Jestem pełna złych emocji... Nie będę kadzić, że na retta (chociaż to zawsze, 4ever i ever after) ale jestem dziś też wściekła na B. we własnej osobie. Powiedziałam Jej wczoraj, że mam Jej dość i nie dam rady robić wszystkiego za nią bez cienia jakiejkolwiek współpracy! A ciul ze współpracą, wystarczy, żeby każdej czynności chociaż nie utrudniała. Bo czasem po prostu nie mam już siły...
Jak mam Ją karmić skoro pluje mi wszystkim. Nie od dziś, wczoraj. Od kilku lat. I to nie, że niedobre, mało cukru, kwaśne czy coś. Nie. Strajk włoski, paszcza wisi. Bierze czynność karmienia na przetrwanie, w końcu się matka znudzi jak siłą grawitacji będzie leciało wszystko na podłogę, nie? Jem za Nią, ruszam tą małą bezwładną żuchwą. Mielę za nią, gryzę (miksuję) za nią, kombinuję na milion sposobów, żeby to tylko łyknęła.
Picie? Jeszcze weselej... Mam z tyłu czaszki Panią Błaszczyk i Jej córkę... Ale topię, bo muszę. Ubiegając rady - nie da się z kubka niekapka/kapka/ustnika, butelki, strzykawki, łyżki. Naprawdę się nie da. Więc paszcza robi swój strajk a ja wlewam z powodu ciągłego zagrożenia zasuszeniem. Blanka i tak wciąż mocno na minusie - więcej wytłacza ze śliną niż płynów przyjmuje. To wlewam, układam usta, które nie chcą dać się ułożyć na tym cholernym kubku. Majstruję, bo łykamy. Razem.
Pardon, ale kupę-ę-ą też robię za nią. Sadzam na klop, trzymam na siłę, jej ciało całe się buntuje. Totalny bezwład i zawody; kto wytrzyma dłużej - B. kładąca się na podłogę czy ja, trzymająca całą swoją siłą to uparcie kładące się dziecko. Nagroda jak się uda kupę ulokować tam gdzie jej miejsce.Ostatecznie pozbiera się z podłogi, pieluchy czy innej mało odpowiedniej lokalizacji.
Gorzkie żale, to jedziemy dalej. Chodzę za nią (podnoszę nogę, która nie chce iść na stopień, przytrzymuję ją, podnoszę resztę ciała do góry, utrzymuję, B. walczy, wykłada się, uwala, stawia bierny lub czynny opór, kładzie się). Oddycham za nią (bo zapomniała, bo sina, to wentyluję, podaję tlen, oklepuję, przypominam "Blanutku, może byś oddychała łaskawie..."). Śpię za nią (kładę milion razy, głaszczę, układam, dostosowuję poduszki, zasypiam w końcu sama... za nią. Ale ona nie). Siedzę za nią, podnoszę, upada, krzyczy, że chce wstać, podnoszę, upada etc etc etc...
Wszystko robię za nią. I będę to robić milion lat, do końca świata i tak długo jak wielka orkiestra, tylko na litość boską, niech mi chociaż ten skurwyrett tego aż tak nie utrudnia. Jego to bym wzięła na siebie w sekundę, ale tego jednego akurat za nią się nie da zrobić.
A.
Grafika pochodzi ze strony: otrzymanesmieszneobrazki.blox.pl

Jezu, współczuję :-(, zycie za kogoś to nie życie... A czy ona taki ma charakterek czy to wsztstko wina retta?
OdpowiedzUsuńoł je, charakterek ma taki.. wiesz o czym piszesz? zapoznałeś/aś się z tą chorobą i jej postępami? czy tak byle co, byle napisać? byle współczuć? cokolwiek to słowo w Twoim mniemaniu znaczy. Na pewno Blaneczka ma taki charakter, żeby utrudnić mamie wszystko, na pewno to właśnie jej charakter podpowiada jej, żeby przestać oddychać, zsinieć, nie załatwić się i suszyć się bez picia, a co tam, a niech ta matka ma wesołe miasteczko..
OdpowiedzUsuńPani Agato przepraszam, że się wtrąciłam bo to nie moja sprawa przecież, ale aż mnie szarpie jak czytam takie komenty. Sorry.
Masz rację, nie znam aż tak dobrze choroby i przepraszam za ignorancję, nie chciałam :-(. O żadkich chorobach bardzo mało się mówi, prawda? Skąd mam wiedzieć? Nie sądziłam, że choroba AŻ tak postępuje, aż tak zabiera człowieka. Myślałam, że może chociaż trochę, chociaż odrobia charakterku Blanki wychodzi, a to by było przecież pozytywne... Bo by znaczyło, że niejest jej wszystko jedno.
