Dobra, chyba wraca mi humor. Albo udaję, że mi wraca, ale tak skutecznie, że nawet sama w to uwierzyłam. Różne rzeczy się słyszy przy okazji tak przykrej historii jaką jest niepełnosprawne dziecię, a oprócz tych dorównujących powagą całej sytuacji, są też i takie, że generalnie nietrzymanie moczu. Nie ma dla mnie świętości, których by nie można było obśmiać, A. uważa podobnie, więc czasem zamiast się kulturalnie popłakać, to rżymy ze śmiechu z takiej na przykład słodkiej klepiącej Blanki. No dobra, jedziemy te nasze perły czarnego i mocno abstrakcyjnego humoru z ostatnich dni:sobota, 26 marca 2016
Wielkanocne jaja
Dobra, chyba wraca mi humor. Albo udaję, że mi wraca, ale tak skutecznie, że nawet sama w to uwierzyłam. Różne rzeczy się słyszy przy okazji tak przykrej historii jaką jest niepełnosprawne dziecię, a oprócz tych dorównujących powagą całej sytuacji, są też i takie, że generalnie nietrzymanie moczu. Nie ma dla mnie świętości, których by nie można było obśmiać, A. uważa podobnie, więc czasem zamiast się kulturalnie popłakać, to rżymy ze śmiechu z takiej na przykład słodkiej klepiącej Blanki. No dobra, jedziemy te nasze perły czarnego i mocno abstrakcyjnego humoru z ostatnich dni:środa, 23 marca 2016
Trafiona zatopiona
sobota, 19 marca 2016
Rekompensata z mopsu
Jedna pani drugiej Pani rzecze na placu zabaw: "Ooo, to jak 1700 złoty na miesiąc macie na te chore dzieci toż to jak pensja, kochanieńka. Za tyle to przynajmniej Pani nie żal, że Pani nie pracuje". Szczęka jednej z Pań spadła na podłogę.Szanowna Kochanieńka, to nie do końca tak jak Pani myśli, bo jednak mało trochę. Za milion trzysta dwa czterysta bym się mogła zastanowić ale i tak skusiłaby mnie zapewne bardziej Blanka w wersji rett-free.
wtorek, 15 marca 2016
Jedna wielka dilemma
W sumie macierzyństwo ma tak na drugie imię, bo od pierwszego krzyku jedziesz z wybieraniem TEJ lepszej opcji - pampers czy dada, szczepienie 12 w 1 czy 20 w 1, pierś czy krowa, old-schoolowy wózek czy trendi chusta. Później robi się wcale nie mniej ambitnie, bo: angielski czy balet, dziecko wege czy dziecko wyhodowane na parówkach, smoczek czy pogryziona pierś i tak w nieskończoność. Każdą z decyzji okupuje się oczywiście niemałym stresem, bo jak wyszło dobrze to i mąż po ramieniu poklepie albo i po tyłku, a jak wyszło źle to beczysz trzy tygodnie w poduszkę, bo "a nie mówiłem, mogliśmy zrobić inaczej". czwartek, 10 marca 2016
"Ja po prośbie..."
"Sezon" w pełni i chciał nie chciał trzeba iść w ludzi poroznosić trochę próśb o 1%. Mam tak niestety, że proszenie kogokolwiek o cokolwiek przychodzi mi z wielkim trudem i wywołuje szereg objawów psychosomatycznych. Jednak co zrobić, walka o B. toczy się też na tym przyziemnym finansowym poziomie i trzeba swoją dumę i uprzedzenie schować sobie do kieszeni. Moje poczucie misji mówienia o recie, Blance i innych dziewczynkach zawsze jest bardzo silne, dlatego zwykle przy okazji 1% wygłaszam też krótki bądź dłuższy monolog o tym co tam w genomie mamy. Zależy czy ktoś chce słuchać; jak chce, to ma. Nie zmienia to jednak kwestii, że to wciąż prośba.
niedziela, 6 marca 2016
Wojownicza księżniczka
Dwa tygodnie kolejnej ostrej jazdy padaczkowej za nami (jak Bóg mi świadkiem - nic nigdy więcej nie świętuję, nie ogłaszam, nie opijam, nic, zero, nul). Bilans jest taki, że wszyscy żyjemy, co w pewnym momencie wydało mi się wcale nie takie oczywiste, B. po kilkunastu napadach otrzepała się w dwa albo trzy dni a ja się nadal czuję jakby mnie przejechał pociąg...
Subskrybuj:
Posty (Atom)