środa, 20 lutego 2019

Między nami kosa czyli złośliwość za złośliwość

Miałam w swoim życiu epizod hospicyjny; jedna z moich babć musiała w takim miejscu przeskoczyć na drugą stronę tęczy. I jakkolwiek hospicjum to też życie a cała obsługa starała się bardzo, zresztą tak jak i rodziny pacjentów to jednak to była klasyczna umieralnia i naprawdę wiało trupem. Do dziś mam w swojej głowie nieprzepracowane strachy z tamtego czasu ale nie o tym dziś tylko o pewnej broszurze, którą czytałam czekając na odwiedziny u babci i udając, że jak czytam to widzę/czuję/słyszę mniej i jest całkiem fajnie. A nie było. Broszura ta była natomiast o tym jak opiekować się pacjentem terminalnie chorym a moją uwagę przykuła sekcja "Tego nie wolno Ci robić!"
Pamiętam jak dziś zdanie w stylu: "Nigdy nie stukaj o dolne zęby podopiecznego by przyspieszyć jedzenie" po czym nastąpiło całe wyjaśnienie, że Twoja frustracja, zniecierpliwienie, coś tam nie może w taki wredny sposób odbijać się na osobie chorej. Trzy minuty później poszłam do babci, wcisnęłam jej bez problemu danonka, dałam buziaka i o sprawie zapomniałam. Nie byłam przecież ani sfrustrowana, ani wkurzona a tym całym danonkiem uspokoiłam wyrzuty sumienia, że tak bliska i bezbronna już jak dziecko osoba musi tam być i że tak wygląda jej koniec. O stukaniu łyżką o zęby nie było więc mowy.
Mija 8 lat i co?? Opiekuję się 24/7 całkiem inną osóbką, która pluje mi danonkiem w twarz. Raz, drugi, setny i miliardowy tym w tygodniu. A ja nie jestem odwiedzającym z uśmiechem na ustach i świeżym spojrzeniem tylko kiszę się w tej relacji jak kiszony ogór bez możliwości zaczerpnięcia tlenu. I wiem, że poproszę "nie rób tego" a ona mi chlaśnie łapą w ten cholerny serek po czym on wyląduje na moich okularach, grzywce oraz na ścianach. A potem, nie wiem jak, nie wiem kiedy - stuknę ze wkurwem łyżką o te krzywe jak moje dolne zęby żeby szybciej jadła. Bo ona miała zły dzień i ja miałam równie zły. 
Albo na przykład przewijam a jej noga mierzy mi prosto między brwi. Ja warknę, ona kopnie. Dla porównania oddam sprawy w ręce mojej mamy a tu nic, leży jak aniołek, uśmiechnięta. A ja w drugim pokoju stukam sobie nie tylko łyżką ale i głową. W oplutą danonkiem ścianę.
Dwie zupełnie inne sytuacje, dwie inne "pacjentki" i jedna ja. Tak opiekuńcza i ciepła. Tak wredna i stukająca z nerwem w zęby. Babka potrafiła na końcówce też nieźle dać popalić więc w czym taka różnica? Ano w tym, że z B. jestem cały czas. Wtedy kiedy boli mnie łeb, kiedy mam doła i kiedy jestem zmęczona do granic bo np spałam 3 godziny. No i Ona. Też zapewne ma mnie dość, wnerwia ją, że szarpię się z pieluchą, wózkiem, życiem. I stuknę ją czasem w te zęby, jak konia, którego trzeba kujnąć pod boki by szybciej lazł. Złe to, bardzo złe... Ale trzeba pamiętać, że po drugiej stronie łyżki też jest człowiek. A nie ubrany w różowy gajerek rodem z Leśnej Góry opiekun szczerzący niestukane niczym zęby z broszury ośrodka dla terminalnie chorych. 

                                                                                      A.  

Grafika: memy.pl

3 komentarze:

  1. Bo to jest cholernie zła i wkurwiająca (pardon my French) sytuacja dla obu stron. Jesteśmy tylko ludźmi i nerwy puszczają...
    Ściskam Was

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli powrót do tego samego problemu - jak być/nie być robotem zajmując się kimkolwiek 24/7 latami???? NIE DA SIĘ!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Święte słowa. Największy wkurw? Jesteś mamą. MUSISZ wytrzymać. Litości ��

    OdpowiedzUsuń