sobota, 13 lipca 2013

Tylko...

Ostatnio zaczęłam zastanawiać się, po co mi ten "nierealny" wirtualny świat internetu... Co sprawia, że w nim czuję się czasem lepiej niż w tzw. realu? Kim w nim jestem? Odpowiedź, choć gorzka, przyszła dosyć szybko. Jest wkoło mnie parę osób, dla których moja obecność na tej ziemi zdaje się ograniczać do bycia matką Anioła. Do tworzenia tła dla tej pięknej i uroczej Królewny. Jestem tylko czynnikiem zapewniającym jej wikt i opierunek, lekarzy, zabawę i wszystko czego do życia potrzeba.
Bo jest Blanka i gdzieś tam z boku, z tyłu, w tle - ja. Istnieję, ale zawsze w odniesieniu do mojego dziecka. 
Nie zrozumcie mnie źle, to nie to, że muszę być się w centrum uwagi, absolutnie nie o to chodzi. Zawsze jednak chciałam stanowić jednostkę pełną bez konieczności "uzupełniania" mnie mężczyzną, karierą, dzieckiem itd. Kimś, kto sam w sobie stanowi pewną całość, a te wszystkie dodatkowe atrybuty dorosłości, nie muszą stanowić o tym kim jestem czy jaka jestem.
Blanka jest dla mnie najważniejsza, to nie podlega dyskusji i bycie jej mamą jest rolą priorytetową. Tylko dlaczego dla niektórych jestem tylko "mamą Anioła"...? Która ma oprać, umyć, nakarmic, przewinąć, dać leki i miliony innych rzeczy i która istnieje tylko w odniesieniu do swojego dziecka...
To co teraz piszę, piszę tak naprawdę do mojej Mamy... Bo nie umiem jej tego powiedzieć tak, żeby zrozumiała. Albo ona naprawdę nie chce tego zrozumieć. Że nie ograniczam się tylko do ram retta-Blanki-roli matki dziecka niepełnosprawnego. Że mam tony uczuć niezwiązaych z chorobą Małej i jakiś inny, wewnętrzny świat nieograniczony tą jakże obciążającą rolą... Że mam przyjaciół, marzenia, tęsknoty. Ukochane książki, wiersze, dowcipy. Że jestem Agatą a nie tylko matką chorej dziewczyki. 
Więc dlaczeo uciekam w ten wirtualny świat? Bo w nim, mając kilka-, kilkanaśnie bliskich osób, mogę czuć się sobą... W pełnym tego słowa znaczeniu. I wiem, że jestem kimś więcej niż niedokońca udaną córką i wiecznie robiącą coś nie tak opiekunką wyjątkowej Królewny Blanki...

                                                                                        Agata

Grafika pochodzi ze strony: www.quotesnack.com

5 komentarzy:

  1. Witaj ! Czytam Cię często, też jestem mama Anioła już od 20 lat prawie.Rozumiem doskonale jak to jest. Mam więcej wirtualnych przyjaciół niż normalnie, wiadomo mam pewne ograniczenia, niektórzy z moich znajomych nie rozumieją , dlaczego nie zawsze mogę uczestniczyć we wszystkich spotkaniach, wyjazdach itp.Nie chcę się tłumaczyć ,ze jest mi czasem ciężko, ze moja moja córcia ma gorszy dzień, że mój kręgosłup mi odmawia posłuszeństwa. Wydaję się, ze skoro znamy się tyle lat powinni to zrozumieć, a jednak często tak nie jest. Dlatego uciekam w ten świat wirtualny, czytam , czytam czasem coś napisze. Jestem mamą Anioła i uważam ,że to wielkie wyzwanie , a może i wyróżnienie? Bo skoro Pan dał mi mojego Anioła , wiedział ,że dam radę. Jesteśmy w pewnym sensie wyróżnione:) Coś tu nabazgrałam , choć ostatnio mam ciągłe doły i doliny.. Pozdrawiam Cię i podziwiam ,ze tak potrafisz pisać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) ale zaczynam się rumienić :)

      Właśnie tak sobie pomyślałam, ile ciepła, energii, mocy i przyjaźni dostałam od obcych właśnie ludzi. Obcych, od których niczego się nie oczekiwało, a nagle stali się najbliżsi. To jest chyba jeden z najpiękniejszych aspektów choroby naszych dzieci chyba...

      Ja czasem też czuję się jakoś wyróżniona... Nie każdy może spotkać w życiu Anioła, a już tym bardziej mieć go cały czas na wyciągnięcie ręki :)

      Bardzo Was pozdrawiam, całuję i niech ten łachudr grzecznie się z Karolcią obchodzi! :)

      Usuń
  2. Mistrzynio Świata,

    Piszesz: "... uciekam w ten wirtualny świat bo w nim... jestem Agatą a nie tylko matką chorej dziewczyki... mogę czuć się sobą..." nareszcie zaczynasz myśleć jak trza, no prawie :-)
    A więc tak, dlaczego wirtualny? Bo anonimowy? Bo nie twarzą w twarz? Otóż on wcale a wcale nie jest wirtualny, czytają i komentują twoje wpisy ludzie i to w większości jak nie w 100% ludzie których znasz, których poznałaś w tak zwanym "realu" i których mordki miałaś na wyciągnięcie ręki i nie ma tu żadnej anonimowości to zwykłe realne życie jak rozmowa przez telefon.
    Twój blog jest wyjątkowy bo pisze go wyjątkowa osoba - Ty! Nie jakaś zmanierowana pinda dla jakiś tysięcy lajków czy innych popie.... "lubię to" gównianym językiem na poziomie bełkotu pijaka, tylko Ty - ciekawym, trafiającym w sedno piórem, aż czytać się chce i czekać na jeszcze.

    Mam Agatko dla Ciebie propozycję. Jak chcesz, żeby nie postrzegać Cię tylko przez pryzmat matki chorego dziecka to nie zabieraj za każdym razem, do każdego wpisu tego cholernego retta, zostaw go w cholerę chociaż co któryś wpis! A w zamian napisz nam właśnie o swoich ukochanych książkach, pasjach, zwykłych sprawach tylko żeby nawet przez ułamek sekundy nie zbliżały się do retta, tak jakby go nigdy nie było - tylko Ty i o Tobie. OK?

    Już się nie mogę doczekać pierwszego takiego wpisu. Boś mądra, ładna, inteligentna i po prostu ciekawy jestem Ciebie, Twoich poglądów, przeżyć, przemyśleń, przygód i spostrzeżeń Agatko.

    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
  3. :D No i dostało się mi wykładzik od starszego kolegi :) Ale w 100% masz rację, Piotr...

    Widzisz, moja słabość a może i siła polega na tym, że ja nigdy nie myślę o zadnym targecie, w który trzeba trafić. To co pojawia się na tym blogu dyktowane jest tylko i wyłącznie potrzebą serca i połatanej duszy :) Zawsze.

    Tu raczej chodziło mi o niepostrzeganie mnie jednowymiarowo przez tych co mam ich na miejscu. Ale racja, bierę to na moją wątłą klatę i będę pisać co mnie ślina na klawiaturę przyniesie :)

    Dzięki za te słowa i wogóle za wszystko!
    A.

    OdpowiedzUsuń
  4. Podpisuje się pod słowami kolegi. Czytam to nie z powodu Retta tylko podziwu dla Twojego talentu. Czytam ten blog jak najlepsza książkę. CiesZe się i aż mnie to dziwi, ze jutro się zobaczymy na zajęciach ;)

    OdpowiedzUsuń