Wiele rzeczy mogę o sobie powiedzieć, po prawie 30 latach życia zdążyłam się już co nieco zorientować co ze mnie za typ. Moje reakcje też zawsze wydawały mi się dosyć proste do przewidzenia. Z wad i zalet zdaję sobie sprawę. Aż tu nagle, zgodnie z myślą Wisławy Szymborskiej “Tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono” odkryłam, że histeria w klasycznym tego słowa znaczeniu może dotyczyć również mnie… Zaskoczenie było takie, że do tej pory tkwię w niemałym przerażeniu i zadziwieniu, że siedzi w człowieku taki pierwiastek, z którego istnienia on sam sobie nie zdaje sprawy…
Teraz krótkie zarysowanie akcji, bo bez rysu historycznego (w zasadzie histErycznego) wyspowiadać się z tej kwestii nie da. Otóż, jakiś czas temu, moje wiecznie pląsające dziecko z rozbrajającym uśmiechem na twarzy wpada w kant drzwi, ręce z tyłu a ja metr obok, stoję jak wryta… W przeciągu kilku sekund oczy zalewa jej krew, ja jeszcze jakoś się trzymając dzwonię po mamę, która jest niedaleko… Po głowie tłucze mi się tylko jedna myśl: “jak to na Boga jest możliwe, w przeciągu 3 miesięcy drugie szycie, i to na środku czoła, znów te same drzwi i znów to się stało przy mnie!!!”… Dojeżdżamy na to cholerne pogotowie, ale przyznać muszę, że drogi nie pamiętam. Dziecko krwawi, chociaż jest wyraźnie spokojniejsze od swojej matki. Pani pielęgniarka zadaje mi 10 absurdalnych pytań i może ze 2 jakieś sensowne. Tłumacze po raz setny, że to jest dziecko z Zespołem Retta, a ta wciąż mnie dopytuje, czy mała mówiła, że ją boli, czy mówiła to tamto… “Nie kobieto! Nie mówiła!” - powtarzam po raz piąty. Tracę pomału już zdrowy rozsądek, a w momencie kiedy pada z pozoru błahe pytanie “Czy dziecko zachowuje się normalnie?” ja wpadam w jakiś nieznany sobie stan… Nerwy mi puszczają totalnie, łzy lecą bez kontroli po policzkach i w zupełnie dla mnie nienaturalnym stanie wrzeszczę na nią “Nie!!! Dziecko nie zachowuje się normalnie! Zachowuje się RETTOWO!!!”…
Szyją po raz drugi to biedne małe czoło… Blanka cierpi, tato Blanki mało nie mdleje, ja już nie wiem co gadam, rzucam jakimiś hasłami mniej lub bardziej związanymi z sytuacją… Potem nie pamiętam ani jednego zalecenia chirurga, nie wiem ile tam tych szwów, ba! po powrocie do domu nie wiem chyba nawet jak się nazywam…
Na drugi dzień dzwoni babcia. Referuje mi moje-niemoje zachowanie i pyta: “Co się z Toba działo?”… Nie wiem co się ze mną działo… Nie wiem czy to byłam ja… Więcej grzechów nie pamiętam.
A.
Szyją po raz drugi to biedne małe czoło… Blanka cierpi, tato Blanki mało nie mdleje, ja już nie wiem co gadam, rzucam jakimiś hasłami mniej lub bardziej związanymi z sytuacją… Potem nie pamiętam ani jednego zalecenia chirurga, nie wiem ile tam tych szwów, ba! po powrocie do domu nie wiem chyba nawet jak się nazywam…
Na drugi dzień dzwoni babcia. Referuje mi moje-niemoje zachowanie i pyta: “Co się z Toba działo?”… Nie wiem co się ze mną działo… Nie wiem czy to byłam ja… Więcej grzechów nie pamiętam.
A.
Grafika pochodzi ze strony: www.etsy.com
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz