wtorek, 7 sierpnia 2018

Skolioza, psychoza, tralala, rym, cym, cym

Wbrew moim skłonnościom do pajacowania, temat jest poważny a u nas to już nawet bardzo poważny. Żarty się kurna skończyły, bo dziewczyna krzywa jest jak jasny gwint więc po ogarnięciu padaki, budowów i wbrew zapewnieniom naszego lekarza reh (że nie warto robić cokolwiek, bo i tak krzywa będzie) zaczęliśmy niedawno akcję plecy. 
Po pierwsze trzeba było wybrać kogoś, kto nas i grzbiet Blanki weźmie pod opiekę i odpowiedzialność a uznałam, że to musi być ktoś najwyższych lotów albo wcale. Są co prawda w Polsce bajeczne ośrodki, które recie plecy robią prostymi jak linijka przy czym jeden jest ponad 600 km od nas a drugi w górach, też ćwierć kraju stąd. Jasne, że odległość nie jest pierwszym i jedynym kryterium wyboru lekarza ale dla mnie jest ważna, bo to nie jest 1 wizyta w roku a ja też mam Mniejszą przywiązaną do nogi i muszę mieć lekarza w zasięgu powiedzmy max. kilku godzin drogi. Po obadaniu rynku, opinii, rozmowach ze znajomymi zdecydowałam się na Wielkopolskę i profesora od ciężkich skolioz idiopatycznych i innych. Czekaliśmy na wizytę jakieś 2 miesiące ale w końcu przyszedł ten lipcowy dzień no i pojechaliśmy. Ja z mega poczuciem winy za stan Jej pleców, bo fakt jest taki, że ostatnie 3 lata naszego życia lecąca jak pendolino skolioza przy wyrywaniu życia napadom była kwestią drugiej a może i siedemnastej potrzeby.
Profesor (nie mylić z doktor, bo ponoć jest na to uczulony) okazał się bardzo konkretny. Już samo to, że osoba z jego doświadczeniem mówi "nie wiem czy to pomoże" potwierdza, że nie jest oszołomem. Najgorsze to usłyszeć "tu się podetnie, tu walnie młotkiem i będzie pani zadowoloooona a dziecko równe jak stół". Tak nie było. W 2,5 roku skolioza Lali poleciała z ok 27 stopni do...60. Z samym rtg był duży problem, bo Blanka zmęczona i zamiast trzymać pozycję walczyła z każdym z trzymających pogarszając przy tym swoje krzywizny. Wynik (czyli to 60 stopni) jest ciut zawyżony, to powiedzieli i technicy i nasi rehabilitanci jak i sam profesor ale nie zmienia to faktu, że pięćdziesiąt parę stopni ma jak byk. Plus rotacja kręgów, garb kwazimoda, rozhuśtana miednica, odleciany bark, łopatki gdzieś za horyzontem i coś tam jeszcze, no generalnie dramat. Pewną ulgę mi przyniosło to, że doktorek nie wyjechał z czymś w stylu "ale starzy zaniedbali te plecy"... To by mnie zabiło. Jesteśmy z tych, którzy nie zdecydowali się na gorset co ma swoje konsekwencje. Wady są takie, że Blanki plecy poleciały (tyle ile musiały polecieć) ale zaletą jest z kolei to, że mimo powyginanego kręgosłupa spełnia on dalej funkcję trzymania B. w siadzie. Nadal siedzi sama, a mięśnie pleców są całkiem silne. Trudno powiedzieć, co by było gdyby, ale niestety przy tym co zgotowała Jej padaka (włącznie z zajebistymi bezdechami i niedotlenieniami) kawał plastiku ograniczający jeszcze bardziej ruchy klatki piersiowej przez ostatnie lata był totalnie poza naszym kręgiem zainteresowań. Ale teraz dzięki Boziu mamy już inny etap. Profesor powiedział, że decyzja o ewentualnej operacji będzie za rok (to ze względów hormonalnych) a przez ten rok musimy powalczyć żeby jak najbardziej zatrzymać progres skoliozy. Niedługo jedziemy robić gorset i zobaczymy ile on wniesie i na ile Blanka się przyzwyczai. Także sprawa jest otwarta no i działamy. Wierzę, że będzie dobrze  albo chociaż jako tako.

                                                                                        A.  

P. S. Walka jest nie o to, żeby było równo i żeby jej się ładnie sukienka układała tylko o Jej komfort. Bo skolioza nie dość, że boli to może być zagrożeniem dla życia. Te jej nawracające zapalenia oskrzeli i płuc to już nie jest przypadek...

Grafika: www.tvn.zdrowie.pl. Lala nie byłaby zadowolona jakby matka wrzucała na internety jej foty typu rtg  ;D 

1 komentarz:

  1. No faktycznie... mało mieliście na taczkach... jeszcze walki o kręgosłup brakowało :( I jak sobie pomyślę o gorsecie w te upały, to wysiadam. Powodzenia!!

    OdpowiedzUsuń