Od końca zacznę - kornik ma się doskonale. Nic, totalnie nic nie jest w stanie na niego wpłynąć... Żadne środki, po prostu żadne nie są w stanie wygrać z tym jego rezonującym na cały dom chrobotem. Rzęzi, chrzęści, skrzypi, trzeszczy i zgrzyta bez względu na wszystko. 1:0 dla kornika, biała flaga na maszt, destynacja: psychiatryk.
Wiele mądrych rett-głów próbowało go chociaż nazwać i opisać:
"Nie dałabym rady, to jak skrzypienie styropianem albo jeżdżenie widelcem po pustym talerzu"
"Dupa cierpnie..."
"Nikt nie zniósłby tego dźwięku dłużej niż kwadrans"
"To jest T.O.R.T.U.R.A!"
i w końcu:
"Jak jakiś @!&@# kornik!"
Lepiej bym tego nie ujęła...

