czwartek, 29 sierpnia 2013

(Sick &) tired...

Tyle rzeczy się ostatnimi dniami nałożyło, że nawet jakbym bardzo chciała, to jedyne o czym mogę teraz napisać to zmęczenie... Przed południami lecimy z koksem w mieszkaniu po Babuli, a od 12.30 "siedzę z dzieckiem w domu". Przy okazji porozkazuję krasnoludkom co i jak ma być ugotowane, wyprane, wysprzątane, no i co upolować w Biedronce. Jak się znudzę, to poćwiczę z Królewną, zawiozę tu czy tam, pójdę na spacer. A jak już z nudów mnie skręca, to idę na ogródek wyprosić chwasty albo pozrywać owoce. I tak dzień za dniem, od ponad 2 tygodni. Jeszcze ze 2-3 przed nami.
Nie wiem, kiedyś wydawało mi się, że dorośli są zawsze zmęczeni i kropka. Potem, na studiach, pogrzebałam sobie 4 godzinki w słownikach i umierałam ze zmęczenia. Jak Blanka była mała i "zdrowa" - nakarmiłam ją sobie i położyłam na 3-godzinną drzemkę i byłam zmęęęęczooona... No nie nie, wtedy to ja nie miałam pojęcia co to w ogóle znaczy "zmęczonym być".
Kiedyś gdzieś czytałam żarcik: "Po czym poznać, że się jest dorosłym? Ano po tym, że wyjście bez dzieci na zakupy traktuje się jak wakacje". Cóż, dziś 5 minut z katalogiem z Ikei (tfu, lokowanie produktu) podczas kąpieli panny odczułam jak byczenie się na piachu na Kanarach... Jeszcze z drinkiem z palemką, bo czegóż chcieć więcej? Dziewczyna udaje, że się ciekawi, grunt, że nie pieje, a ja mogę zrobić rzecz najcudowniejszą! Posadzić swoje 4 litery i zrobić "uuuufff"...
Boli mnie każdy zasmarkany mięsień, każda kostka i staw. Boli mnie łeb a zmysly błagają o chwilę nicości audio-wizualnej... I żeby tylko nikt niczego ode mnie nie chciał. 
Buuuuu... Jestem zmęczona. Naprawdę...

                                                                                        Agata

Grafika pochodzi ze strony: www.dailyfranchie.tumblr.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz