czwartek, 8 stycznia 2015

Dwa światy

Będąc jeszcze w ciąży spotkałam się z naszymi przyjaciółmi, są w podobnej sytuacji - starsze dziecko niepełnosprawne, lęk, decyzja i młodsze dziecko - zdrowe. Zapytałam wtedy o to "drugie" macierzyństwo: "Czy po tym wszystkim jest nas coś w stanie jeszcze zaskoczyć?". Ona powiedziała "Oj, tak..." a On "Nie sądzę". I co? Oboje mieli rację. Odkąd jest z nami mija dzisiaj pół roku. I każdy z tych dni, które przeżyliśmy razem mówi mi jedno: nie wiem jak mogliśmy żyć bez Niej...
Nie będę snuć słodko-pierdzących opowieści o podwójnym macierzyństwie, bo są chwile (zwłaszcza kiedy nie śpię kolejną noc z rzędu) kiedy jedyne co mam na tapecie to "Po co mi to było?!"... Bywa, że jest ciężko (zwłaszcza organizacyjnie, logistycznie, taktycznie), zdarza się szeroko pojęty nie-ogar i totalna macierzyńska niewydolność. Ale w każdej innej materii jest tylko lepiej. W tym półrocznym małym człowieku jest cel, światło, po prostu - życie... Dzięki Niej mamy więcej sił by walczyć o B., o nas i dla nas. Nie, rett wcale nie boli mniej, czasem mam nawet wrażenie, że to co stało się B. rozdziera mi serce jeszcze bardziej... 
Kocham je obie tak samo mocno ale zupełnie inaczej. Obie te miłości uzupełniają się, oba światy zazębiają, jeden daje mi szkołę nieprawdopodobnej pokory i lekcję życia a drugi - nadzieję i sens. Warto było, cholernie warto...

                                                                                            A. 

Grafika pochodzi ze strony: www.jollla8.flog.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz