piątek, 30 sierpnia 2013

Tryb "czuwanie"

Już jakiś czas "zbieram się" do napisania o zasypianiu, usypianiu i spaniu mojego dziecka. I ciągle odkładam na potem, bo wciąż wydaje mi się to tak nieprawdopodobne, że nijak opisać słowami. Poza tym, ciężko bez bluzgów. Natknęłam się jednak na wpis brytyjskiej rettMamy o dużo mówiącym tytule "One of THOSE nights". Niestety nie mogę znaleźć linka, ale skoro w angielskim dało się ubrać w słowa to rettowe przedsenne cudowanie to może i w polskim mi się jakoś uda...
Jedna z TYCH nocy... Taa... Czasem jest ich kilka w miesiącu, czasem kilka w tygodniu. Wszystko co poniżej opiszę dotyczy także spania w dzień.
Największy problem jest z trybem "stand by", czyli czerwona lampka o nazwie "rett" się ciągle świeci a dziewczę czuwa. Pół bidy jak czuwa spokojnie, tj. rączki sobie klepią, buzia zapodaje jakiś ośliniony i żwawy beat a Lady leży... To jest jednak wersja "light", jakże rzadko spotykana. Najczęściej usypianiu towarzyszy cała masa zjawisk nadprzyrodzonych... 
Kładę się z Małą albo siadam obok, muzyka i mrok być musi. Zaczynamy! Rett też zaczyna. Ja ją wyciszę, recisko obudzi. Jeżeli uda się uspokoić rączki, co znaczy, że głowa zaczyna usypiać, szaleją nogi. Blanka zachowała umiejętność siadania z pozycji leżącej, co w sytuacji usypiania jest prawdziwą zmorą. Dziecko-wańka-wstańka. Ja ją w dół, ona do góry. Nie, że ja na siłę do spania (chociaż bywa i tak), ale oczy są już zamknięte albo pół-zamknięte, głowa gibie się we wszystkie możliwe strony. Do tego dochodzi wokal. Jak jest dobry dzień - to buczy, jak kiepski - pieje, a jak armageddon to dycha i wrzeszczy. Hiperwentylacje przy usypianiu są koszmarne, co uda mi się ją jakoś wyciszyć, nagle jej oddech przyspiesza, Mała zaczyna się bać, dyszy jeszcze szybciej, dochodzi płacz, co naturalnie sapawki nakręca i wtedy już jest total... Obie myślimy, że chyba naprawdę się udusi... Ręce klepią z szybkością skrzydeł kolibra, nogi nogi roztańczone, płacz szczery, łzy krokodyle. Jak uda się te dychawice jakoś opanować, dziewczynka omdlewa... Śpiąca do granic. Więc kładziemy. A rett swoje, dziecko wstaje. Możemy tak kilkadziesiąt razy. Kiedyś doliczyłam do czterdziestu i poszłam odgryźć kawałek tynku ze ściany... 
Można by pomyśleć w tej sytuacji "Dzieciak nie chce spać, nic na siłę". I tu błąd! Blanka jest przez trzy czwarte czasu śpiąca lub śmiertelnie śpiąca. Nie da się jej nawet postawić na nogi, usiedzieć też nie podoła. W momencie gdy ją kładę, nagle sobie przypomina, że usiąść może, więc siada i... pada. I tak w koło. 
Często występuje apogeum, czyli śmiecho-płacz. Histeryczny śmiech przerywany atakami wrzasku i płaczu. Szczerze, to ten rodzaj śmiechu jest chyba jedynym jej odgłosem czy nawet czynnością, która powoduje, że włos jeży mi się na tyłku. Nienawidzę... Nie wiem, pewnie to początki schizofrenii, ale w tym śmiechu słyszę retta... Jest koszmarny, do horroru pierwsza klasa.
Trwa wojna nerwów, a tak naprawdę czekanie, kto podda się pierwszy... Czy ja, czy Blanka, czy rett. Jak ja, to wychodzimy z łóżka, udajemy, że wcale nie trzeba spać w nocy i obie kiwamy się przed telewizorem, Blanka z rettem, ja z chorobą sierocą. Jak podda się Blanka - mamy najczęściej atak padaczki albo płacz trwający np 3 godziny. Lub taki z wymiotami, kaszlem, zdarciem głosu do skrzeczenia. A jak podda się rett, to jest tryumf!!! Upragniony widok spokojnych rączek... Całych obdrapanych i zamęczonych ale nieruchomych... Zamknięte oczka i spokojny równomierny oddech... Ale rett też czuwa i najczęściej budzi Małą po kilku albo kilkunastu minutach.
Nienawidzę retta, szczególnie nocami. Nasze dziewczynki są czasem już tak zmęczone, że każdy by wymiękł a on nie ma litości...

                                                                                               Agata

Grafika pochodzi ze strony: www.pensierospensieratos.com

1 komentarz: