Bezdechów chwilowo (całe 2, słownie: dwie doby) nie ma, rezolucje co do dalszego postępowania powzięte, łzy otarte, spokój, tęcza i sielanka. A w tym wszystkim ja... I tu już tak różowo nie jest. Nie chcę robić studium swojego przypadku, nie czas, nie miejsce i przede wszystkim B. a nie ja jestem najważniejsza. Ale z jakiejś egoistycznej przyczyny chcę napisać - dostaję nieźle w dupę...Mój organizm zdaje się może jechać już tylko na adrenalinie; przychodzą spokojne dni i dzieją się ze mną cuda. Z jednej strony łapię oddech, nabieram sił do następnej walki, delektuję się brakiem dramatu a z drugiej - wszystko mi siada, uszko oklapnięte, dusza na poziomie wycieraczki. Migreny jak złoto, kościotrup boli od uszu w dół, łapy się trzęsą jak zaawansowanemu alkoholikowi na odwyku. Z psychą też nie lepiej - chodzę, sprawdzam, badam, nie mogę spać, całymi nocami liczę retty. Wiem, "Nie możesz tak", wiem, "Musisz cieszyć się tymi chwilami spokoju", wszystko kurde wiem. Ale organizm swoje. Gdzieś jego homeostaza zostaje zaburzona do tego stopnia, że jak kryzys mija to wcale w dwie doby spokoju nie wraca do szczytowej formy.
Jak żyć, Pani Premier?! Chcę być, trwać, łapać każdy uśmiech, zapisywać po stronie sukcesów każdy spokojny oddech i zaliczoną z radością "Świnkę Peppę". Chcę uciec, być sama, nie widzieć jak się trzęsie i chodzi po ścianach po zwiększonej dawce leków. Rozdwojenie jazdy, jaźni, osobowości. Jestem wariatką.
A.
Grafika pochodzi ze strony: www.zszywka.pl
Też tak mam, moja kumpela z córką niep. też. Po ostrych jazdach, w chwili pozornego i ulotnego spokoju cały nasz organizm daje upust trzymanym w kryzysie na wodzy emocjom. Trzęsiawka, ba, nawet stany lękowe bez przyczyny, duszności, kołatania serca, ciśnienie na maksa w górę i wiele, wiele innych atrakcji ("kurde, nie mogę oddychać!"), to po stresie norma. Ja jeszcze jakoś sobie radze, koleżanka zaliczyła już psychiatrę, leki bardzo jej pomogły, już odstawiła i jakoś jest. Może spróbuj do psychologa (jeśli jesteś podatna na ich uzdrawiające gadki) lub do psychiatry (po tablety), albo popróbuj sama - trening relaksacyjny Jacobsona albo inne cuda, powtarzane z uporem dzień w dzień podobnież pomagają.
OdpowiedzUsuńMam fajową p. Psycholog z hospicjum, leki już przerabiałam, dziękuję, nie jest aż tak źle, to "tylko" stres. Poza tym mam małego ssaka na piersi więc nie przyćpam ;) Melisą się raczę. Będzie dobrze, potrzebuję jakiegoś spa :D
UsuńOczywiście że jesteś. Normalni ludzie są nudni. A Ty nie, więc musisz mieć nierówno tu i ówdzie ;D Kocham Cię taką, jaką jesteś. Nie chce Cię innej. Wyjdziesz za mnie??? ;)))
OdpowiedzUsuńTo jest nas więcej wariatek ;-). U nas teraz spokojniej, kilka lat temu to był mój stan permanentny. Teraz tylko incydentalny. Okresy spokoju trwają tak długo, że "zapominam" . Choć w jednej sekundzie potrafi wszystko wrócić.
OdpowiedzUsuń