U
nas historie z cyklu: „Padaczkowe szczęście jak bańka mydlana”.
Sytuacja jest delikatnie mówiąc trudna i
zarówno ja jak i A. dorabiamy sobie teorie, które pomagają naszym
psychikom jakoś przetrwać. A. ma taką, że po poważnej infekcji
nie było siły i głowa B. rozszalała się poza jakąkolwiek
kontrolę, ja z kolei czuję podskórnie, że to kolejny level tego
parszywego wyścigu. Tak czy inaczej – cała nasza energia idzie
teraz w uśpienie tego potwora w tej małej rozczochranej i to najróżniejszymi
metodami. Gra jest warta świeczki oraz wszelkiego wydziwiania, bo każdy
następny dzień bez napadu (w sumie godzina nawet) to najwspanialsza rzecz na świecie. - Światło – w chacie totalny terror jeśli chodzi o włączanie/wyłączanie/mryganie i pstrykanie. Epi B. jest fotozależna, więc światła wszędzie mamy przyciemnione, jak B. wchodzi do pomieszczenia to się światła nie pali tylko wprowadza ją do już oświetlonego, wszystkie świecące zabawki Mniejszej nagle zaginęły, TV śpi, bajek niet. Sory, taki klimat póki co
- Nawadnianie – widzimy po B., że jak opindala się z piciem, o wiele łatwiej o napad. W przedszkolu wypija butlę 330 ml, w domu tak naprawdę nie wiadomo ile. Bo „tu stała Blanki herbata, kto ją wychlał?” albo „myślałam, że Ty dawałaś, -łeś”. Więc sposób jest taki – rano zalewamy dwa wielkie kubany herbaty (B. preferuje "Słodką malinę" z Biedry i inne perfumowane), słodzimy ile Panienka zapragnie (trudno...) a wieczorem widzimy ile naprawdę wypiła. Jak za mało to szuka się winnego i ogłasza ciche dni
- Amol – bo trudno nie wierzyć w nic, a w Amol trzeba. Tak mówiła Babcia
- Ograniczenie agresywnych bodźców, co sprowadza się do wiecznego uciszania Panny Mniejszej. Wpływ na B. nie został udowodniony ale milej jakoś jak towarzystwo spacyfikowane
- Zioło – mamy olej i pastę CBD, legalną, suplement diety. Neuro powiedziała, że jak nam pomaga, to niech sobie podajemy, bo na taką epi to i tak za słabe. Nam pomaga więc Jej podajemy. Wierzę w lecznicze zioło bardziej chyba niż w te cholerne leki, ale ja już totalnie zdesperowana, proszę się nie oburzać.
Poza
tym pozostają modły, chuchanie, dmuchanie w grzywkę, chodzenie na palcach, „Kundel bury” w ilościach hurtowych,
całowanie, wielbienie i kolędy. Nic więcej nie przychodzi mi do
głowy. Chyba, że czekać aż Jej łaskawie choć trochę i na dłużej niż 3 dni odpuści...
A.
Grafika pochodzi ze strony: www.tapetus.pl
Akurat teraz kolędy jak znalazł:) Dołączam się do chuchań i dmuchań i przesyłam kilogramy dobrych i ciepłych myśli dla wszystkich!
OdpowiedzUsuń