Dawno temu, za siedmioma górami
i siedmioma dolinami żyła wyjątkowa smoczyca imieniem Luna. Miała błyszczące łuski
w kolorze błękitno-srebrnym i cudne delikatne jak koronka skrzydła. Bił od niej
oszałamiający blask.
Luna należała do gatunku smoków
księżycowych, które słynęły na cały świat z wybitnej urody. Smoki te swe piękno zawdzięczały
blaskowi księżyca, który odbijając się nocą w tafli jezior i sadzawek był przez
nie spijany. Każdy księżycowy smok miał swoje źródełko wody, z którego czerpał
księżycową energię.
Luna mieszkała w grocie
skalnej położonej w niewielkim gaju nieopodal miasta. Miała tam swoje małe jeziorko, z którego co noc spijała odbijające się księżycowe światło.
Jako, że owego czasu smoków księżycowych
na świecie już nie było wiele, ludzie co dzień przybywali podziwiać jej
czar i blask, który bił od smoczycy nieustannie. Wierzono również,
że podziwianie światła księżyca płynącego
z połyskujących smoczych łusek przynosi szczęście, zdrowie i wszelką pomyślność.
Luna przyzwyczaiła się z czasem do zachwyconych spojrzeń i obecności ludzi, nie wyobrażała sobie już nawet życia z dala od miasta.
Co noc, gdy tylko okrągły księżyc pojawiał się na niebie, wychodziła ze swojej groty nad jeziorko, by napić się z niego
księżycowego blasku i nabrać sił.
Którejś nocy było inaczej… Luna wyszła pomału ze swojej jamy, przeciągnęła się dostojnie, rozprostowała skrzydła i ruszyła jak zwykle w stronę wodopoju. W jeziorku niestety był tylko łyk wody z księżycowym blaskiem… Deszcz nie padał od wielu dni… Luna zawyła smutno, wypiła łapczywie do ostatniej kropelki, odwróciła się, by znów wrócić do jaskini. Sytuacja powtarzała się przez kolejne noce. Smoczyca była coraz słabsza i zazwyczaj leżała w ciszy przy drzewie pod swoją grotą skalną. I ludzi przychodziło coraz mniej. Słyszała kiedyś jak mówili: “Popatrzcie na nią, zupełnie nie błyszczy jak kiedyś! Do niczego już ten smok, chodźmy stąd, szkoda naszego czasu…”.
Którejś nocy było inaczej… Luna wyszła pomału ze swojej jamy, przeciągnęła się dostojnie, rozprostowała skrzydła i ruszyła jak zwykle w stronę wodopoju. W jeziorku niestety był tylko łyk wody z księżycowym blaskiem… Deszcz nie padał od wielu dni… Luna zawyła smutno, wypiła łapczywie do ostatniej kropelki, odwróciła się, by znów wrócić do jaskini. Sytuacja powtarzała się przez kolejne noce. Smoczyca była coraz słabsza i zazwyczaj leżała w ciszy przy drzewie pod swoją grotą skalną. I ludzi przychodziło coraz mniej. Słyszała kiedyś jak mówili: “Popatrzcie na nią, zupełnie nie błyszczy jak kiedyś! Do niczego już ten smok, chodźmy stąd, szkoda naszego czasu…”.
Serce Luny pękało z żalu,
jednak nie miała zupełnie pomysłu jak zdobyć życiodajny płyn… Jeziorko było
zupełnie suche, a gdy rano pojawiało się nieco rosy, zamiast księżyca niebo
zajmowało słońce.
Pewnej nocy, gdy księżyc był w
pełni, pod jej jaskinię podeszła grupka młodzieńców. Chłopcy zobaczyli, że smok
stracił prawie całkowicie swój blask, i leży z ogromnym smutkiem w oczach
czekając na śmierć. “Idziemy stąd!” krzyknął jeden z nich, “już bardziej błyszczy
się miska mojego psa niż ten smok!”. Luna westchnęła ciężko, próbowała podnieść
głowę ale nie miała już siły i patrzyła tylko jak młodzieńcy oddalają się. Jeden z nich, w pewnym
momencie zatrzymał się, odwrócił i zaczął ostrożnie iść w jej kierunku. Gdy był
już blisko zaczął czule przemawiać do Luny: “Nie bój się piękny smoku. Nie bój
się…” Popatrzyła tylko na niego
smutnym wzrokiem. “Jestem Mieszko, nie zostawię Cię tu samej”, przykucnął i pogładził
ją po wielkiej głowie. Luna nie miała już nawet siły odwzajemnić tej
pieszczoty, tylko wzdrygnęła i sapnęła z trudem. Mieszko wiedział, że nie zdąży
pobiec do miasteczka, by przynieść misę z wodą do złapania choć odrobiny księżycowego
blasku i uratować smoczycę… Był całkowicie bezradny, widział, że ona umiera.
Usiadł najbliżej jak się da,
położył jej łeb na swoich kolanach i nucił
cicho pieśń, którą sam lubił najbardziej. Serce pękało mu z żalu, że świat
traci tak wspaniałe stworzenie. Z jego oczu popłynęła po chwili wielka jak perła,
łza. I druga, potem trzecia… Spadały jak koraliki na paszczę Luny. Nawet nie
zauważył jak każda z kropelek chłonie blask księżyca by uratować jej życie.
Smoczyca zaczęła odzyskiwać siły, z trudem podniosła łeb, by wielkim jęzorem
zlizać błyszczące krople z policzka młodzieńca. Mieszko zdziwił się widząc, że
smok zaczyna znów odzyskiwać swój dawny blask! Jego szczere łzy uratowały Lunie
życie. Gdy była już na tyle silna, że mogła sama usiąść, Mieszko pędem ruszył
przez las skąpany w blasku księżyca, by za jakiś czas wrócić z misą pełną wody.
Luna wypiła łapczywie parę łyków i stał się cud - błyszczała jak dawniej! A
nawet mocniej niż zwykle; biło od niej wspaniałe i mocne światło. Każda z łusek
odzyskała jasność i mieniący się kolor, skrzydła znów nabrały życia. Luna wstała
i zawyła radośnie, po czym spuściła pokornie łeb, by Mieszko mógł jej dotknąć.
Wiedziała, że tylko dzięki temu, że nie zostawił jej samej, przeżyła. Stali
tak, czując, że oboje są dla siebie wyjątkowo ważni. Po chwili całkowitej ciszy
zawiał wiatr a z nocnych chmur zaczął kapać deszcz. Luna była bezpieczna, jej
sadzawka zaczęła napełniać się wodą.
Mieszko popatrzył jeszcze jakiś
czas na piękno Luny, ucałował ją i odszedł odwracając się kilkukrotnie… Oboje
byli pewni, że wróci tu następnego dnia.
Agata
Grafika pochodzi ze strony: www.smoczezoo.bloog.pl
Agata
Grafika pochodzi ze strony: www.smoczezoo.bloog.pl
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz