Przy okazji urodzin Blanki dostałam znów te same życzenia; akceptować to na co nie mam wpływu i zmieniać to na co wpływ mam... Ot, prosta prawda przekazana mi przez mamę starszą stażem...Ale ale! Nie mam dwóch worków świętego Mikołaja, w jednym "Do zmian", w drugim "Nie da się zmienić"... Rett to nie dość, że jedna wielka sprzeczność, to jeszcze obiekt tak niebezpiecznie nieokreślony i nieuchwytny... Więc gdzie jest ta granica? Nikt mi nie powie co do jakiej grupy przypisać, z czym warto walczyć, a czego i tak zmienić się nie da... Wiadomo, faktów nie zmienię, czyli tego, że Blanka choruje (i to coraz intensywniej). Ale to rzecz podstawowa. A co z pomniejszymi?
Linia pomiędzy "Tego nie da się zmienić" a zwykłym zaniedbaniem czy odpuszczeniem sobie jest według mnie w naszym przypadku bardzo płynna. Z jednej strony padaczkę mamy lekooporną a jednak walczymy, żeby była choć minimalnie łagodniejsza. Nie wiem czy mogę (i chcę) sobie to teraz odpuścić i założyć, że i tak jej nie zmienię... To samo z innymi objawami. Dalej jestem na tym etapie, że większość z nich wrzucam do worka z napisem "Musi się dać zmienić" i szukam... Próbuję, kombinuję, czekam aż jakiś pomysł wpadnie mi do głowy. Dlaczego to robię? Nie, nie dlatego, że wciąż nie pogodziłam się z chorobą Małej i i tak szarpię się z wyrokiem bez możliwości odwołania. Robię to, bo wolę założyć, że ten parszywiec w końcu się moim sztuczkom i pomysłom podda. W każdym objawie nieuleczalnym widzę jeszcze cień możliwości... Przechytrzenia, złagodzenia. Nie chcę ponaklejać na moje dziecko "Nie da się zmienić" i radować się tym, że jedynym co mogę zmienić jest kolor ścian w jej pokoju.
Nie chcę nigdy sobie odpuścić walki o Nią...
Agata
Grafika pochodzi ze strony: www.alexbolboaca.ro
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz