czwartek, 29 grudnia 2016

Pełna niesprawność

Temat wywołany do tablicy przez te wszystkie okołoświąteczne reklamy fundacji, procentów, niepełnosprawnych dzieci i płaczących matek. Ja wszystko rozumiem, sama dla swojej nutrii zrobię co będzie trzeba ale ryczeć w tiwi bym się chyba nie odważyła. Ale nie oceniam, broń Boże. Kiedyś musiałam wyć na zawołanie w urzędzie żeby załatwić B. kopertę pod kamienicą, i dopiero gdy to się stało zrozumiałam, że tyle o sobie wiemy na ile nas sprawdzono, bo oczywistym było że rett-matki nie płaczą, przynajmniej nie publicznie i nie żeby wzbudzić litość. Wracając do tematu, widząc te wszystkie "odmiany" niepełnosprawności w telewizorze doszłam do wniosku, że nazwanie takiej mojej B. niepełnosprawną to naprawdę grubaśny eufemizm...

niedziela, 18 grudnia 2016

Życzenia z epi-centrum

U nas oczekiwanie na święta oprócz kwestii oczywistych na które czekać trzeba (czyt. prezenty) sprowadza się w tym roku do lekko nerwowego wyczekiwania końca Blanki sterydoterapii. Czekamy z radością bo po połowie całej akcji zaczęło się robić gęsto (w sensie skutków ubocznych, których się nagle zaczęło mnożyć i mnożyć) i widać, że pomimo błogosławionych efektów Blanka ma już dość. Woda się Jej zatrzymuje, włoski zaczęły lekko wypadać, popłakuje z bólu brzucha jak mniemam, albo z innych znanych sobie powodów. Koniec tych wszystkich eksperymentów medycznych wiąże się też z pewnym niepokojem i wiszącym jak kosa pytaniem "Co będzie dalej?". Bo po takim epi-piekle, które zafundował nam 2016 rok zawsze ma się w głowie, że to wróci. Po prostu musimy jakoś przetrwać, co ma być to będzie, a tegoroczna Wigilia będzie naszym pierwszym dniem bez sterydów.

sobota, 10 grudnia 2016

Życie to jest teatr

Przeczytałam w internetach zdanie streszczające książkę "Mamy z innej planety" Krystyny Strączek o tym, że w sumie cały (no prawie) świat wymaga od nas radosnego heroizmu i aż mnie trzepnęło. Najpierw po kieszeni, bo mój paczkomat inpost już oczekuje, a potem po głowie. Bo czy to nie jest prawda?! Jest... do jasnej cholery jest.
Macierzyństwo samo w sobie uświęca i błogosławi, takie cuda potrafi, że z każdym dzieckiem masz dodatkowe pieczywo albo i pińset złotych. No i przede wszystkim w Tobie zachodzi zmiana, wraz z odcięciem dziecięcia od przewodu pępowiny stajesz się matką i wyrzekasz wszelkich negatywnych emocji.