sobota, 20 grudnia 2014

Ale wstyd...

A. zwlókł swoje zwłoki przed 6 i to właśnie powiedział. To samo tłukło mi się po łepetynie od 4 nad ranem, kiedy to nawiedziła nas Sąsiadka... Bynajmniej nie przyszła na kawę, czy zapoznać się z Mniejszą, ani tym bardziej pożyczyć kapusty do świątecznego bigosiku. Przyszła bo od 3 wrzask B. rozpieprzał ściany kamienicy.
Sąsiadka mieszka za granicą, przyjechała na święta do matki-staruszeczki (którą Bóg pobłogosławił znaczną już głuchotą, co w tej sytuacji jest naprawdę darem). Wiedziała, że nasze większe dziecko jest chore, pewnie też słyszała na co. I dzisiejszej nocy przekonała się na własne uszy, że rett to jest coś czego nie słyszeć się po prostu nie da.
Głupia nie jestem, jak ktoś puka o 4 nad ranem a B. drze japę wniebogłosy to nie warto się wystawiać. Lepiej wystawić męża. A. dzielny jest, gotów przyjąć na klatę obelgi i ze skruchą obiecać, że uciszamy jak możemy - otworzył... Było zaskoczenie, kiedy usłyszeliśmy: "Chcę pomóc...". Szczerze, to nie pamiętam sytuacji, kiedy ktoś mi to w porywie serca albo nerwów zaproponował. W ostatnim czasie 3 razy zdarzyło mi się ratować workiem ambu Blankę w miejscu publicznym (a nawet bardzo publicznym, bo na rynku, pośród jarmarku świątecznego, obok stajenki, żłóbka i rossmana) a wszyscy ludzie dobrego serca omijali nas szerokim łukiem. A tu co? Kobieta przyszła zapytać jak może pomóc. Nieważne czy z chęci szybkiego uciszenia tej syreny alarmowej i umożliwienia całej kamienicy ponownego zaśnięcia czy z mniej egoistycznych powodów. Nieważne. Ona naprawdę chciała przynieść ukojenie. Nie zauważyła, że sama nie śpi; zauważyła nas. Zauważyła w jak chu... (pardon) sytuacji jesteśmy. I zrobiła coś, co po takiej nocy w mikrosekundę dało sygnał moim gałom do produkcji łez - przyniosła Blance misia. Misia-tulisia, pluszaka do usypiania, do kochania. Takiego jakich ma kilkanaście i które u nas służą tylko do łapania kurzu...
A. zapewnił, że cudujemy jak możemy, ale niewiele da się tak naprawdę zrobić. Położył misia przy rozgorączkowanej w rozpaczy B., podziękował, zapalił uszy na czerwono jak lampki na choince i wrócił do łóżka. 
Znów ściana. Mur nie do przebicia; ani Sąsiadką z żywym sercem, ani jej misiem, ani chęcią i gotowością pomocy nawet całego świata. 

                                                                                      A.

Grafika pochodzi ze strony:  doko-stock.deviantart.com

2 komentarze: