środa, 30 grudnia 2015

Przedsylwestrowy prawie-monodram

Pewnie przyznanie się do tego typu akcji spowoduje, że ci nieliczni (o ile w ogóle tacy jeszcze są), myślący, że jestem super już tak myśleć nie będą. W sumie nigdy na miano super-matki nie aspirowałam więc może to i dobrze. Albo ktoś, kto ma tak parszywe poczucie klęski jak ja teraz poczuje się lepiej, że nie jest w tym sam... No ale do rzeczy.

środa, 23 grudnia 2015

Życzymy, życzymy!

Utytałana świątecznie w marchewce do ryby po grecku stwierdziłam, że jednak tak być nie może; to jest poważny, szanujący się i czytelnika blog i życzenia muszą być!
Drodzy moi, z okazji Świąt życzę Wam i sobie tego co najważniejsze, czyli zdrowia. Wszystkim targanym napadami – trafionych kombinacji leków, medycznej mery w każdej aptece i jak najrzadszych pobytów na neurologii. 

niedziela, 20 grudnia 2015

Taka oto sytuacja

Przyjeżdżam na drugi dzień po ich nocnym aresztowaniu do Blanki na oddział. B. w leki poszła, wszystko super, A. referuje, że spokój, wręcz padaczkowa nuda. Do momentu, kiedy nie było mnie. Przytuliłam, wycałowałam, B. zaczęła opowiadać i dup, pierwszy porządny napad. Wydaje się, że emocje.
Wrócili do domu w środę, padaka tak się z nami widać związała, że nie została na neurologii i wróciła również. 

środa, 16 grudnia 2015

Wrócili!!!

W sumie można by ograniczyć ten wpis do samego tytułu, bo nic więcej dla mnie w tej chwili nie ma znaczenia :))) Ale cyba trochę nie wypada. Zatem, w telegraficznym skrócie, bo każdej minutki mi żal, bo Ona tu jest, i tańczy dla mnie, a ja dla Niej, jesteśmy razem, w końcu, w końcu, w końcu!!!
Szybkie podsumowanko, 8-dniowy pobyt Blanki i Taty w szpitalu dał nam to co następuje:

środa, 9 grudnia 2015

Chwała Ojcu

W Blanki główce wszystko się tak popiętroliło, że jest na oddziale we Wro... Plusy: jest pod opieką narodowego funduszu zdrowia i pojawiła się dawno nie widziana nadzieja, że odzyskamy choć resztki naszego życia sprzed panowania tej cholernej padaki. 
Minusy: nie ma Jej w domu, nie ma mnie przy Niej, a przecież obiecałam. Że będę zawsze, w zdrowiu i w chorobie, w metrze i w swetrze. I na neurologii dziecięcej. A jestem z Mniejszą w domu.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Ostrożnie, ostrożnie

U nas historie z cyklu: „Padaczkowe szczęście jak bańka mydlana”. Sytuacja jest delikatnie mówiąc trudna i zarówno ja jak i A. dorabiamy sobie teorie, które pomagają naszym psychikom jakoś przetrwać. A. ma taką, że po poważnej infekcji nie było siły i głowa B. rozszalała się poza jakąkolwiek kontrolę, ja z kolei czuję podskórnie, że to kolejny level tego parszywego wyścigu. Tak czy inaczej – cała nasza energia idzie teraz w uśpienie tego potwora w tej małej rozczochranej i to najróżniejszymi metodami. Gra jest warta świeczki oraz wszelkiego wydziwiania, bo każdy następny dzień bez napadu (w sumie godzina nawet) to najwspanialsza rzecz na świecie.