw. Jednak wszystko co konieczne do przetrwania opanowałam na tyle, że ten pierwszy, najtrudniejszy czas przeżyliśmy i to w całkiem niezłym stylu.

poniedziałek, 28 maja 2018

"Doskonale daję sobie radę" i inne samobóje

Dzielne, silne kobiety to my! Supermatki wyjątkowych dzieci to my! I to jeszcze od zadań specjalnych, zawsze gotowe wstać nawet jak upadną pięćsetny raz. Napędzane miłością, zdeterminowane by walczyć do upadłego. Nie jest tak? Nie na takie nas kreuje świat i co gorsza - nie na takie kreujemy się same? Myślę, że trochę tak i same sobie tym strzelamy w kolano.
A to nie jest tak, jak ze zdrowymi dziećmi w reklamie, że tryb "matka" odpala się automatycznie a mydełko Bambino samo skacze nam do koszyka w tesko. To nie jest tak, że pewnego dnia budzimy się w nowej rzeczywistości, zakasujemy rękawy i z mocą tajfunu wstępujemy w elitarne szeregi armii matek dzieci niepełnosprawnych. To w ogóle nie jest tak... 

czwartek, 24 maja 2018

Odbiór! czyli miszyn komplited.

Ten wpis w moich marzeniach i snach brzmiał mniej więcej tak:
"Udało się! Po miesiącach walki z pustakami, glebą, zmęczeniem i marketami budowlanymi (z lerą marlą na czele) mamy go! Nasz wymarzony, wyczekany dom, który kochamy od podłogi po sam dach! Płaski jak płaszczka, zero schodów, zero krawężników, zero stopni! Z tego tytułu ubieram czasem najlepsze swoje trampki i jadę z nią do miasta w poszukiwaniu schodów do spaceru farmera i lecę: góra - dół, góra - dół, na przykład w jakimś wieżowcu, tak dla utrzymania formy.  Wieczorami natomiast siadamy sobie na tarasie, otwieramy zimnego browarka i sączymy go z A. w poczuciu, że oto właśnie dzieje się historia. Jesteśmy Lewandowskimi swojego życia! Tak, brawo my!". 

piątek, 4 maja 2018

Mówiłaś mi...

Kolejny piątek w tym tygodniu, ubieramy się na spacer, co samo w sobie doprowadza mnie do psychozy. Buty jednej, drugiej, moje, kurtki, czapka z daszkiem, nie ta czapka z daszkiem!, miś, lalka, czapka lalki, picie, klucze, telefon, chusteczki itd. itp. W końcu mówię "Idziemy!". Blanka wypala "idziemy". ???
Jestem dziś wywalona z orbity. Optymiści powiedzą, że zaczyna mówić, za rok pójdziemy na własnych nogach na pielgrzymkę a za dwa zda maturę.

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Rocznica

Dziś mija równy rok od odzyskania przez nas życia. 9 kwietnia 2017 Blanka przyjęła pierwszą dawkę leku, który po latach błądzenia okazał się Tym Lekiem i pomału, z dnia na dzień, pozwolił nam odzyskać choć względny spokój. Bo to co było przed to był koszmar... Kilkanaście różnych kombinacji leków, sterydy, zmiany neurologów, 7 lat kompletnie bezowocnego leczenia. Skutki uboczne i napady, napady, napady. I jeszcze więcej napadów. Coraz silniejszych. Coraz masywniejsze niedotlenienia, jego objawy, utrata chodu i wielu, wielu rzeczy, które przestała móc robić. Strach, lęk, bycie w ciągłej gotowości do wyrwania Jej śmierci. Tak to było...

piątek, 30 marca 2018

Moja i Twoja nadzieja

"Zobaczysz, wyzdrowieje". "Nie wolno tracić nadziei, wynajdą na to lek". "Jeszcze będzie biegać". Brzmi znajomo? I weź tu wytłumacz człowiekowi z innego wymiaru, że jesteś kosmitką, i, że Twoja nadzieja to kompletnie inna nadzieja niż jej/jego. Bo nie jest zaprzeczającą rzeczywistości wizją dziewczęcia, które porzuca kajdany retta i biegnie na pierwszą randkę... Twoja nadzieja to mozolnie odgrzebywany z prochów sens czekania na jutro a nie coś optymistycznego co przybija Ci co rano piątkę i rzecze "Do boju, najlepsza matko świata". O swoją nadzieję musisz zatroszczyć się sama, nawet jak czujesz, że właśnie oto stanęłaś na podium z mianem "Najgorsza matka roku".

wtorek, 20 marca 2018

Moje paranoje

Mówią, że jak się człowiek przyzna przed sobą samym ze swoich jazd to już z górki ku wyleczeniu. A jak już się przyzna publicznie to w ogóle można uznać cud medycyny psychiatrycznej. Także ten. Mam kilka, które wyłączają mój zdrowy rozsądek do zera. Zapinać pasy i jadymy!