sobota, 21 lutego 2015

Opowiastka spod mięsnego

A. zaszarżował i rzekł sobotnim porankiem: "pizzę będę robił", trzeba było iść zatem zapolować na salama. Mięsnych ci u nas dostatek, co nie zmienia faktu, że w każdym w sobotę sytuacja taka jakby się wszystkim właśnie padlina w domu skończyła. Dla nas oznacza to, że tato wybiera, przebiera i zakupuje a my we trzy koczujemy z nosami przy szybie wystawy, za którą zachęcająco prezentuje wdzięki pluszowa świnka. Dziś z nami stało coś jeszcze.
Ciężko to nazwać psem, ale ponoć nim jest, choć według mnie to raczej kot. A ten co stał z nami w oczekiwaniu na jakiś mięsny nabytek był nawet bardziej podobny do szczura. Generalnie - miotła, czy jak tam znawcy mówią - jork. Sorry, york. I stoimy tak sobie we czterech - ja, Blanka w swoim powozie, Mniejsza zabunkrowana w gondoli i pogrążona jak to zwykle we śnie oraz owe cudaczne zwierzę wielkości szczura (dobrze, że jamnicy naszej nie było, bo byłby fajt). Na mnie wrażenia estetycznego zupełnie ten czworonóg nie robił, co innego na wchodzących do mięsnego. Minęło nas 6 osób, z których całe 6 (100%) znacznie rozczuliło się nad tym bydlęciem wielkości świnki morskiej. "O jakiś ty śliczny", "O jaki piesunio", "Czekasz na pancię??" itd itp. Dwie (w tym chyba nie grzeszący już wzrokiem dziadek) wyciągnęły do kundla rękę. Pogłaskać może by się dał ale za mały i nie trafili. Przez te 20 minut czekania na ojca-bohatera domu z salamem, kindziukiem czy innym tam salcesonem doszłam do następującego wniosku: Polak to wybitnie wrażliwy, empatyczny i czuły na brata mniejszego osobnik. Aż ciepełko na serdusiu. Obok, co prawda, siedziała w wózku klepiąca niepełnosprawna dziewczynka, która całą sobą zaczepiała każdego z grupy testowej najpiękniejszym uśmiechem jaki tylko ma, tyle, że na nią uwagi nie zwrócił jakoś nikt.

                                                                                                   A.

Grafika pochodzi ze strony: www.wyborcza.pl

8 komentarzy:

  1. To prawda co Pani pisze. Nie wiem tylko, czy można za to winić tych ludzi. Myślę,że to wynika z wychowania, z tego, że uważamy osoby chore, niepełnosprawne za "innych", a inne budzi strach, emocje, z którymi nie umiemy sobie poradzić... Dlatego odwracamy głowę. Pewnie nie zdając sobie sprawy, jak to odbierają te osoby, ich bliscy...
    Chyba to pole do edukacji społeczeństwa, dzieci i młodzieży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie winię, ja opisuję sytuacje jakich mam w życiu setki... Z mojej zaś strony - nie wiem czy można tych ludzi usprawiedliwiać. Mnie mama nauczyła, że równi są wszyscy a i tak musiałam się zderzyć ze środowiskiem osób npspr, bo zwyczajnie nie było na kim wyuczonej teorii "testować". Nie raz było kwadratowo, nie wiedziałam jak "to ugryźć", podejrzewam, że parę razy mój czarny humor mógł być dla kogoś dość ciężkostrawny.
      Ważne chyba, żeby nie udawać, że nie ma. Z mojego punktu widzenia o wiele łatwiej można by nie zauważyć psa-szczura niż dziecka. Jakie by ono nie było. Jak Jaś, Krzyś, Zosia czy Stefcia się szczerzy to się odruchem wchodzi w interakcje. Zatem jak szczerzy się Blanka, która ma retta - można zrobić bez uszczerbku na czyimkolwiek zdrowiu to samo.

      Usuń
  2. Przepraszam, ale poza całą poważną puentą Twojego wpisu opis psa-szczura-jorka mnie rozłożył całkowicie, w związku z czym leżę :D
    Wiesz, może napisz kiedyś, jak widzisz wymarzoną interakcję Waszą z ludźmi na ulicy (nie umiem znaleźć lepszych słów grr). Jak ktoś nie wie, nie słyszał, to się boi. Jak się boi, to udaje, że nie widzi. Mój eks to udawał, że w ogóle nie ma na świecie kobiet wsiadających do tramwaju z wózkami! Jeszcze niedajboże musiałby pomóc...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo jork to nie pies :p

      Dobra, napiszę. Zawsze stawiam i stawiałam na naturalność. "Ale słodko dziewczynka" po "ale słodki jorkuś" w sumie nikomu by nic nie ujęła, nie było by groźby urażenia kogoś a my miałybyśmy poczucie nie składania się z tlenu, azotu i kilku innych związków lotnych...

      Usuń
    2. O takie coś w klimacie widziałam: https://www.facebook.com/video.php?v=602556963201106

      Usuń
  3. Czemuż aż czemuż nie mieliście ze sobą jamnicy???
    Uwielbiam wchodzić w interakcje z niepełnosprawnymi dziećmi:) no, ale ja z kręgu jestem, więc, tego... nie liczy się;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę że może tj wiele aspektów.
    Raz że ludzie nie umieją sie zachować boją się etc
    np u mnie w rodzinie z jednej str naprawdę jest troska i ciepło wobec P ale np na świętach nikt nie siada obok niej by rozmawiać coś opowiedzieć. Nikt w sensie dalszej rodziny.
    Drugi watek ze ladny.pies zawsze prawie wzbudzi zainteresowanie w tym kraju.
    pies tak. Dziecko nie.
    wiem bo mam naprawdę pięknego psa i zewsząd ją spotykaja dowodu uznania..obok stoi piękna P i nic oraz maly czlowiek też sliczny i co prawda wobec niego od czasu do czasu jakiś uśmiech leci ale do psa na pewno częściej. ..

    OdpowiedzUsuń