Wyrzuty sumienia i poczucie winy są wpisane w specjalne macierzyństwo. Taką tezę stawiam. A wiem co mówię, bo nie mam chyba sobie równych w samo-udręczaniu tym gdzie i w czym akurat zawaliłam na naszej pełnej zasadzek drodze do przechytrzenia retta.Wykształciłam w sobie też wiele metod by te wyrzuty sumienia uciszyć. Działania pozorowane to podstawa. Coś co niewiele zmienia i można by było usiąść by spożytkować ten czas w jakikolwiek przyjemniejszy sposób tylko, że co mi z tego przyjemnego? Skoro w bani ciągle słyszę głos rett-voldemorta: "A to, tamto, sramto dla Niej zrobiłaś?"
Teraz mamy na tapecie ortezy na kosmicznie wyginające się stopy Blanki. Nic to nie da - B. nie chodzi, ba!, Jej się już praktycznie nie da pionizować (ani biernie ani czynnie). W pionizatorze po dosłownie kilku minutach sinieją Jej całe nogi a Ona z błagalnym wzrokiem wisi pokonana przez retta i prosi: wypuść mnie z tego narzędzia tortur. Przeprowadzenie Blanki z punktu A do punktu B udaje się sporadycznie i kosztuje ogrom wysiłku i Ją i wlekącego. Ale nie, mua chce walczyć z wiatrakami - pojedzie do wro, odda miarę, zamówi ortezy za kupę kasy, w których B. czasem posiedzi (układając ładnie stopki zadowalając tym samym swoją nienormalną matkę, która zrobi nieśmiałe ufff i z ulgą uzna, że o 1 promil mniej przegrywamy z rettem). Mua będzie szczęśliwSZa! O ten drobny fakt, że nie poddała się, nie położyła na tych krzywych i zmęczonych stópkach lagi... Że mimo, iż już na początku przegrała - nadal walczy. Dopingowana przez poczucie iż i tak się opindala, bo rett w tym czasie robi 7 tysięcy razy więcej i milion razy bardziej skutecznie. A czas leci, tyk, tyk, tyk...
Także ten... Ciężko. Wyszłam z kuchni bo każdy Jej ponaglający okrzyk robi mi wodę z mózgu, każe podejmować kolejne próby wsadzenia palca w oko rettowi... A już nie mam siły. Więc real jest taki, że B. od prawie godziny kibicuje ojcu robiącemu sernik na zimno, Mniejsza gryzie psa a ja staram się choć przez chwilę usłyszeć głos, który mówi: "Niech posiedzi i poklepie, nie rób nic, nie musisz".
A.
Grafika pochodzi ze strony: lamenteesmaravillosa.com
No fakt... ciężko :/ A te ortezy to nie są refundowane :(?
OdpowiedzUsuńIleś tam są...
OdpowiedzUsuńKiedyś, dawno temu, były refundowane w całości...
Usuńkochan, jak zwykle, ściskam mocno, bo co mogę?
OdpowiedzUsuńDziękuję ����������
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się ten blog.
OdpowiedzUsuńMoja szwagierka ma córkę z rettem, krępowałam się zadać jej wiele pytań, bo nie chciałam nikogo urazić, a tutaj znajduję odpowiedzi na większość.
Życzę Pani bardzo dużo sił, wytrwałości i jak najmniej złych dni.
Zdrowia dla Pani dzieci.