Od dzieciaka w mojej głowie tworzą się nocą istne scenariusze do filmów akcji, horrorów i różnych tam science-fiction. Zawsze tak było i myślę, że taki Freud to by miał ze mnie niemały ubaw. Wiadomo, że sny są odbiciem tego co dzieje się na jawie a mi się widocznie dzieje za dużo, w każdym razie w generowaniu sennego hard-coru nie mam sobie równych. Jakieś 2-3 tygodnie temu śnił mi się po raz kolejny świat bez Blanki. Oto ten sen...
Wiem, że B. nie żyje i nie ma już jej ludzkiego ciała. Dostaję jednak pewną propozycję ugody - jak zaakceptuję by "zamieszkała" w innym ciele to mogę Ją dalej mieć przy sobie. Ciało to okazuje się być ciałem nastoletniego niepełnosprawnego chłopaka. Z braku innej możliwości się zgadzam i dostaję w zamian takiego podrostka z pierwszym wąsem pod nosem i wiem, że w nim jest Blanka. Staram się, próbuję, przytulam i nagle odkrywam, że on zupełnie nie pachnie tak jak moja Córeczka... Dotykam krótkich chłopięcych włosów i wpadam w panikę. Krzyczę, rozpaczam, błagam, że tylko chcę Ją poczuć, bo on ani trochę Nią nie pachnie. Cała zalana łzami biegam w obłędzie w poszukiwaniu mojego dziecka. Budzę się z tego snu mokra jak po nocy z grypą. I wiadomo, natychmiast gnam do łóżka B., lokuję nos w Jej czuprynie wściekłego Chopina i wącham, zaciągam się, odlatuję. Ćpam. Jest, moje dziecko tu jest...
Parę dni temu przeszukując pewne forum natknęłam się na wpisy jednej z Aniołkowych mam. Wiedziałam, że nie wolno mi tego teraz czytać, że w mojej sytuacji to zupełnie nie czas na taką lekturę. Nie dało się; wieczór zleciał mi na zalewaniu łzami komputera i ponad 400 wpisach pewnej matki i wspierających ją osób... Nie jestem w stanie nawet spróbować pojąć jak to jest, kiedy taki sen jak mój staje się prawdą. Kiedy nie można już czuć tego jedynego na cały świat zapachu, dotykać tej gładkiej buźki, całować małych śmierdzących serem brie stóp. Kiedy nie można już karmić, przewijać, tulić, nosić, kąpać. Śpiewać, pokazywać, mówić, brać nad morze i na spacery. I kiedy można już tylko a w zasadzie AŻ kochać... I tęsknić w sposób niemożliwy do opisania słowami ani czymkolwiek innym.
Mam TU je obie. Mam wszystko. Mogę ćpać ile wlezie.
A.
Grafika pochodzi ze strony: www.photoblog.pl

czasem, choć się pilnuje łapie fazę i myślę, że co gdyby jeśli.
OdpowiedzUsuńpłacz dusi. uspokoić sie nie mogę.
kiedyś myślałam żebym sie położyła po prostu. teraz jest drugi mały człowiek.
nie mogłabym sie położyć, ale co bym zrobiła?
te głębokie oczy małej....można patrzeć i patrzeć.
Dzień dobry. Jestem studentką WSH TWP w Szczecinie, specjalność: pedagogika wczesnoszkolna i przedszkolna. Piszę pracę na temat: Zespół Retta, i szukając info. na ten temat natrafiłam na Pani świetnego bloga w którym opisuje Pani Wasze Zycie. Chciałabym na ten temat chwilę z Panią porozmawiać mailowo i ująć naszą rozmowę w mojej pracy jeżeli zgodziłaby się Pani. Pozdrawiam i czekam od Pani na jakąkolwiek informację. Mój mail justyna_kruger@wp.pl Pozdrawiam i życzę samych dobrych dni
OdpowiedzUsuńNo i się zryczalam przy niedzieli! :*
OdpowiedzUsuń