poniedziałek, 3 listopada 2014

De ja vu

Patrzę na to małe (Mniejsze) stworzenie i nie mogę oprzeć się jednemu wrażeniu... (No może poza tym, że jakie one obie ładne, po mamusi). Dopiero z tej perspektywy widzę jaką drogę przeszłyśmy, by być w tym punkcie, w którym jesteśmy teraz. Ile wzlotów i upadków mamy już na koncie, ile łez radości i rozpaczy musiałyśmy wylać...
Mam tendencje do skupiania się na tym złym, dlatego raczej bym była skłonna widzieć fakt, że już nie chodzi, nie może siedzieć tak jak kiedyś, skolioza gnie ją jak tylko chce... Ale przecież nie mogę nie zauważać jaką pracę ma już za sobą! Nie jest już tą całkowicie zamkniętą w sobie dziewczynką, której jedynym celem było klepanie, klaskanie i miętoszenie paluchów. Nie ma już jej a jest całkiem kumata lady, która jarzy więcej niż jest w stanie pokazać. 
Patrzę na Mniejszą i widzę B. Widzę to wszystko co musiała przejść, ile musiała stracić, ile pracy włożyć, żeby choć w jakiejś mierze to odzyskać. W jej niebieskich oczach widzę twardą zawodniczkę, która upada ale wstaje, cierpi ale wciąż tak cudnie się uśmiecha. Widzę, że w tej pozornie kruchej powierzchowności siedzi kobita, o której mogę powiedzieć - "Jesteś gościówa". 

                                                                                                  A.

Grafika pochodzi ze strony: http://powintroduction.deviantart.com/art/blue-eyed-girl-62481498

1 komentarz:

  1. Bo B to B. Koniec i kropka. Jak nie uwielbiać Jej za ten uśmiech? Trzeba to dziewczę poznać, żeby zobaczyć jak walczy i to z jaką klasą! Jest wspaniała pod każdym względem i tego żaden rett jej nie odbierze. Blana, jesteś hard-corem! Wiecie tym, Mamo i Tato? ;)

    OdpowiedzUsuń