środa, 17 kwietnia 2013

Słów kilka o komunikacji bardzo alternatywnej

Niedawno moja ulubiona Pani Przedszkolanka zadała mi pytanie “Czy używa Pani komunikacji alternatywnej?”, na które szczerze odpowiedziałam, że tak, oczywiście. Po czym dodałam, że ja tak. Ale Blanka niekoniecznie :p
Otóż jak wygląda nasza komunikacja alternatywna w skrócie. Lady jak widzi czarno białe obrazki to na jej małej buźce pojawia się natychmiast wyraz twarzy “WTF, mama?”, ewentualnie “Pójdziesz ty z tym badziewiem, włączaj piosenki!”. Nie doszłam jeszcze jaki jest ciąg przyczynowo-skutkowy tego zjawiska, ale często jak widzi obrazek z kibelkiem, zaczyna się dziko rechotać. Nie muszę chyba dodawać, że znaczy to tyle, co “kupa w pieluchę tak czy siak”.
Tak kolorowe dziewczę jak Blana, nie będzie się bawiło w jakieś czarno-białe zabawy, i to w dodatku z jakimiś bzdurami; kibelkiem, autem czy domem. Owszem, do rozśmieszania to one się nadają doskonale, ale chyba jak na razie do niczego poza tym.

Ale wracając do naszej alternatywnej komunikacji alternatywnej. Lady, od pojawienia się na tym padole, ma pewien niezmienny zwyczaj. Nie powiem, przy zmienności jaką ofiaruje pan Rett, coś będące constans, jest na wagę złota. Otóż Kobietka moja ma swoje ulubione wyrazy, teksty i piosenki. Często są dosyć nieparlamentarne, ale czego się nie zrobi, żeby ten mały dziób się wyszczerzył w najszczerszym uśmiechu. Niezmiennie od ponad pół roku działa na nią hasło “Zabiję!”, które dla wzmocnienia efektu warto okrasić podduszaniem. Takim na niby, póki co. Szał jest totalny, wyrywa Blanę z jej wymiaru w sekundę i doprowadza do dzikiego chichrania. Inna ulubiona śpiewka, która nie wiedzieć dlaczego, nie spotyka się z aprobatą ojca Blanki, to śpiewany przez mnie klasyk “Co ja w Tobie widziałam, oczy, usta czy nos?”. Brzuch cały zaczyna skakać, a w momencie, gdy pada “oczy”,  Mała jest już w stanie dławiącego śmiechu. Nie wiedzieć czemu, ale “oczy” to jest cholernie śmieszne słówko. Mamy jeszcze różne inne mega śmieszne (z punktu widzenia Lady) teksty, np. “Myszka lubi serek” czy “Do gazu!”. Cóż… ja ich nie wybierałam, a jak uczy Superniania - wybory dziecka trzeba respektować. Więc, gdy nadchodzi jakaś nieprzewidziana rozpacz i robienie zeza nie pomaga, rzuca się takie “Zabiję!” albo “Do gazu!” i młodzież od razu i ze 100% skutecznością jest szczęśliwa i rozśmieszona tak samo bardzo, jak po godzinie z kabaretem AniMruMru. Tak więc wyglądają moje sukcesy we wprowadzaniu komunikacji alternatywnej u mojej córci. Grunt, że mamy ten wspólny… grunt porozumienia. Też, jak widać, mocno alternatywny :)

                                                                                           Agata
 


Grafika pochodzi ze strony: www.rgbstock.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz