poniedziałek, 8 kwietnia 2024

Co w tej małej łepetynie piszczy

Mój próg wyrozumiałości na gafy wszelkiej maści został chyba ostatnio przekroczony... Taki dziwny czas, że co chwila słyszę coś co jest mocno nie na miejscu, niestosowne, niegrzeczne, a nawet chamskie czy po prostu głupie. Zwykle dość dobrze to znoszę, bo mając dziecko z głęboką niepełnosprawnością ma się zwykle dużą praktykę i czas by nauczyć się dystansować. Robię więc tak jak mnie rodzice uczyli - staram się reagować uprzejmym uśmiechem, merytoryczną odpowiedzią czy ostatecznie grzebaniem sobie butem grobu, jednak są rzeczy, których się po prostu nie da słuchać i, które nie powinny być wypowiadane. I kropka. A jednak nadal są. Boże, mamy 21 wiek a wciąż zalatuje średniowieczem.

poniedziałek, 1 kwietnia 2024

Siedź cicho, maleńka.

Wyszłam ostatnio na słońce za domem, B. siedziała w wózku obok mnie i zapamiętale pluła sobie pod brodę w rytm piosenek dla przedszkolaków. Mniejsza zajęta była jeszcze swoimi sprawami w szkole, chłop - w pracy a mój najnowszy gwarant braku nudy, czyli 7-miesięczny jamnik, spał jak zabity. Dopadło mnie znowu to uczucie, z którym walczę od kiedy B. okazała się chora... Takie obezwładniające poczucie nudy, pustki, rutyny i bezsilności; coś czego szczerze nienawidzę i przed czym większość życia uciekam. Wtedy właśnie, tępo patrząc w pole rosnącego zboża,  przypomniałam sobie, co już parę razy słyszałam od ludzi a mianowicie "jak Ty się świetnie nadajesz na matkę dziecka niepełnosprawnego, taka zorganizowana, spokojna, cierpliwa i silna". To pomyłka.... Dotarł do mnie ten cały bezmiar presji, bezwzględności a nawet przemocy, którą nasza sytuacja na mnie od lat wywiera. Bo to nie są żadne wrodzone predyspozycje, to jest wymuszone życiem zrobienie z siebie osoby, którą poniekąd się nie jest. Ta ja, którą musiałam się stać, to niekoniecznie ja, którą chciałam być.  I nie ma tu nic do rzeczy ogrom miłości, którym darzę B., gdyby nie ona nie dałabym rady.