Pytanie jest: czy mały futrzasty stwór w rękach 10-latki może doprowadzić starą babę niemalże do łez? Odpowiedź brzmi: jes, jes, jest! Na pewno nie każdą, ale rett-frustratkę taką jak ja to okazuję się, że bez problemu. I to był właśnie finał mojej opowiastki.A teraz początek i środek. Nasz plac zabaw i park jest jednym z największych przelotowych miejsc w mieście, idealnie na drodze do i z rynku, na autobus, do przedszkola, szkoły, netto i na pocztę. Przewija się przez niego cała masa dzieciarni, tym większa im więcej stopni na termometrze (złośliwie zauważę, że jak pada to jesteśmy tylko my trzy plus dwie nasze znajome co wody się nie boją). 10% tego towarzystwa to tubylcy, pozostałe 90% stanowi cały przekrój społeczeństwa; od łowczyń pińcet plus (co 9 miesięcy + 1 do stada), poprzez rozhisteryzowane babcie i ich narowiste wnuczęta, nianie z najniższą krajową, dziadki z browarem pod ławką i wnusią gdzieś tam w tłumie, po grzeczne i ułożone maluchy wyglądające jak żywa reklama rezerweda ze swoimi ekskluzywnymi opiekunkami.
To 10% składające się z mieszkańców okolicznych kamienic i bloków już nas zna, zapytało po 10 razy "a czemu ona dalej siedzi w wózku" i "czy ona jest dzidzia?", opatrzyło się i traktuje nas jak całkiem naturalny element placowego krajobrazu. Reszta przychodnych, przyjezdnych i innych przybyszy zachowuje się tak jak reszta świata, czyli albo się gapi i myśli, że kosmitka, albo na wszelki wypadek udaje, że Jej nie ma i się swobodnie boi. Luzik, przyzwyczaiłam się. Wczoraj natomiast dostałam od losu taką perłę, że aż nie ścisnęło w samym sercu...
Mniejsza zadymia, my z B. siedzimy tak jak te dwie staruszeczki na ławce, nawijamy sobie o pierdołach, czyli dzień jak co dzień. Nagle materializuje się przed nami dziewczynka z chomikiem w dłoni (miałam kiedyś takiego, ale chyba mu się nie podobało tak jak mnie bo pół życia uciekał za szafę), podchodzi do Blanki, wyciąga rękę i mówi "Cześć, jestem Lena"... Ja zdębiała, szczęka na podłodze ale wracam do realiów mówiąc kretyńsko temu pozornie nieogarniętemu dziecku: "Ale Ona jest niepełnosprawna". To zwykle zakańczało akcję szybką ewakuacją, ale nie tym razem. Młoda odpowiedziała "Wiem, i co z tego?" po czym wyjęła Blankową łapkę by dać sobie cześć. Potem zapytała czy chce chomika a chwilę później rozprostowywała już Blance te Jej małe krzywe paluchy dopasowując je do swojego zwierza. Nie byłam w stanie powiedzieć za wiele, może oprócz "dziękuję". Na sam koniec usłyszałyśmy tylko "Cześć Blanka! Ja też mam starszą niepełnosprawną siostrę, ale ona jest straszna, nie taka fajna jak Ty. Bo mnie bije i zabiera mi chomika. Ale i tak bardzo ją kocham"...
Marzę, żeby moja młodsza Córka umiała kiedyś dać komuś w potrzebie (akceptacji, równości, nadziei) kawałek swojego serca, obojętnie pod jaką postacią. Może być i w formie chomika.
A.
Grafika pochodzi ze strony: www.jacobcherians.blogspot.com
o k...a (przepraszam, ale u mnie nadmiar niewypowiedzianych emocji wlasnie tak sie objawia) Lena rządzi, czyli można
OdpowiedzUsuńOj i ja się popłakałam....raczej nie spotykane zachowanie-szczególnie u dzieci. Cudownie ,że na Waszej drodze pojawiła się Lenka :)
OdpowiedzUsuńDla Ciebie jako matki cudowny moment,chwila wzruszenia a dla Blanki podejrzewam,że też piękne przeżycie :)
coś pięknego :)
Oj i ja się popłakałam....raczej nie spotykane zachowanie-szczególnie u dzieci. Cudownie ,że na Waszej drodze pojawiła się Lenka :)
OdpowiedzUsuńDla Ciebie jako matki cudowny moment,chwila wzruszenia a dla Blanki podejrzewam,że też piękne przeżycie :)
coś pięknego :)
Serce pod postacią chomika niech trafia pod strzechy :)
OdpowiedzUsuńPiękna lekcja :) Powinna być podawana dzieciom w postaci obowiązkowej czytanki w szkole:) Ale prawdziwy cud nastąpiłby, gdyby ta dziewczynka nie miała niepełnosprawnej siostry;)
OdpowiedzUsuńnie wymagajmy za duzo zbyt szybko :)
UsuńDokładnie :) Czuję, że ten cud może się wydarzyć, bo trochę wyjątkowych ludzi chodzi po ziemi :D
Usuńzaczne od tego, ze wiekszosc rodzicow dzieci niepaelnosprawnych jest bohaterami zmagajacymi sie z choroba dziecka samotnie i czesto bez zrozumienia. sytuacja piekna ale czemu tak rzadka i czemu tak dziwi...okrutna rzeczywistosc. mieszkam za granica i nie dam reki obciac ze wszedzie jest inaczej ale w okolicy nas jest inaczej. na dwa lata przed rozpoczeciem szkoly pojawil sie w przedszkolu chlopiec w wieku 6 lat z choroba genetyczna. nie chodzil, nie mowil, rozwoj na poziome 2 latka. na poczatku rodzice dostali email z informacja o dziecku i jego chorobie by juz w domu pomalu zaczeto dziecia opowiadac o nim. nie bedze opowiadac o tym ze chlopiec ma asystenta o kazdej poze dniai nocy zeby pomoc rodzinie zyc jak najbardziej normalnie. zeby czasem mogli wyjsc, pracowac. wracajac do tematu po 2 miesiacach moja 4 letnia wtedy corka wiedziala o nim wszystko. na co jest chory, co robi, jak je. jak mozna mu pomoc.chlopiec mimo ogromnej niepelnosprawnosci ruchowej i intelektualniej poszedl do normalnej szkoly. mozna zapytac po co... no wlasnie po to zeby nie byl sam, zeby dzieci nauczyly sie, ze nie kazdy jest zdrowy. wiadomo dzieci bywaja okrutne ale i tak jest otoczony przewazajaca iloscia ludzi, ktorzy go akceptuja i kibicuja. kiedy w wieku 8 lat nauczyl sie chodzic przy pomocy opiekuna cala gromada dzieci dopingowala i chwalila jaki jest dzielny i zdolny. po tym doswiadczeniu moja corka wie, ze bywaja dzieci troche inne co nie znaczy gorsze. duza dopowiedzialnosc spoczywa na doroslych by tlumaczyc, ze kazdy jest inny ale i na swoj sposob wyjatkowy.
OdpowiedzUsuńTo jest to... nieznane wywoluje strach a ta czesto niechec. Rodzice dezerteruja (wiem co mowie, raz na 10 razy slyszy sie proste i prawdziwe wytlumaczenie dlaczego ta czy tamten sa w wozku itd). Dluga droga przed nami jako spoleczenstwem...
UsuńTez się pożyczałam :) dziewczynka wiedziała co i jak :) trzeba ludzi oswajać to może więcej tak będzie umiało ;) całuski :)
OdpowiedzUsuń