piątek, 15 marca 2013

“Kosi kosi” czyli jak dobrze mieć sąsiada…

A: “Dzień dobry”
B: “O jak ślicznie kosi kosi robi!”
A: “Nie, to nie kosi, to Zespół Retta”
***

 A: “Dzień dobry”
B: “ Brawo, brawo”
A: “To nie brawo”
B: “Peewnie, że nie, kosi kosi łapci, pojedziemy babci…”
***

A: “Dzień dobry”
B: “Dobry, znów Blanka kosi kosi”
A: “Nie, to nie kosi kosi”
B: “Aaaa, brawo brawo”
A: “Nie, to Zespół Retta”
B: “Kosi kosi”
***
 
Zespół Retta ma Blanka. Ja mam syndrom “kosi kosi”… Jak słyszę “kosi kosi” to doznaję szeregu obiektywnych i subiektywnych objawów psychosomatycznych… Przede wszystkim włos jeży mi się na głowie a skóra cierpnie… I wrzeszczeć mi się tylko chce: “Ludzie!!! Żadne cholerne kosi kosi, żadne pieprzone łapci, nie brawo, nie oklaski i nic w tym stylu! To Zespół Retta. Po prostu.”
Sąsiadko A… Otwórz w końcu uszy i umysł, posłuchaj co do Ciebie mówię…
***
A: ”Dzień dobry”
B: “Blanka znowu kosi”
A: “Kosi to się trawę albo zboże. Do widzenia. “


                                                                                   Agata

1 komentarz:

  1. Hahaha ale się uśmiałam, ja też mam syndrom kosi kosi hyhhh.

    OdpowiedzUsuń