poniedziałek, 20 września 2021

Jeszcze tylko...

 Normalni ludzie mają tak: jeszcze tylko 2 kilogramy i będę królową życia, seksu i miss universe. Jeszcze tylko nowy samochód i będę mógł jechać na wakacje nad Balaton. Jeszcze tylko pięciu znajomych na fejsie i będę znana na cały świat. I tak dalej. Coś się stanie to dopełni się coś innego. Jeszcze tylko to, o to malutkie i mission completed. Zaliczone. Ja mam podobnie tylko trochę inaczej. Jeszcze tylko 5 kilogramów, będziemy ważyć prawie tyle samo i nie dam rady jej podnieść, przenieść ani przeprowadzić. Jeszcze dwa lata niespania i szpital bez klamek, jak wakacje na Zanzibarze. Jeszcze tylko trochę większy i cięższy wózek, nie spakuje go do auta i ugrzęźniemy w domu na wieki. Generalnie zasada jest bardzo prosta. Jeszcze tylko X i nie dam rady. A dlaczego tak? Dlatego, że od przynajmniej 5 lat mam poczucie, że ciągnę już na absolutnej rezerwie fizyczno-psychicznej i że milimetr dalej i będzie kompletna katastrofa. I tu dzieje się magia; Blanka tyje tak jak tyć ma, rośnie jak Bóg przykazał, wózki robią się coraz większe, szersze i cięższe, sił mniej, mniej i mniej a wyspania jak nie było tak nie ma, od lat trzynastu i nadal jestem z mniejszym czy większym sukcesem jej służącą. Perspektywa widać przesuwa się dalej i dalej, za horyzont i tam gdzie wzrok i moje ludzkie pojęcie w danym momencie nie sięga.

środa, 8 września 2021

Samotność

To nie jest jakieś szczególnie odkrywcze, że w najważniejszych momentach w życiu jesteśmy sami. Urodzić się i umrzeć musimy sami, chciał nie chciał trzeba wziąć to na własną osobistą klatę. Cierpi się też tak naprawdę w samotności, w bólu nie ma przy nas nikogo choćby fizycznie był obok cały tłum. Wciąż i nadal tak mało mówi się o samotności w chorobie a o samotności w macierzyństwie w chorobie dziecka to już nie mówi się wcale. Tematu nie ma, dzielna jesteś, silna jesteś, jak nie Ty to kto i tym podobne ceregiele i kropka. 

środa, 1 września 2021

Ludzie niezastąpione i szkoła

W momencie, w którym sprawy z  rettem się rypnęły szybko stało się jasne, że pewnych rzeczy robić nie będę mogła już nigdy. Nie chodzi tu o jeżdżenie na rowerze wieczorami i wyglądanie jak każda inna matka świata z pomalowanymi paznokciami, to by było za proste, zwłaszcza, że w każdym chyba człowieku jest chęć udowodnienia sobie i światu, że jednak można. Ja również w sobie to mam, na rowerze jeździć mogę, maluję oko i pazury nawet jak mam iść ze śmieciami i wydawać by się mogło, że żyję sobie w tym nienormalnym recie całkiem normalnie i przyzwoicie, prawie jak reszta świata, bez retta. Pewnie po części tak jest, bo w każdym bagnie można się fajnie umościć i zaklimatyzować ale dziś mój poziom frustracji z powodu, tego, czego nie mogę osiągnął jakieś swoje kolejne wyżyny.