Mówili w jakiejś telewizji śniadaniowej, że zmęczenie rodzi frustrację, frustracja - agresję a od niej już tylko krok do nieszczęścia. To pomyślałam, że lepiej ten łańcuszek zatrzymać na etapie frustracji; wywalę co mam wywalić i dupa jamnicy zostanie oszczędzona. Zresztą ona bidna i mocno nie w formie, bo dorwało ją jakieś bydle i pogryzło, jest po operacji, połatana, w kołnierzu. Ale nie o niej miało być, chociaż szkoda mi psiny na maksa... A więc moja frustracja do wywalenia na dziś - "A to Ty NIGDZIE NIE PRACUJESZ?!".Kiedyś, gdy miałam tylko Blankę, próbowałam się jakoś pokrętnie tłumaczyć. Jak to ja - usprawiedliwianie, przepraszanie, że żyję, walka o akceptację. Mówiłam, że tak jakoś wyszło, że zależy mi na dopilnowaniu reha B., że dokonałam wyboru między byciem na pół gwizdka w dwóch miejscach a robieniem jednej, za to z pełnym zaangażowaniem. Czy pytający zrozumiał to nie wiem, ale czułam się w miarę usprawiedliwiona. Uśmiech na licu był, uciszone wyrzuty sumienia też i jakoś to zwykle przetrawiałam. W środku jednak gryzło... Bywało, że czułam się po takim pytaniu nikim. Bez wpływu na świat. Robotem do zawożenia, odwożenia, zmieniania pieluch i obrywania ciapą po pysku. I tą złą od lekarzy i obrzydliwych leków wciskanych na siłę. Bo przecież nie pracowałam, nie realizowałam się, nie osiągałam sukcesów, tak?
Teraz natomiast jak słyszę to pytanie to dostaję dzikiej cholery, nie umiem udawać, że nie doprowadza mnie ono do szału. Nie, do diabła, nigdzie nie pracuję! Nic nie robię, a już na pewno nie dla kariery. Nie ma się czym pochwalić. Pewnie dokonałam takiego wyboru z wygody albo lenistwa, prawda???
Mam 6-latkę z rettem, która przeżywa teraz największą młóckę swojej choroby ever... Potrzebuje mnie, bo oprócz skomasowanego ataku dupo-retta jej świat wywalił się w międzyczasie do góry nogami - pojawił się mały bezzębny obiekt, który zabrał jej jakby nie było wiele przywilejów.... Mam też tą 5-miesięczną, która ciągle potrzebuje mamy i to w ilościach hurtowych. Chce mleka, bliskości, mojego czasu, wszystkiego... A warunków chowu nie ma łatwych, bo jej świat od brzucha składa się w dużej mierze z wrzasku retta, adrenaliny z ciągłych walk o życie starszej siostry i tym podobnych. Obie, tak samo bardzo, zasługują teraz na 200% mnie. Wszystkie trzy musimy nauczyć się żyć od nowa, z nowym niemożliwym do opamiętania rettem, w nowym składzie, w nowych okolicznościach... Z nowymi ograniczeniami, ale tym bardziej - z nowymi perspektywami i nadzieją.
Dlatego zapytaj mnie jeszcze raz dlaczego nigdzie nie pracuję, a zacznę ostrzyć zęby i szczuć moją pokiereszowaną w poprzedniej walce o honor - jamnicę.
A.
P.S. To nie jest lincz, pewnie pytający nie mają nic złego na myśli, ale dziś nie bardzo u mnie z wyrozumiałością ;) Nie wyspałam się (dla odmiany) :p
Grafika ze strony: www.kangoo.pl
Czytam Pani blog od jakiegoś czasu (2-3 miesięcy). Z niesłabnącym podziwem. Dla lekkiego pióra i naprawdę dobrych tekstów!
OdpowiedzUsuńNie próbuję nawet wyobrażać sobie, co Pani przeżywa, jak właściwie funkcjonuje, jak żyje, kiedy je, kiedy się myje, kiedy wychodzi na zakupy... kiedy śpi...
Ściskam i przesyłam choć trochę moich sił, którymi mogę się podzielić!
Dziękuję, właśnie moc dotarła, w samą porę :D Ano tak jakoś to wszystko, w tak zwanym międzyczasie ogarniam. Ale jak Pani widzi różnie to wychodzi, raz lepiej, raz jak zwykle :)))
UsuńPozdrawiam i dziękuję za tyle miłych słów, to bardzo dodaje skrzydeł!
Nie wiem nawet kiedy miałabyś pracować. ..i jaki pracodawca wytrzymałby nieustanne zwolnienia lekarskie....
OdpowiedzUsuńtemat mi bliski dość przewrotnie. Bo sama przez lata mialam pracę. Specyficzna bo w domu ale na część etatu. Teraz dwa lata przerwy bo ciąża i mały człowiek, i w styczniu mam wrocic....i nie wiem jak dam rade. Kiedys bralam laptopa do samochodu jak mała zajęcia to pracowałam w samochodzie czekając na nią. Jakos dawałam rade tak osiem lat. A teraz nie mam czasu sie umyc...skad wykrooc czas na prace...i zeby nie kosztem dzieci.
Nie śpię ze stresu. A z drugiej str wiem ze nigdy takiej drugiej pracynmie znajde. Ze to wrecz cud.
Jestem mamą dziecka z zespołem genetycznym, nie wchodząc w szczegóły w skrócie " czarna dupa" Ja pracuję, ba jestem pedagogiem specjalnym :) Mogłabym ten tekst napisać w przeciwna stronę. Jak śmiem pracować zamiast od rana do wieczora poddawać dziecko ćwiczeniom. Nikt nie zapyta dlaczego nie chcę z nim pracować ? Zresztą nie powiedziałabym prawdy, że praca z moim synem wpędza mnie w rozpacz, dramat gdy widzę jak wolno się uczy, jak marne przynosi to efekty jak kiepski jest. Wolę być mamą od wygłupów, gilgotek, braku konsekwencji i nic nie robienia,. Powiem w skrócie( bez wylewania tony frustracji, w której tonę ostatnio) bycie matką dziecka niepełnosprawnego to jest gówniana fucha obojętnie co się robi .
OdpowiedzUsuń