Dobra, miałam to napisać jakoś mądrzej, z błyskotliwym wstępem, ciekawym rozwinięciem i spinającą wszystko puentą, ale są, kuźwa, wakacje i się nie da. Non stop mam na plecach dwie panny, a każda z nich ma miliony swoich spraw i potrzeb, którym trzeba wyjść na przeciw, więc już mi nie starcza procesu myślowego na jakąkolwiek błyskotliwość. Niech te słowa ze mnie wyjdą zatem po prostacku, teraz mogą, bo wtedy kiedy powinny płynąć z ust mych złotych, jak zwykle zemdlały zanim zostały wypowiedziane na głos a to wszystko w imię kultury osobistej i zbyt szeroko pojętej grzeczności. Story of my life.
