poniedziałek, 29 lutego 2016

Był sobie ząb, czyli o tym jak mniej znaczy więcej

A więcej wcale nie musi znaczyć lepiej. Bo było tak, że napady, napady, znów ciągle napady, ale ręce oblizane, trzeba wlec do zlewu i myć. Ona nie miała siły w ani jednym milimetrze, ja za to miałam całe tony poczucia "yes we can!!!", powlekłam Ją więc do łazienki i skończyło się na ubitej o zlew naszej nowiusieńkiej stałej jedynce. Nie posłuchałam zdrowego rozsądku, nie określiłam priorytetów tamtej chwili, chciałam jak zwykle więcej, mocniej, lepiej. Efekt - oblicze Blanki będzie zdobić już zawsze ułamany ząb. Z mojej winy...
Czy ten wieczny imperatyw ścigania się z sobą samą, skakania wyżej czterech liter i retta oraz robienia ponad to jest tylko moja kwestia czy generalnie to naturalny etap godzenia się z chorobą dziecka to nie wiem. Ja to mam i ciągle się uczę trudnej sztuki odpuszczania (sobie, sobie, Jej już umiem). Mogłabym nie zrobić tego, olać tamto, nie dążyć do ideału, teoretycznie bym mogła. Tylko nie zawsze jakoś wychodzi.
Zgodnie z zasadą "lepsze wrogiem dobrego" wielokrotnie spieprzyłam już to co było w naszym życiu całkiem niezłe. Ale taka ja nie lubi jak coś jest całkiem dobre, bo taka ja musi mieć i robić na maksa. Doprowadzam tym do szału męża, widzę, że czasem poprzez moje zapędy tracą dzieci. Trzeba przyznać, że przez ostatnie dwa lata dzięki podwójnemu macierzyństwu i tak udało mi się osiągnąć pewien stopień nie wyciągania z siebie 200% normy ale dalej to we mnie gdzieś siedzi i tylko czeka.
Jedynie w kwestii Blanki rehabilitacji, leczenia i diagnozowania udało mi się (bo A. ma to naturalne i wrodzone) osiągnąć pewien kompromis i akceptowalny stopień olewactwa. Jako, że jestem samozwańczym znawcą mojego retta to nikt mi nie będzie mówił, że B. musi więcej tego czy tamtego. B. nic nie musi, bo jedyne co musi to być zadowolona, spokojna i szczęśliwa. Retta się nie prześcignie, lekarstwa póki co nie ma a łapanie każdego kolejnego super pomysłu i robienie przy jego pomocy życiowej rewolucji nikomu z nas nie służy. Spokojnie jak na wojnie i robimy se swoje. Potrafimy już przerzucić termin jakieś poradni na później, olać piętnastą konsultację albo jak Scarlett O. - pomyśleć o tym jutro. 
Szkoda tylko, że za jakieś jedno zupełnie nic nie znaczące mycie rąk B. musiała zapłacić zębem, nie warto było... Uczę się, ciągle się uczę. I będę wyciągać wnioski.

                                                                                           A.

Grafika pochodzi ze strony: willdothis.com

4 komentarze:

  1. ze zdjeć zawsze spogląda na nas Blanka slicznie ubrana, uczesana, zadbana, czyściutka. To wymaga przecież wiele trudu, a jednak podejmuje go Pani, bo to jest ważne dla Niej. Błagam niech Pani sobie nie wyrzuca nadmiernej ambicji, jest Pani dla Blanki najlepsza z możliwych matek bo jest Pani taka jaka jest. Ona by Pani nie zmieniła ani nie zamieniła na nikogo innego.
    Pozdrowienia
    JD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miła Pani powyzej-świetnie napisane :) przyklasnę, gdyż jestem tego samego zdania. Pozdrawiam! :)

      Usuń
    2. I ja. Rozumiem Cię doskonale i uszy do góry, moze dentysta dosztukuje?

      Usuń