OdpowiedzUsuńSpokojnie miłe Panie, spokojnie :)))
OdpowiedzUsuńPo pierwsze primo nikt się nie obraził, nikt mnie nie obraził :) Odpowiadam jak myślę, że jest: to jest jakiś miks i retta i Blanki. Zdecydowanie większą zasługę w takiej niemocy ma ten sukinkot... Prawda jest jednak taka, że B. gdzieś już się poddała... Z powodu wielu niemocy i tego co funduje Jej choroba ma chyba już dość. Straciła tą wolę walki, którą miała jakieś 2-3 lata temu. Poza tym jeżeli Jej charakterek wychodzi, to nie tak złośliwie. To mądra dziewczynka jest... Tylko nie może... Czasem też nie chce... Ja jako matka to niestety widzę, że tych dni kiedy Ona oprócz "nie mogę" też nie chce jest coraz coraz więcej.
I jeszcze coś - to jest życie "za" nią tylko technicznie. Bo ja żyję DLA Niej. Ona jest dla mnie wszystkim i jest absolutnie najważniejsza. Ona i jej Siorka :)
OdpowiedzUsuńMiła Pani z drugiego komentarza-po co taka ostra reakcja? Jest na świecie szereg ludzi którzy nie wiedzą, ne znają się na jednostkach chorobowych i wreszcie nie znają nikogo, kto cierpi na chorobę/zespół taki a nie inny. Serio, trochę wyrozumiałości.
OdpowiedzUsuńDroga Pani Anonimowa nr 2 - gratuluje bezmyslnosci. Tyle sie mowi i tyle sie slyszy, szczegolnie od rodzicow dzieci niepelnosprawnych, zeby nie oceniac, nie wyciagac pochopnych wnioskow, nie traktowac ich dzieci jak kosmitow i tak dalej i tak dalej (o czym zreszta niejednokrotnie Pani Autorka tego bloga tez pisala, i bardzo dobrze) i zamiast tego zeby po prostu PYTAC, rozmawiac, prowadzic dialogii, probowac zrozumiec. I co?? I nic z tego, skoro przy probie zrozumienia, zamiast wyjasnienia dostaje sie taka chamska wypowiedz!! To ja dziekuje juz bardzo, ja rowniez nie bede juz pytac i nie bede sie starac sie zrozumiec, skoro to tak ma wygladac. Swoim komentarzem zaszkodzila Pani najbardziej rodzicom dzieci niepelnosprawnych, ktorzy walcza z ignorancja, a Pani ja wlasnie spotegowala. To ja zostane juz przy swojej ignorancji, niestety, dzieki Pani - przynajmniej nikt nie bedzie atakowal za to, ze pytam.
OdpowiedzUsuńMasz jakiś dziwny tok rozumowania.
UsuńTym bardziej, co do rodziców dzieci niepełnosprawnych, polecam przeczytać i czytać namiętnie cały blog autorki, tak jak np. ja to robię, wtedy nie trzeba będzie zadawać zbędnych pytań. Wystarczy pomyśleć. Wystarczy poszukać, pogrzebać, poczytać. Google też nie boli, chociaż Pani Agata jest lepsza. Wystarczy chcieć nie zadawać zbędnych pytań. Ale po co? No właśnie, po co?
Pani ocenia moją wypowiedź jako chamską, ale rości sobie jednak prawo do jej oceny, czyli oko za oko. Nie wiem kompletnie co ma napisane szlachetnie zdanie o kosmitach do tego co napisałam ja.
Co do mojej reakcji - śledzę blog Pani Agaty namiętnie, z uwagi właśnie na tę chorobę, czytam każdy wpis, niemal go wyczekuję bo dodaje mi sił, przy wpisie powyższym popłakałam się z niemocy, po czym czytam komentarz pod spodem "Czy to jest charakter Blanki?!" W nosie, a nawet w zatokach mych mam, co Ty sobie o mnie pomyślałaś, możesz sadzić sobie teksty o kosmitach, które nijak się mają do mojej wypowiedzi z ignorancją łącznie, nie życzysz sobie być atakowana - ale atakujesz mnie. Wybierz jedną drogę.
To wszystko co Pani Agata opisuje ja przeżywam całą sobą, obserwuję tez postępy choroby i serce mnie boli, i doopę mi ściska jak widzę, że wszystko po kolei się potwierdza, podobnie jak u Blanki. A Ty sobie myśl co chcesz, moich emocji nie stłamsisz.
