czwartek, 10 października 2013

Wszystko mija

W życiu z rettem to głównie wszystko co dobre.  Ale skoro wszystko to wszystko, więc i złe może też...
Od prawie czterech lat męczymy się z wiecznym niespaniem, rozdrażnieniem, huśtawkami nastrojów i płaczem. Ostatnio udało mi się spotkać i  porozmawiać z pewnymi rettRodzicami (swoją drogą - mega pozytwnymi), nazwijmy ich Państwo M. Mowa była o tym jak było u nich, a konkretnie o akcji pt. "ulewanie". Stwierdzili, że nadszedł pewien piękny dzień i ta upierdliwa dolegliwość po prostu u ich Małej zniknęła. Jak przyszło tak poszło. 
Przypomniałam sobie jak było z moją Żabą w tej kwestii. Trzy lata ulewań, wymiotów, zgagi. Latanie po lekarzach, odbijanie, układanie, cudowanie i sranie w banie, za przeproszeniem. W końcu odpuściłam, tak po prostu, z "braku skutecznych możliwości terapeutycznych"... I co? Minął czwarty rok życia i minęło.
Kilka dni temu Anonimama wpisała coś podobnie krzepiącego pod którymś moim wpisem: "Na pocieszenie powiem, że moja już 8-letnia córa miała identycznie - nocki zarywała, na rehabilitacji spała prawie, a teraz jakoś jej minęło. Niech i Wam minie!!!"... Czytam te dwa zdania i znów budzi mi się w sercu nadzieja. Taka przecież jest natura wszechrzeczy. Lato mija, młodość mija, ból głowy mija więc może analogicznie - chwytanie w recie mija, niespanie i wrzaski w recie - ? Mijają...
Nic nie może przecież wiecznie trwać... Można być małą słodką i zamkniętą w swoim rettowym ciele dziewczynką, nie przespać ani jednej nocy bez płakania przez cztery lata ale przyjść musi w końcu taki dzień, że i to minie. Może jej organizm się podda, albo tak umęczy, że w końcu zaśnie o 21.00 i wstanie o 7.00... Dobra, niech będzie nawet o 6.00, nie wymagam już dużo od życia. 
Jakieś światło po rozmowie z Państwem M., komentarzu Anonimamy i innych tego typu zaświeciło mi się na horyzoncie... Znów zaczęło się tlić. Że jeszcze chwilka, kilka tygodni albo miesięcy i Blanka zakończy etap "drę się po 2/3 nocy, noc w noc". I niedługo już będę mogła powiedzieć młodszym stażem rettRodzicom: ""Głowa do góry, to naprawdę minie"...

                                                                                         Agata
Grafika pochodzi ze strony: www.galeria.interia.pl

2 komentarze:

  1. Pewnie uznasz że za dużo tych dobrych niusów naraz, ale tak, to fakt: zgagi, ulewania i refluksy też potrafią minąć z dnia na dzień. Po 2 latach wizyt u lekarzy, męki z ranigastami, gastrotussem baby, siemieniem i innymi wynalazkami, nahleee, przeszło! Tfu tfu, przez ramię. Od 3 miesięcy NIC. I u Was też tak będzie. Mało tego, od 2 roku życia mała walczyła z padaczką. Zapis eeg paskudny, napady upierdliwe, małe, ale częste. Byliśmy nawet na konsultacji u Bohma, bo ktos kiedys powiedział że rettki tak mają - złe zapisy, ale to nie padaczka itp itd. Pojechalismy po nadzieję, Bohm powiedział że niestety zapis fatalny, rokowania niepomyślne. Przepłakałam kilka dni, potem zapomniałam i jakoś żyliśmy z tym wszystkim dalej. Z czasem zaczęło ustępować, odpuszczać, aż kiedyś zrobiliśmy kontrolne eeg i okazało się, że zapis jest tylko lekko odchylony od normy... Dasz wiarę?? Głowa do góry!

    Anonimama

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko i córko... Może nie jestem aż tak pechowa jak mi się zdaje i to też dotyczy nas?... Marzę tylko o niepłakaniu, spaniu, albo chociaż względnym spokoju u Małej...
      My z padaczką mamy właśnie jazdę. Od 21 miesiąca, od 1,5 roku lekooporna. U Bohma byliśmy, powiedział, że zapis paskudny, wdrożył 2 leki, Mała była tak słaba, że po tej mieszance przestała chodzić. Teraz ma Keppre, zapis ohydny z tendencją do coraz gorszego. Rzuca się, nie śpi, wrzeszczy...
      Ale! Skoro tak mówisz, to tak musi być. I chyba podam się do dymisji jako rettMatka jak się okaże, że to "przechodzenie" złych rzeczy nas nie dotyczy. Mam w końcu na co czekać, bo do tej pory to czekałam tylko na apokalipsę :)
      Dziękuję Ci za te wszystkie słowa. To tak dodaje otuchy, że słów brak!

      Usuń