niedziela, 14 grudnia 2014

Człowiek też zwierzę

Kiedyś uznałabym zależność ludzkości od przyrody za mocno dinozaurze myślenie... Ale nie teraz. Zdrowi ludzie skaczą jak im matka natura zagra a co dopiero taka moja mała Rettka...
Przyszła ostatnio Mami i mówi "Orkan idzie, będzie jazda z Blanką". Pomyślałam, że może przesadzamy i nie tym razem, powieje - przestanie, bez histerii. Ciocia G. jednak wpadła w podobne klimaty i tego samego dnia zadzwoniła znad morza, że wiatrzysko już u nich jest i co z B.? 
Było ok więc poszłyśmy po nią jak zwykle do poprawczaka. Podejrzana cisza w Blankowym wózku w drodze powrotnej zmusiła mnie do zaglądnięcia pod budę a tam co? B. zgięta i w kolorze śliwki węgierki telepie się cała w drgawach i całkowitym bezdechu. Dobrze, że ambu było z nami, w sumie Mała nie rusza się bez niego nawet na krok. Po powrocie do domu - powtórka, jedna, druga, rehu odwołany, życie w zawieszeniu, modlitwy, żeby tylko tym biednym małym dzieciakiem przestało tak niemiłosiernie tłuc. Walka o każdy oddech, napad za napadem, najprawdziwsze cierpienie. Orkan przyszedł w nocy. Kolejne dwa dni wiania B. odreagowywała siedząc i leżąc pod tlenem. O staniu, jedzeniu, czymkolwiek innym nawet nie było mowy. Wczoraj z kolei (zmiana temperatury w dwa dni o dziesięć stopni w górę) - bezsenność w Seatle, od 1.30 do 20.00 następnego dnia jeden rozdarty wrzask, dyszenie, płacz, niepokój, niemoc... Próbowałam wszystkiego (włącznie z waleniem własną rozczochraną w ściany) - hydroksyzyny, haloperidolu (dla nas ten specyfik to totalna porażka), melatoniny w mega ilościach, herbaty z melisy, masaży, groźb, próśb, czarów... Dopiero ziołówki z Labofarmu ją powaliły, jest 9 rano, B. zjadła o 7 leki i odsypia dalej a ja oliwie nerwy i naprawiam morale by znów być dobrą (w miarę możliwości) mamą. Wykańczają nas wszystkich takie dni, przysięgam...
Przyroda potęgą jest skoro może zagrać na nosie nawet wielkiemu złemu rettowi...

                                                                                                A.

Grafika pochodzi ze strony: wwwbestariff.org

4 komentarze:

  1. Co to za licho ten Orkan? Ale już przeszedł w końcu? Ech... Ewcia każdą burzę przejęczy...A jak deszcz w nocy to murowane czuwanie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiatrzysko takie wstrętne, poszło już poszło... I niech prędko nie wraca bo nie damy rady :/ Blana to co Ewcia, każda anomalia pogodowa daje po garach :(

      Usuń
  2. Ziołowki z,Labofarmu? Zaintrygowałaś mię...Napisz co więcej.Czymajta się.Krakow pozdrawia.J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Labofarm robi takie tablety ( w składzie kozłek, melisa, waleriana i chmiel), teraz testujemy powlekaną wersję, droższa (ok. 15 zeta za op.) ale mniej zalatuje tymi zielskami. B. łyka, daję 2,3 razy po jednej. Przysięgam - to jedyne co ją wycisza. Wszystkie leki psychoaktywne (relanium, haloperidol, hydroksyzyna, czyli chemiczne uspokajacze) dają u Blanki totalnie odwrotny efekt. Dostaje dzikiego szału zamiast spokojnieć. Czytałam niedawno artykuł o tym, że u chorych neurologicznie i genetycznie dzieci układ nerwowy często reaguje odwrotnie niż zamierzano, natomiast z zielem jest tak, że naturalne najczęściej działa tak samo. Nie wiem,u nas działa, tylko naturalne środki na nią mają uspokajający wpływ.

      Usuń