poniedziałek, 27 stycznia 2025

Kronika wypadków domowych

Pamiętam ciekawą rozmowę sprzed lat, która odbyła się między moją Mamą (wieloletnią i bardzo dobrą nauczycielką) a naszą Doktorką rodzinną (wieloletnią i bardzo dobrą doktorką). Dr była na wizycie u małej B., odwiedziła nas wtedy też babcia i wyszło naturalnie, a że rocznik mają podobny to gadka o pracy. Mama mówi, że jak to w pracy, sukcesy ale czasem też porażki, a jak porażka to matury ktoś nie zdał itd. na co Doktorka podsumowuje krótko "moje porażki leżą na cmentarzu". Ja się uśmiałam po pachy, choć wiem, że nie tak do końca żartowała. Dziś zatem o naszych (moich i A.) porażkach, gdyż ostatnia z nich mogła się skończyć naprawdę w rytm pieśni "niech anielski orszak". Najwięcej wypadków zdarza się w domu, i jak to mawia jedna z moich psiółek - groźniejsi od retta jesteśmy my sami. Zapnijcie pasy, nie będzie o tym, że B. cudownych rodziców ma. 

środa, 1 stycznia 2025

Uśmiechnij się, jutro będzie lepiej

Nie wiem czy świat jest na to gotowy ale ja już chyba tak. Nie mam pojęcia ile złego może przynieść przyznanie się do czerni w mej duszy i w sumie w pewnym wieku ;) ma się to już w nosie. Zwłaszcza, że czuję, że napisanie tych kilku zdań zupełnie szczerze może przynieść jakieś pozytywy, ciut więcej zrozumienia nam wszystkim, czy komuś otuchę albo wskazówki dla tych o zdrowych emocjach, którzy są obok i przy nas trwają? Zobaczymy. 
Od regresu B. cierpię na nawracające stany depresyjne, które śmiało bym nazwała po prostu depresją, choć zostało to określone jako  zaburzenia adaptacyjne. W sumie to się chyba nie wyklucza a nawet może uzupełnia; Rett mojego dziecka to wciąż coś z czym walczę, czego nadal nie mogę do końca zaakceptować i główny czynnik odpalający moje zjazdy w dół. Taka jest prawda, makao, po makale.