piątek, 20 maja 2016

Bodźce, bodźce, bodźce...

Może i ze zdrowym człowiekiem tak można, że się w niego wszystko wrzuca jak do wora,  co i ile popadnie. Jak się przesadzi, to nikt nie umrze, najwyżej delikwent albo w nocy nie zaśnie, ewentualnie będzie się musiał znieczulić tym czy innym środkiem psychoaktywnym. Z taką Blanką nie jest już tak prosto, bo jak się Ją przebombarduje bodźcami to Ona biedna będzie musiała to odchorować. I każdy nadmiar, za przeproszeniem - wyrzyga.
Głosy sąsiadów, dźwięki miasta, kolory mijanych sklepów, błyski światła, dotyk szorstkiego materiału, radosne przywitanie psa, zapach deszczu - to wszystko wpada nam do środka dzięki zmysłom. Blanki układ nerwowy nie jest w stanie przetworzyć dużej ilości wrażeń zmysłowych, dlatego też w drodze ewolucji wykształcił sobie z wszelkimi nadmiarami radzić.
Od małego Blanka się wyłącza - jak robi się za gęsto, za głośno, u cioci na imieninach i te sprawy -  Ona się kompletnie wycofuje, jak żółw pakuje się w swoją skorupę. Myślę, że jest to jakaś strategia obronna, skupia całą energię na swoich klepiących łapkach i mogą sobie ciocie i wujki gadać zdrów. Bywa, że zbyt intensywne doznania musi odespać. Widać, że nagle robi się nienaturalnie śpiąca, jakby się nażarła jakiś dodatkowych dropsów. Wtedy kładę Ją, przysłaniam rolety, włączam cicho kołysanki a Mniejszej wybijam z głowy nagły przypływ siostrzanych uczuć. Zdarza się, że to co się w Nią przesadnie nawrzucało musi zwyczajnie z siebie wypłakać (w sumie, to mam podobnie). Wczoraj był taki dzień, za dużo wrażeń, za dużo emocji, za dużo wszystkiego i popłynęło morze łez.
Cała ta Blanki osobliwa percepcja nauczyła mnie kilku rzeczy:
  • Więcej wcale nie znaczy lepiej
Wiem, są dzieci, których układ nerwowy i rozwój trzeba stale budzić ze snu zimowego bombardując go coraz to nowymi bodźcami. U mojej B. więcej, mocniej, dłużej zwykle znaczy napad, po prostu. Jak się ma zamiar przedobrzyć, to lepiej zrobić ciut za mało, bo potem ustabilizować Ją taką rozlataną, rozstrojoną i rozdygotaną wcale nie jest łatwo.
  • Chillout gdzie i kiedy to tylko możliwe 
Więc zamiast rzucać talerzami rzucam filiżaneczką od espresso, zamiast pieśni Dj-a Tiesto - "Jezus malusieńki"  itd, itp. Im szybciej uda mi się ogarnąć swoją nerwicę i nawykowe darcie mordy, tym lepiej dla Blanki, ciągle jak mantrę powtarzam: "Zen, ku#@$!, zen!" ;)
  •  Ona odbiera świat INACZEJ
Stale i wciąż uczę się zwracać uwagę na bodźce, które mój mózg zupełnie lekceważy, a które dla Blanki mogą mieć naprawdę ogromne znaczenie. Mnie totalnie z równowagi wyprowadza wiertarka za ścianą a Ona mi się robi zielona na pstrykanie pstryczka-elektryczka (tego od zapalania gazu) w naszej kuchence. Albo moje perfumy... Kocham ciężkie i zwalające z nóg perfumiska, ostatecznie mogłabym iść też na jakieś kwiatowo-owocowe kompromisy ale niestety. Blanka wydaje się nie tolerować żadnych kompozycji zapachowych poza naturalnym zapachem spoconej matki. Co zrobić, eh... Może kiedyś.
  •  Jakość a nie ilość
Staram się nie łamać zasady "maksymalnie dwa wydarzenia dziennie", przy czym wydarzenie to np. wizyta w poradni, komisja ta czy inna, dogoterapia, zajęcia z logopedą, wypad w gości, godzina Bobatha, wizyta w bibliotece na czytaniu bajek itd., jednym słowem wszystko co wykracza poza nasze sielskie-anielskie rett-życie. Dwa i koniec, większej ilości Blanka nie jest w stanie przyjąć tak żeby to miało sens terapeutyczny a nie było dręczeniem i tak udręczonego już ciała i ducha. Dlatego też nie jeżdżę z Nią na żadne turnusy, bo wiem, że przy Jej padaczce i pojemności bodźcowej mielibyśmy tam niezłe jaja.
  •  Telewizor, radio w tle - tak ale z rozwagą
Bo niby co to szkodzi, dzieciak sobie drzemie a tu rozmowy w toku. Zauważyłam, że nawet jak B. zaśnie przy telewizorze, to dopóki się go nie wyłączy to śpi taką fazą REM, czyli na tak zwanym pół-śpiochu. Radio z kolei, którego ja uwielbiam słuchać - w kuchni, przy gotowaniu, przy śniadaniu też jest włączane z pewnymi ograniczeniami. Jak jest niespokojna, popłakuje - wtedy zupełnie odpuszczam, jak ma fajny humor to proszę bardzo. Tak czy inaczej, wszystko jest dla ludzi, ale jak ludź w specyficzny sposób odbiera świat to trzeba mu to wszystko trochę ułatwić.
  • Reset
W ciągu dnia staram się zapewnić Jej chociaż godzinkę albo pół na regenerację. To jest bardzo chore dziecko, nie ma cudów, nawet ja, stara baba, muszę usiąść w ciągu dnia z kawą i niech nikt ode mnie nic nie chce. Ja mogę wywalić wszystko i wszystkich za drzwi by złapać oddech, Ona natomiast sama się nie obroni. Dlatego wszystko układam tak, żeby mniej więcej w połowie dnia (lub wedle uznania szanownej Panienki) znalazł się czas na małą kimę. Każdy twardy dysk trzeba czasem zrestartować.
 Są też bodźce, z którymi nie mam litości - zapach skoszonej trawy, wiosenne świergolące ptaszynki, szum fontanny w naszym parku, gwar miasta dochodzący zza okna... To raczej nigdy mojej Lejdi jeszcze o focha nie przyprawiło :)

                                                                                                    A. 

Grafika pochodzi ze strony: www.bookofresearch.wordpress.com
 

1 komentarz:

  1. To nasze dziewczyny uczą nas jak mamy im pomagać w chorobie ale zanim my to ogarniemy mijają lata a one ciagle krzycza.Aż przychodzi moment ze wiemy kiedy ma byc w wannie ciepła woda gdy np .boli brzuch, a zimna kiedy jest przegrzana w lecie,kiedy ma byc piosenka a kiedy woli cisze co lubi jeść z kim lubi przebywać,kiedy musze załozyc sweterk bo zbliżamy sie do lodówy w biedronie bo to zimno jest nie do zniesienia choc na dworze 30 stopni ale to sa lat oobserwacji .One nam to pokazują tylko na początku rett-drogi nie umiemy tego odczytać.

    OdpowiedzUsuń