| "Ani miłość kiedy jedno płacze a drugie po nim skacze." - Happysad "Zanim pójdę" |
No więc początki wcale nie były łatwe, myślę, że pół roku lekko B. wychodziła z szoku, że to się dzieje naprawdę i oddać się już nie da.
| "Ani miłość kiedy jedno płacze a drugie po nim skacze." - Happysad "Zanim pójdę" |
Czasem zapasy mojego zen zostają wyczerpane i żeby nikt nie zginął matka rusza na miasto. Zwykle mi się nie chce, bo już 18, wieczorynka, inwentarz trzeba kąpać lub inne tam mało oryginalne wymówki ale wczoraj nie było wyjścia. I trzeba było trzepnąć drzwiami i wyjść. Na posterunku został Padre.
Spanie/niespanie. Usypianie, dogrywanie drzemek, wyścigi z sennością, błaganie o sen. Śpiące, śmiertelnie śpiące, zupełnie nie-śpiące, chcące/niechcące spać itd. Czasem mam wrażenie, że istotą mojego macierzyństwa jest sen. Dlaczego? Bo jest w zasadzie miarą wszystkiego.
Wstajesz i wiesz. Jest do dupy, jesteś na podium z Katarzyną W., nie dasz rady. Myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem potwierdzasz całkowicie to co podejrzewasz od dawna - nie nadajesz się. Jesteś w czarnej dupie swoich myśli, opatulona wyrzutami sumienia jak kołderką z drutu kolczastego. Nie możesz zostać z tym sama, nie teraz. Dzwonisz, piszesz.
W kwestiach bólowych B. ma za sobą różne perturbacje. Generalnie zawsze była z tych kobiet nieczułych, którym można i walnąć klockiem w łeb i wbić zastrzyk w tyłek a one zen i houk. Jak była całkiem mała reagowała zupełnie przeciętnie, zaraz przed regresem jej odczuwanie bólu (i czegokolwiek innego w sumie) mocno się stępiło, a już po samym regresie potrafiła się dziko zaśmiewać podczas podkłuwania wenflonu na przykład. Jedynym na co zawsze była nadwrażliwa to temperatura jedzenia i picia, lekko ciepłe to gorące, a gorące to "ratuj mamooooo, piekło!!!". Teraz Ją boli w zupełnie innych kategoriach niż pozostałą część ludzkości. Blankę bolą między innymi dźwięki.
Miało być tak pięknie i różowo, miało. Smoczek-samo-zło, uczenie picia z kubka od trzeciego miesiąca życia, nocnik od czwartego, biegiem przez roczek i aplikacja w wieku max. 25 lat. Próbowałam i próbuję dalej, ale nikt tak jak ja nie potrafi rozśmieszyć retta.
Wczoraj w rozmowie z bliską osobą przypomniał mi się taki oto obrazek z kiedyś, a w zasadzie dwa obrazki. Pierwszy - rodzi się B., piękne, idealne, wyczekane dziecko, tzw. uszczypnięcie bociana między oczami i ja - lekko przerażona, bo jak to tak, na buzi? Czy to zniknie? Dzieciary się w szkole nie będą śmiać i w ogóle - co tu z tym zrobić? No i jak żyć w takiej niemożliwej niepewności "zniknie/nie zniknie"? I obrazek drugi - prawie 6 lat później, rodzi się Mniejsza, piękne, idealne, wyczekane dziecko, to samo między oczami, przychodzi neonatolożka i mówi "Niech się Pani nie martwi, teraz to widać, ale wielu dzieciom znika z wiekiem, to jest takie znamię płaskie, barwnikowe, miejmy nadzieję, że..." bla, bla, bla. Przerywa, bo zaczynam się śmiać i mówię "Bardzo twarzowe, prześlicznie z tym wygląda".
Mówię niedawno do Pani Przedszkolanki "A ją wzięłam?", na co ona mi odpowiada "JĄ - w sensie ambu??". Wtedy dopiero zdałam sobie sprawę, że dalej tak być nie może, bo Ona (w sensie Ambu, wielka litera nie przez przypadek) jest bardzo dla nas ważna, wszędzie z Blanką i praktycznie jak członek rodziny. Ogromną robotę robi a my Ją tak przedmiotowo. Pomyślałam, że zasługuje na więcej. Zaczęłam od oczu, żeby zawsze lokalizowała, gdzie jest B. i atakowała w razie W na Jej dzióbek ze szwajcarską precyzją. Uśmiech też zawsze w cenie.
Obiecałam sobie nie napisać nigdy żadnego tekstu, z którego mogłoby wynikać, że żałuję posiadania dziecka nr 2, bo jest wręcz odwrotnie. Mniejsza ratuje od zwariowania i jest nadzieją na balet dla 3-latków ;) Ale fakt jest faktem, że w pewnych kwestiach manie (bycie właścicielem, posiadanie, czy jak tam) rettki plus drugiego dziecia to macierzyńskie sepuku.
Jestem zmęczona, cholernie zmęczona. B. po bagatela trzech dniach w poprawczaku wróciła do stanu wyjściowego czyli gili i grzeje dupsko w domu. Infekcja, wiadomo - zjazd padaczkowy i więzienie. Więzienie, wiadomo - matka ma doła. Matka ma doła, wiadomo - dzieci mają wqrwa. Życie...![]() |
| My, Koszalin 86' |