czwartek, 28 marca 2013

„Kiedy mówisz” - interpretacja bardzo subiektywna

Wszystkich dotkniętych moją nieudolną próbą zmierzenia się z mistrzem, bardzo przepraszam, tłumacząc się przy tym miłością do wiersza, który zawsze dodaje mi sił. Poniższy tekst jest tylko nieprofesjonalnym zapisem moich uczuć i myśli.

Nie płacz w liście
nie pisz, że los Ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
Kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno
Odetchnij, popatrz
Spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij, że jesteś, kiedy mówisz, że kochasz

 
                                                                      Ks. J. Twardowski

Płaczę… często, nie czując już ukojenia. Z bezsilności, bólu, strachu. Z poczucia okrutnej nieodwracalności tego co się stało.

Piszę… żaląc się, że w łeb dostałam jak obuchem, tak mocno… Do tej pory ciężko wstać. Może lepiej leżeć, czekając na kolejny cios?

Szukam wyjścia, bo wierzę, że musi jakieś być. Ale czy rozwiązanie to jest rozwiązaniem, na które liczę? Czy będę umiała odczytać znaki prowadzące mnie do wyjścia? Znów, jak dziecko błądzę we mgle…

Okno... jest gdzieś. Tyle, że wyżej niż można doskoczyć nie umiejąc latać. Nie otwarte na oścież, nie gotowe do przyjęcia gościa. I ja, siedzę wciąż pod drzwiami…

Złapać oddech próbuję, choć z ciężarem na sercu nie jest to łatwe. Czasem ból dusi jak astma a żal zalewa umysł i ciało tak, że nie umiem nawet trzeźwo patrzeć…

Spadają z obłoków małe wielkie nieszczęścia
I to moje - małe tak naprawdę, a wielkie nie do udźwignięcia. Jak słoń - ogromny dla człowieka a malusieńki dla Wszechświata. Wydaje się być jedynym nieszczęściem, a jest tylko kroplą w deszczu pozostałych.

Szczęście tylko doprawione cierpieniem smakuje naprawdę.
Czy umiałabym docenić, to co mam, bez mojego nieszczęścia? Wiecznie otwarte drzwi pewnie nigdy nie zachęciłyby mnie do wejścia. Może nigdy nie stanęłabym na nogi na tyle by odejść w końcu od drzwi i samej szukać okna… Może frunęłabym bezmyślnie jak liść niesiony wiatrem życia? Pewnie tak…

Uczę się bezustannie, szarpię coraz mniej. Zaczynam widzieć, bo nie chcę już tylko patrzeć. Wyostrzam jak obiektywem to, co kiedyś wydałoby mi się za mało jaskrawe, by być godne uwagi. Zmieniam się.


Nie piszę, nie płaczę. Kocham.


                                                                            Agata


 

Artykuł publikowany był na stronie www.damy-rade.org, a grafika: http://www.tapeta-dmuchawiec-nasionka-1.na-pulpit.com/

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz