czwartek, 30 lipca 2015

Powakacyjne przemyślenia

Do domu dojechawszy, szczęśliwie i w niecałe 7 godzin a nie prawie 10, więc jest dobrze. Laski zadowolone, matka ciut schudła bez wsparcia tatinej bicki, Blanko dzięki rewolucjom żołądkowo-jelitowym również, Mniejsze swoją kreatywnością w poznawaniu świata zawstydza wszystko i wszystkich i generalnie u nas tak o... Jakie wakacje nad Bałtykiem są każdy wie, więc nie będę się rozwlekać, a chciałabym napisać o czymś innym. Udało nam się spotkać z Naszymi. Są na turnusie nad morzem i dzięki Bogu, wszelkiej opatrzności i łaskawości duporetta mogliśmy wpaść do nich na małą ę ą kawę tudzież melisę. 

piątek, 24 lipca 2015

Wyobraź sobie

Coraz rzadziej, ale nadal ktoś czasem zagadnie "No ale co to jest ten rett?" Hm... To wyobraź sobie... 
W głowie karuzela, karuzela, świątek, piątek i niedziela. Drzwi biegną na Ciebie jak oszalałe, ściana się gibie a podłoga podskakuje. Tak jakby codziennie ubierać zupełnie nowe szkła na Twój radosny astygmatyzm i do tego trzasnąć szklankę ciepłej wódeczki. A, i prochy, które dała doktorka z zapewnieniem, że jakbyś się czuł/czuła jakoś nie tak to się je zmieni na inne. Czujesz się z leksza nie tak, ale powiedz to światu gdy nie możesz mówić. Wyobrażasz to sobie?
Język Ci drętwieje, żyje własnym życiem a ślina leci wartko jak Wisła. Żeby powiedzieć to oczami, musisz zbierać się kilkanaście albo i kilkadziesiąt minut. Gdy w końcu jesteś gotowa pokazać światu, że jest Ci źle - może już nie być komu tego powiedzieć. Bo wszyscy już na przykład wyszli.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Rett-dół

B. przypieczętowała sezon wakacyjny dwudniową gorączką i atrakcjami żołądkowo-jelitowymi, po których jest dziś jak swój własny cień. Niby nie ma dramatu - sraczka jak sraczka, kiedyś w końcu minie. Ale...
Boli mnie dziś wszystko. To jak leży taka słaba i biedna, jak małe bezbronne zwierzątko. Jej wystające żebra i szpiczaste kolana, powykrzywiane paluszki i smutne wielkie oczy. Boli mnie skurw... rett. A jak boli Ją to wolę nawet nie myśleć.

sobota, 18 lipca 2015

A piłka na to - niemożliwe

Wszystko wszystkim, ale ambitnie musi być więc pomiędzy rożnego typu sprzętami do uprawiania wakacji zabrałam również piłkę fasolkę i graniczące z pewnością postanowienie "Blana, będziemy ćwiczyć aż Ci kurz z pieluchy pójdzie". Ta...
Plan był zajebisty przy czym nie wzięłam pod uwagę paru czynników. B. zmęczona, zatruta tym jodem, czy co... Śpi więcej, błaga oczami "odejdź kobieto, mam wakacje" a ostatnio zaliczyła znów przygodę pt. mam gorączkę, dwa dni dętka i po zawodach. Ale do formy też wracała parę kolejnych, za przeproszeniem - dób.
Poza tym jest mały pędziwiatr, który nawet jak śpi to tupie nóżką, bo świat wzywa; tyle na głowie, tyle spraw do załatwienia i rzeczy do zepsucia. Nas nie dogoniat.

niedziela, 12 lipca 2015

Z pamiętnika podróżnika

Realia są takie, że spod naszej kamienicy pod ciociny dom nad morzem jest ok. 510 km. Bez zawirowań na trasie oczywiście. Odległość tą pokonujemy normalnie w ok. 7-8 godzin, ja z samą Blanka w 8-9 a tym razem dobiliśmy ambitnie do 10 bo pół kraju w tym samym czasie i widząc słońce za oknem zdecydowało to co my - jedziemy nad morze!

środa, 8 lipca 2015

Rok...

Jestem, jestem! Internety działają, wszystko gra, a dzisiejszy dzień jest dla nas absolutnie wyjątkowy... Nie uda mi się opisać wszystkiego tak jakbym chciała bo i śmiać mi się chce i płakać więc napiszę jakoś najprościej. Równy rok temu urodziła się moja Mniejsza a wraz z Nią urodziliśmy się wszyscy na nowo (nadmorski patos ale inaczej napisać się nie da). 

piątek, 3 lipca 2015

Arrivederci amigos!

Nie jest tajemnicą, że zamierzam wywieźć Dziewczyny nad morze do Cioci i Wujka na blisko miesiąc (chociaż zamierzam całkowicie nieśmiało, bo dupek słyszy, a im bardziej mi zależy, tym on złośliwszy w rozpieprzaniu naszych planów). Bo jest tam wszystko co małe tygrysy lubią najbardziej - jod, dom npspr-przyjazny, szumiący buczek za oknem, parę dodatkowych rąk do pomocy, lody bambino, jaaagodzianki, piasek w gaciach, gofry i generalnie - przygoda. Wakacje to wakacje, wszystko jest jakieś lepsze niż w domu. Fakt jest jednak taki, że najbardziej zdesperowaną i łaknącą urlopowej odmiany osobą z całej wyjeżdżającej bandy jestem ja. Bo dzieci jak dzieci - tu i tam tak samo będą jeść, spać, robić kupę i cudować. A ja? Mam zamiar (tu - stanowczo, niech słyszy) - inaczej. Wszystko INACZEJ. Bo tak samo już na razie nie mogę.