Sprawa u nas zawsze wyglądała tak, że jak do Blanki przyszedł wielki zły rett to od razu i całkowicie zabrał Jej możliwość celowego używania rąk. Z małych słodkich łapek, które wpychały łapczywie do paszczy chrupki kukurydziane, robiły pa-pa i słały buziaki nie zostało nam zupełnie nic. W amoku klepania B. nie mogła nawet na chwilę zatrzymać dłoni w jednej pozycji. Żadnych nawet niedolnych prób wskazywania, drapania się po nosie, trafiania do buzi czy oka, kompletnie nic. Sądziłam, że tego już nie pokona a strata jest całkowicie nieodwracalna, bo stereotypie były tak silne, że Jej ręce nie miały szans na jakąkolwiek inną aktywność. Aż tu niedawno coś zaczęło się pomalutku zmieniać.
Intensywność klepania znacznie spadła, owszem B. klepie bo lubi ale jak się Ją złapie żeby całować rączki, coś nimi pokazywać albo po prostu się bawić to nie walczy jak kiedyś, umie poluzować te ściśnięte piąstki i łokcie, widać, że nie sprawia Jej to już żadnego dyskomfortu. Klepie delikatniej, nie rozwala już sobie do krwi kostek, nie przecina skóry paznokciami ani nie krzywdzi się w żaden inny sposób. Owszem, jak jest wściekła to klepie mocniej, ale to tak u Blanki już jest - po tym co się dzieje z Jej rękami można poznać w jakim jest nastroju.
Dla kogoś kto używa rąk tak po prostu, bez udziału głowy, świadomości czy innych narządów pośrednich jest niepojęte ile wysiłku kosztuje to taką małą B. Ale grunt, że po milionie kroków do tyłu w końcu mamy jakiś do przodu. Jeszcze dwa lata i sama sobie będzie zalotnie zaczesywać loki za ucho :D Albo chociaż drapać się po nosie jak swędzi a ja akurat wymyśliłam tysiąc innych powodów przez które może być nieszczęśliwa.
A.
Mały krok dla ludzkości i ogromny krok w drodze Blanki do lepszego jutra :) Bardzo, bardzo Wam tego życzę.
OdpowiedzUsuńBrawo Mloda :*
OdpowiedzUsuńBardzo przydatny krok do przodu!!
OdpowiedzUsuńJak to wszystko czytam to mam ochotę Cię wyściskać tak mocno, ze bys się nie pozbierała chyba... pozdrawiam :)))
OdpowiedzUsuń