Blanką tłukło cały zeszły weekend a ja nigdy nie sądziłam, że będę się cieszyć, że się rozchorowała. A jednak, życie nie przestaje zaskakiwać. 39,2 gorączki w poniedziałek i przynajmniej brak bezdechów, czego chcieć więcej. Uruchomiliśmy czosnek, apapy, czary i mary i jakoś szczęśliwie dotrwałyśmy do końca tygodnia.piątek, 27 lutego 2015
Życie smarkiem płynące
Blanką tłukło cały zeszły weekend a ja nigdy nie sądziłam, że będę się cieszyć, że się rozchorowała. A jednak, życie nie przestaje zaskakiwać. 39,2 gorączki w poniedziałek i przynajmniej brak bezdechów, czego chcieć więcej. Uruchomiliśmy czosnek, apapy, czary i mary i jakoś szczęśliwie dotrwałyśmy do końca tygodnia.wtorek, 24 lutego 2015
sobota, 21 lutego 2015
Opowiastka spod mięsnego
A. zaszarżował i rzekł sobotnim porankiem: "pizzę będę robił", trzeba było iść zatem zapolować na salama. Mięsnych ci u nas dostatek, co nie zmienia faktu, że w każdym w sobotę sytuacja taka jakby się wszystkim właśnie padlina w domu skończyła. Dla nas oznacza to, że tato wybiera, przebiera i zakupuje a my we trzy koczujemy z nosami przy szybie wystawy, za którą zachęcająco prezentuje wdzięki pluszowa świnka. Dziś z nami stało coś jeszcze.piątek, 20 lutego 2015
Lęk
17 dni sielanki. Mój zatruty adrenaliną mózg i ciało nie zdążyły się jeszcze zregenerować, nie mówiąc o B. Masz z tyłu głowy, w szufladzie "coś optymistycznego", że to może jednorazowa akcja i się nie musi powtórzyć. Albo pełnia a bezdech ma prawo się zdarzyć i nie znaczy to, że kolejny pomysł na leczenie B. okazał się fiaskiem. niedziela, 15 lutego 2015
Katar-widmo, czyli natręctwa panny B.
piątek, 13 lutego 2015
Droga wózkowa
Kto czyta ten wie, że od jakiegoś już całkiem pokaźnego czasu walczę z systemem w celu ugrania Blance nowego dyliżansu. Wszystko by było łatwe i proste gdyby... było łatwe i proste. Od zrodzenia się samego pomysłu (a ten z kolei powstał z realnej potrzeby rośnięcia Blanki kręgosłupa i kończyn na potęgę) minęło już parę dobrych miesięcy ale do pełnego sukcesu i przewiezienia się funkiel-nówką wóziem jeszcze kawał drogi. Ale nie ustaję...czwartek, 12 lutego 2015
TEN dzień
Wiedziałam, że w końcu nadejdzie. Dzień, w którym Blanka przestała chodzić. Kiedyś, na początku, miałam tą wizje bardzo jasną i klarowną - rozpacz, rwanie włosów z głowy i moje błagania do niebios "Niech Ona jeszcze chodzi, nie zabieraj nam i tego!". Na szczęście moje wizje nie zawsze się sprawdzają a ów dzień wpasował się jakoś subtelnie w nasz szeroko pojęty "co-dzień". Tak sobie przemknął zwyczajnie między jednym niedzielnym rosołem a drugiem, wpasował się w życie, czmychnął pośród czwartków, piątków i innych dni. Tak jakoś naturalnie.wtorek, 10 lutego 2015
Aktualności
Był totalny padaczkowo-rettowy pat, ściana i bryndza, i szczerze mówiąc myślałam, że tak już zostanie. Ale na szczęście nowa Dr podjęła się walki o B. i wzięła na swoją klatę pewne bardzo odważne decyzje. Dotarło do nas (po raz kolejny) z jak parszywą padaczką mamy do czynienia i, że łatwo jej uśpić nie będzie... Ale są pomysły, jest nadzieja, piłka nadal w grze, czyli jest dobrze!niedziela, 8 lutego 2015
Poświęcenie?
Jedną z niewielu rzeczy jaka została mi z czasów studiów jest czepianie się słówek. Wiele już razy słyszałam o mym rzekomym poświęceniu się/siebie/życia/i innych tam dupereli na rzecz córki mojej niepełnosprawnej - Blanki. Skąd inąd macierzyństwo samo w sobie w masowej wyobraźni funkcjonuje jako jedno wielkie poświęcenie. Nie, nie, nie! Moje bycie mamą B. i Mniejszej nie jest w żadnej mierze poświęceniem czegokolwiek i zrobię wszystko, żeby żadna z nich nigdy nie czuła, że matka coś na ich rzecz straciła.środa, 4 lutego 2015
Zima, matko, zima...
niedziela, 1 lutego 2015
Jarzynowa tęsknota
I sałatka też oczywiście jarzynowa. Już wyjaśniam, już już. Jem sobie jak gdyby nigdy nic ostatnio sałatkę, B. siedzi obok i udaje, że ogląda Franklina. Obie dobrze wiemy, że ów żółw nie wzbudza w niej żadnych żywych emocji, w zdecydowanym przeciwieństwie do jedzenia na czyimś talerzu. B. łypie na mnie i na sałatkę, na mnie i znów - jak sroka w kość w te warzywa w dietetycznym sosie majonezowym. I nic dziwnego w tym by nie było, bo B. to mały podjadacz, gdyby nie to, że z Jej oczu aż waliło jakąś nieokreśloną i zupełnie nie-dziecięcą melancholią...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
