Wszystko ma swój czas. Jest czas siania i czas zbierania, czas nocnika i czas strzykawki. Wiele już razy myślałam, że coś ma właśnie swój czas a Blanka na to "Niemożliwe". Zawsze Ona decyduje kiedy. Coś miesiącami nie przechodzi, nie ma najmniejszego sensu aż tu nagle pstryk! i sytuacja zmienia się o 180 stopni. Tak było i tym razem. Zaczęłyśmy pić ze strzykawki.O (nie)piciu B. można by napisać jakąś co najmniej trylogię, morał jednak zawsze ten sam - nie chce pić. Nie lubi pić, nie potrzebuje, odwal się matka. Rys historyczny jest natomiast taki, że w wieku ok. 3 lat genialna myśl logopedyczna kazała nam oduczyć butelki, bo jakże to, taka duża dziewczyna i butelka, a fe! Tak też się stało, oducza się Blankę dość szybko. Niestety nie dostaliśmy alternatywy, B. nie nauczyła się do tej pory pić z kubka (kapka, nie-kapka, medeli, sreli itd) a p. Logoped szybko podała się do dymisji. Później był czas jak na koloniach - picie kisielu. B. nienawidzi, ale ze względów bezpieczeństwa ciągle pije gluty w poprawczaku. W domu dajemy jej spokój, woda i tyle. Jako, że było w tej kwestii źle od zawsze wypróbowaliśmy chyba wszystkie możliwe sposoby dopajania - powrót do butelki (bezszansie), kubki, dzióbki, łyżkę, łyżeczkę, butelki, bidony, prośby, groźby i wszelkiego typu topienie, ze strzykawką włącznie. Nic, impas, ściana. Jakiś czas temu, z głupia frant i z powodu Blanki gorszych dni nabiłam strzykawę wodą. I bingo! Tak po prostu, wypiła, po mililitrze, po kropelce. Kupiłam większe strzykawki po 20 ml i od tamtej pory B. popija właśnie z nich. Wyglądają inaczej (czyli nie kojarzą się z Kepprą i innymi cudownymi syropkami), poza tym zawsze uprzedzam Ją, że pijemy i że to woda, sok, kompot czy coś tam, nie leki. Ona wie. I pije! Mało bo mało, ale daje radę. Ogromny sukces na który widocznie musiał nadejść odpowiedni czas.
A.
Grafika pochodzi ze strony: www.agawa.pl
Kiedyś "poiłam" swoją córeczkę kapiąc kropelkami wody na jej usta - to było przy paskudnej grypie żołądkowej i bardzo wysokiej gorączce - niemal całą dobę spędziłam zanurzając czubek łyżeczki w wodzie i czekając aż kropla z niej spadnie na usta i w nie "wsiąknie" - pamiętam to do dziś, ale warto było bo lekarz stwierdził, że pierwszy raz widzi dobrze nawodnione dziecko z tak ostrą grypą żołądkową. Agatko, jak już będziesz miała tego "pojenia" po kokardę, to pamiętaj, że warto, po prostu warto. Ale Ty to przecież wiesz lepiej niż ktokolwiek inny :)
OdpowiedzUsuńPewnie, że warto, nawet trzeba! No jak bez picia, nie ma szans. :))
Usuń