sobota, 26 lipca 2014

Jest (i będzie) grubo

Game on drodzy Państwo, trza było w końcu wrócić do gry. Po prawie 9-miesięcznej przerwie zaliczyłam niedawno swój debiut w dźwiganiu mojego Skarbka B. I pierwszym co rzuciło mi się na myśl i język (poza bluzgami oczywiście) było: "Ona przytyła chyba z tonę!". Ale waga nie zostawiła złudzeń - B. przybrała przez ten czas raptem pół kilo... I dopiero po tej przerwie uzmysłowiłam sobie jaką to trzeba mieć krzepę, żeby zajmować się Rettką.
Zawsze jakoś skupiam się na psychicznych uciążliwościach "mienia" chorego dziecka - bo pogodzić się trudno, bo "dlaczego ja?!" i inne takie. Ale to w sumie tylko jakaś część trudności, z którą psychika prędzej czy później musi sobie poradzić. A fizycznie? Zonk...

wtorek, 22 lipca 2014

Big sista

Przysięgam, nie doceniałam Jej... Tak bardzo Jej nie doceniałam... Mimo, że dla mnie jako matki B. jest najcudowniejsza, najmądrzejsza i najpiękniejsza to wrodzony realizm zawsze kazał mi realnie oceniać na ile Ją stać. Ale tym razem baaardzo się pomyliłam. 
Wydawało mi się, że znam swoje dziecko na wylot, jej reakcje, stopień rozumienia świata itd. Okazało się, że g... wiem. Gdy przynieśliśmy do domu pannę Mniejszą - reakcja Blanki zwaliła nas z nóg. Bo czego można spodziewać się gdy przedstawia się tak abstrakcyjny byt jak młodszą siostrę? "Coś" co wzięło się nie wiadomo tak naprawdę skąd, było kawał życia odstającym brzuchem u mamy a teraz zmaterializowało się pod postacią maleńkiego i wrzeszczącego człowieczka. 

sobota, 12 lipca 2014

Stało się!

To z całą pewnością najbardziej niezwykły wpis jaki przyszło mi popełnić. Już czas się przyznać... Będzie może trochę ozięble, krótko i treściwie, ale sprawa dotyczy jakiejś mojej (a w zasadzie - naszej) świętości... Takiego małego sacrum, jak to śpiewał kiedyś poeta. Otóż niedawno pojawił się w naszej rodzinie KTOŚ bardzo wyjątkowy :) a skład liczebny zwiększył się o jeden. Ja natomiast odzyskuję pomału wiarę w marzenia i w to, że naprawdę mogą się spełniać. Nie będę się jednak rozwodzić nad tym co czujemy, ile to wszystko dla nas znaczy itd. bo ten kto ma zrozumieć - zrozumie. I bez moich pokrętnych tłumaczeń.

poniedziałek, 7 lipca 2014

"Przecież ona jest tak chora!"

No jest, i że tak powiem - co z tego?! Czy to znaczy, że cała jest rettem a moją córką już nie?! Może i dla kogoś to co mam zamiar napisać będzie kontrowersyjne, ale dla mnie zupełnie nie jest. Muszę to z siebie wywalić i kropka. 
To, że moje dziecko jest chore a choroba determinuje część (podkreślam - część) jej zachowań nie oznacza, że nie mogę się na nią legalnie wściec. Jak matka na córkę. Bo jest niedobra (tak tak, ona potrafi pokazać swój charakterek, przysięgam, że go ma i nie waha się używać), bo nie chce ze mną współpracować, bo zwyczajnie kończy mi się cierpliwość... Której z natury i tak nigdy nie miałam w nadmiarze, powiedzmy sobie. 

piątek, 4 lipca 2014

Na centymetr...

Ani tym bardziej na dwa się nie ruszysz. Jakżesz to kurna mać frustruje. Człowiek uwiązany, ciągła asysta bezpośrednia, a oddal się na pół metra i ponowna wizyta na ostrym dyżurze w ramach akcji "mama nie upilnowała, będziemy szyć".
Ze wszystkich zdolności mojego dziecka, ta do robienia sobie krzywdy jest naprawdę imponująca. I to nie, że wsadzi łapę do garnka z wrzątkiem, albo sobie tą łapę w amoku odgryzie, tylko nawet gorzej! Ona potrafi skrzywdzić się o wszystko, nawet jak nic nie ma w pobliżu... 

wtorek, 1 lipca 2014

Tato

Już po Dniu Ojca co prawda, ale to nie Koncert Życzeń, można napisać o nim i później. Jakoś tak mi się zachciało właśnie teraz... Po 3-tygodniowej jeździe bez trzymanki, czyli naszym typowym i występującym kilka razy w roku - niespaniu. Rett nie śpi, jego madame Padaka również, a więc nie ma mowy o spaniu u B. A jak nie śpi B., to nie śpi pół kamienicy, albo i miasta. Wtedy A. ledwo trafia w futryny, w pracy pewnie skacze jak gumiś i generalnie wyglądem reklamuje produkcję "Noc żywych trupów". Bo to on a nie ja jest na straży gdy B. osiąga (ba! - przekracza) wszelkie możliwe granice ludzkiej wytrzymałości...