To prosze przeczytac sobie odpowiedz Autorki tego bloga "miks i retta i Blanki' - czyli jednak troche charakteru tam jest. I bardzo dobrze. Czytanie ze zrozumieniem nie boli.
UsuńA pani tok rozumowania i odpowiedzi jak tak absurdalny i glupi, ze ja nie bede sie juz angazowac w dalsza z Pania rozmowe. Jak chce sobie Pani wyobrazac zla wole w zadawaniu pytan, i dramatyzowac jakby swiat sie konczyl, i atakowac tych co zwyczajnie chca sie dowiedziec czegos, to prosze bardzo. Ale prosze sie pozniej nie dziwic i nie rwac szat ze to spoleczenstwo nie rozumie i nie chce zrozumiec. A no nie moze zrozumiec, jesli nie wolno zadawac pytan. Na przyszlosc radze wiecej myslec. Pozddrawiam i do NIEnapisania.
Drogie Panie anonimowe, dziękuję wam za wyrozumiałość, autorce również. Ja naprawdę nie miałam nic złego na mysli, po prostu nie wiedziałam i się zapytałam. Macie rację, że aby zrozumieć trzeba się pytać, może pytania nie zawsze są trafione, ale moje były w dobrej wierze. Pozostaje mi obserwowanie i nie pytanie, chociaż autorka to wspaniała kobietka i mama, także obejdzie się bez linczu.
OdpowiedzUsuńKobiety Kochane! Ja tu zaraz walnę kazanie :D
OdpowiedzUsuńOtóż tak: mnie personalnie, jakem rett-matka nikt z Was nie obraził ani nawet nie uraził. Ani pytaniem, ani wstawieniem się za mną, ani niczem innem. Naprawdę, życie po doooopie mi dało już tak, że moje przewrażliwienie to przeszłość. Zaczęło się od pytania. Z mojej perspektywy każdy odzew jest lepszy niż jego brak. Każde pytanie (nawet to kwadratowe na maksa) jest objawem zainteresowania, podjęcia próby zrozumienia... To pytanie nie uraziło mnie w żaden sposób.
Więc tak - Pani od pytania - dziękuję Pani, że mimo, że Pani z tego "drugiego" świata, to jednak Pani czyta o mnie i Blance. Że zamiast bloga "make life easier" sama Pani świadomie wchodzi w świat "make life harder". Bo skoro Pani pyta, to los takiej jednej (a za tym i wielu) nie jest najpewniej Pani obojętny. Mnie niepokoi jak ktoś nie pyta. A, że żyłam sobie kilka lat w świecie równoległym, który był pozbawiony pytań i "żyj sobie jak chcesz z tym chorym dzieckiem" to dlatego powstał ten blog. Żeby pokazać jak jest. I że bywa kur... trudno. Więc efekt mój został osiągnięty :)
Pani, która stanęła w obronie Blanutki - Pani też dziękuję. Dobrze w zasadzie, że są osoby, które walczą o świadomość. Że mają w sobie empatię, widzą sytuacje, które mogą innych ranić. Zawsze miałam zadatki na tego typu zachowania w sobie, jednak nie raz zdarzyło mi się dupnąć takim tekstem, że łeb urywa. Wtedy ktoś napisał/ zwrócił uwagę mi, że mocno nie halo. Super, że są osoby, które to wyłapują.
Reasumując - nie gniewamy się Babeczki, ja to już na pewno. Cieszę się strasznie, że czytacie, że mój styl pisania Was nie odstrasza. A to, że czytają ten śmieszny blog osoby z obu światów to powoduje, że dziś w nagrodę idę do rosmana se coś kupić :D
Pozdrawiam Was wszystkie!
A.
Amen :) A w rossmannie prosze choc troche zaszalec - nalezy sie Pani :)
OdpowiedzUsuńJassssne, wrocilam z pieluchami :D
OdpowiedzUsuńAgata;)!!! Jest już tak źle?? Musiałaś SOBIE kupić pieluchy??? jezzzzzzz;P
OdpowiedzUsuńno to zaszalałaś;))) chociaż mydło, pastę do zębów...???
Po dwóch porodach jestem jakby nie bylo :p
Usuńoj tam oj tam, kiedyż kobitki miały po kilkanaścioro dzieci;) co rok, prorok:))) nie szpanuj tą dwójką;))))
UsuńChacha:) :)) .J.
OdpowiedzUsuń