środa, 9 sierpnia 2017

Wieści z odwyku

Benzodiazepiny. Brzmi nieźle, smakuje jeszcze lepiej ale weź to gówno rzuć... Po ponad dwóch latach przyjmowania (i spania) powiedz B. że to koniec bo te cuksy są złe i Ją otumaniają, i mimo, że śpi to sinieje tak, że może sobie zasnąć na dużo dłużej niż jedna noc. No i co najważniejsze benzo (czyli nasz nitrazepam, czarodziej snu) można brać krótko, tj. np dwa miesiące, bo nie dość, że upomną się nery i wątroba to jeszcze głowa. A z nią na odwyku to już nie ma żartów.
Decyzja o odstawieniu nitrazepamu zapadła wiosną, po tym jak z dobrym efektem wprowadziliśmy Petinimid (to po co zachrzaniamy do Zgorzelca) Doktor kazała powolutku, stopniowo i bez nerw wyprowadzać nitra. 
Akcja została rozpisana na 9 tygodni, wyszło jakieś 10. O 1,25 mg mniej co dwa tygodnie. Niby spoko, niby stopniowo, ale... Akurat ostatni dzień przyjmowania przez B. tego świństwa wypadł w samym środku naszych wakacji, ale jako, że Dr mówiła, żeby nie przewlekać sprawy bo będzie bolało jeszcze bardziej to tak zrobiłam. W piątek B. dostała ostatnią dawkę nitra, w sobotę widać przehulała jeszcze na jakiś resztkach w organizmie a balanga zaczęła się w niedzielę. Wiedziałam, że może być nerwowo, ale jazdy odstawienne jakie zaprezentowało moje dziecko zawstydziły nawet samą Dr.
Jakby kto chciał to tu teoria: https://portal.abczdrowie.pl/uzaleznienie-od-benzodiazepin. Ja w obawie o moje zdrowie psychiczne przeczytałam to już po przetoczeniu się tego całego tornada. W niedzielę zaczęły się drżenia, telepawki, które przeszły w kilka godzin w mega delirę. Blanką rzucało tak, że dwie dorosłe osoby nie mogły Jej utrzymać. Poobijane pięty, posiniaczone ciałko. I tak przez 46 godzin. Plus zero (słownie i dosłownie: z-e-r-o) normalnego snu a w zamian minutowe drzemki, potem napad (czy padaczkowy czy świra to do dziś nie wiem), wybudzenie z przerażeniem i delira. Do tego lęki, oczy wywalone do góry, zimne poty, serce chcące gdzieś wyskoczyć. We wtorek, to jest po pełnych dwóch dobach od ostawienia B. zaczęła wymiotować. Cały ten czas nasza Dr., która dzięki Bogu potrafi zrozumieć sytuację rodzica i pacjenta i odbiera telefon nawet na urlopie, była ze mną na linii (próbowałyśmy ratować Ją wlewkami przeciwpadaczkowymi, bo relanium, czyli diazepam to pochodna nitra i nią łagodzi się skutki odstawienne w takich sytuacjach). Za wszelką cenę nie chciałam wylądować z Nią w obcym szpitalu i obcym mieście wiedząc, że musimy to jakoś przechorować. Choć momentami było naprawdę drętwo... Siła tych drgawek powodowała, że nijak pić ani jeść, do tego wymioty (ponoć to jeden z głównych oznak oczyszczania się organizmu z syfu tych trucizn), wrzaski, niepokój, sztywnienia, napięcie mięśniowe tak wysokie, że zrezygnowałam na 2 dni z zakładania Jej ortez bo dosłownie plastik chrupał tak wyginały Jej się stopy. W środę z rana ostatnie pawie wyszły na świat a B. zaczęła wracać do siebie. Akurat w ten dzień dojechał nasz tato A. i patrząc na cień swojej starszej córki rzecze mi na ucho "wiesz, strasznie bidnie wygląda ta nasza Lala"... Chłopie, my tu sięgnęły dna na którym bywają chyba tylko najtwardsi heroiniści i widziały takie rzeczy, które nawet im się chyba nie śniły.
No, także ten. 1:0 dla nas :D Oficjalnie ogłaszam, że B., pierwszy raz od chyba lat pięciu, jest na trzech (tylko!!!, bo bywało i pięć a na standardzie cztery) lekach na epi. Napady ma względnie opanowane, i cóż (taka cena...) znów nie śpi. Ale kuma, jest w kontakcie, próbuje pokazywać oczami. Jak nie damy już rady to Dr przepisze jakiś usypiacz, ale z pewnością z innej grupy, bo na tego typu akcje to ja się prędko nie zdobędę.

                                                                                   A. 

Grafika: www.poradnikzdrowie.pl

4 komentarze:

  1. Nikt nie powinien przechodzić przez coś takiego. A już na pewno żadne dziecko. Nie znajduję słów, mogę tylko życzyć siły - i Biance, i Wam. I kolejny raz uświadomić sobie, co naprawdę ważne.

    OdpowiedzUsuń
  2. No ja rozumiem, że bywają choroby, rozumiem, że trzeba leki, ale że nie ma sensownego leku, który nie uzależnia, nie robi takiego piekła dziecku i rodzinie, to już nie rozumiem :((

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteś dla mnie bohaterka! W obliczu choroby chciałabym się zachowywać jak Ty! Dziękuję naprawdę że piszesz bloga że ludzie tacy jeszcze istnieją...że otwierają oczy na wiele spraw. Pokazują co w życiu jest ważne i jak można się zachować. Blanka ma naprawdę szczęście mieć Mamę jak Ty.
    P.S Przy większości wpisów płacze ale dlatego że pokazujesz mi jaka Ja jestem głupia i jak mało wiem prawdziwym życiu.
    Pozdrawiam z całego serca!
    Agata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jakież "głupia"??? Usłyszałabyś moja imienniczko jakie ja chrzanie czasem farmazony to byś padła :D

      Usuń