poniedziałek, 1 października 2018

A na imię mu było

R
E
T
T.
Przyszedł, zabrał Ją nie pytając o nic. Później oddał. Zupełnie inną. Powiedziałam, że nie przestanę walczyć to tylko się zaśmiał. Wiedziałam już wtedy, że nie będzie happy endu.

 Myślał, że wziął wszystko. Jednak nie, nie zabrał Jej zupełnie zdrowej duszy. I tego, że jest najwspanialsza na świecie. Mimo, że dostała dożywocie i, że jest kompletnie niewinna musi siedzieć, zamknięta w tej cholernej klatce. Sama, z bólem, lękami, rozpaczą... Mimo, że jestem obok to jednak wszystko co zgotował Jej ten potwór musi dźwignąć zupełnie sama. Wierzę, że narawdę jest aniołem, bo zwykły człowiek by temu nie dał rady. 

czwartek, 13 września 2018

Dlaczego sobie to robimy??

Zaczyna się pozornie błaho a większość z dylematów rozstrzygają albo pociążowe burze hormonów albo samo życie. Czy karmisz piersią czy butlą, czy śpi z Wami czy w swoim łóżeczku, czy rozszerzasz dietę przez blw czy poprzez żarcie chrupków z psem z podłogi. Tak naprawdę możesz wszystko, Ty jesteś mamą i to ty decydujesz. Dość szybko jednak pojawia Ci się za plecami zgraja znawców materii w stopniu najwyższym, którzy bardzo chętnie tą wiedzą chcą się z Tobą dzielić. 

sobota, 1 września 2018

Talia osy

Jakby mi ktoś kilka lat temu powiedział, że wsadzę swoje dziecko w gorset i jeszcze nie będę darła przy tym szat z rozpaczy, że to ją dusi to bym się stuknęła w czoło. I to tak zdrowo. A tu tymczasem, drodzy Państwo, mija drugi tydzień zapoznawania się z naszym nowym przyjacielem; ani śladu klimatu średniowiecznych tortur, życie jak życie, tyle, że w skafanderku. O, tyle o sobie wiemy. 
Po gorset pojechaliśmy do Poznania bez jakiś szczególnych oczekiwań i to w dodatku z planem odwiedzenia naszych ukochanych przyjaciół - A., P. i małej O. Więc oprócz kwestii medycznych udało się zaliczyć piękny poznański rynek, wspólny, tak bardzo wytęskniony obiad, lody, gofry, spacer, wycieczkę autobusem... Pobyliśmy razem, w końcu tak bez pośpiechu. Wspaniały bonus do tego kawałka plastiku.

wtorek, 7 sierpnia 2018

Skolioza, psychoza, tralala, rym, cym, cym

Wbrew moim skłonnościom do pajacowania, temat jest poważny a u nas to już nawet bardzo poważny. Żarty się kurna skończyły, bo dziewczyna krzywa jest jak jasny gwint więc po ogarnięciu padaki, budowów i wbrew zapewnieniom naszego lekarza reh (że nie warto robić cokolwiek, bo i tak krzywa będzie) zaczęliśmy niedawno akcję plecy. 

środa, 1 sierpnia 2018

Ciężar odpowiedzialności

"Dorosłość" i "beztroska" to w sumie nie są za bardzo synonimy ale natura człowieka już tak jest skonstruowana, że wiedzie go czasem na tak bardzo ekscytujące obszary potrzeb stricte swoich własnych. Nie dzieci, nie czyiś tylko swoich. A ma się tych potrzeb trochę, od prozaicznych typu siku, po pośrednie (potrzeba odpoczynku, czekolady, coś) po jakieś totalnie odjechane i absurdalne typu samorealizacja, marzenia, nie wiem co tam jeszcze. Każdy człowiek je ma i każdy musi czasem wykombinować ja tu zrobić tak, żeby wszyscy byli zadowoleni ale żeby ugrać też przy okazji coś dla siebie.

wtorek, 10 lipca 2018

Mamy go! Podziękowania wielkie jak wszechświat

Drodzy kibice! Nie, że nic się nie stało bo stało się! W końcu, po kilku miesiącach mordowania się z decyzją, mierzenia, czekania Królowa dziś otrzymała swój wóz. Dzięki Wam, dzięki każdemu nawet najmniejszemu 1% podatku mogliśmy sobie pozwolić na tak wymarzony sprzęt. Mam nadzieję, że będzie Jej służył długo i wygodnie. Bo fakt jest taki, że wóz to jej Blanki nogi i jego dobre dopasowanie ma dla nas ogromne znaczenie.
Mało kto, oprócz ludzi z branży (znaczy rodziców dzieci npspr) ma świadomość jak trudna jest droga od wniosku do nfz po odbiór sprzętu. Po drodze czeka nas masa decyzji i tyle samo pułapek. Chwile zwątpienia, ceny zwalające z nóg (nasz to koszt 15.600 zł, z czego nfz daje tylko 3.000 zł, a to wcale nie okaz z najdroższej półki.). 

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Pierwszy miesiąc za nami

Niebo nad moją sawanną
Miesięcznica wydaje się być dobrym momentem na wstępne podsumowania. Właśnie mija dokładnie miesiąc od naszego lądowania na obcej planecie - in the middle of rzepak.. Jak jest? Nu teraz już za.je.biś.cie :D Powoli i przykładnie pindzie z miasta (no w sumie oprócz A.) uczą się jak to jest żyć 5 km od Biedry a śniadanie dzielić z sarenkami. 
Nie będę udawać, że po 30 dniach znam już nazwy wszystkich zbóż ozimych a nie ozime umiem wymienić w kolejności żniw. Jednak wszystko co konieczne do przetrwania opanowałam na tyle, że ten pierwszy, najtrudniejszy czas przeżyliśmy i to w całkiem niezłym stylu.