Oto kolejny odcinek z serii moich nieudolnych zmagań z bezglutenowymi kulinariami. Na szczęście gotowałam z moją Gonią (tzn ona gotowała a ja starałam się czegoś nauczyć i robiłam foto-relację), a wiadomo, że czas spędzony razem na pichceniu jest nawet lepszy niż samo pożeranie. A więc przedstawiamy risotto z kurczakiem, marchewką i brokułem! Bezglutenowe, bez chemii, sztucznizny i wszelkich paskudztw. Idealne na jesień, dla dzieciaków oraz głodnych rett-mam :)Podstawa to dobry rosół. Tu trzeba zauważyć fakt, że Gonia mistrzynią rosołu jest. Pierś kurczaka, kilka marchewek, pietruszka, por i seler do jednego gara i zostawiamy na wolnym ogniu na około 2 godziny. Bez żadnego szumowania, bo tam też są jakieś potrzebne składniki, doprawiamy solą, ale całkiem sporo i łyżką octu winnego albo jabłkowego. Możemy go sobie przyrządzić dzień wcześniej, ważne, żeby w momencie robienia risotta był wrzący.
Teraz dwa słowa o ryżu. Niestety, trzeba kupić lanserski ryż na risotto - arborio. Cios w samo serce, bo unikam udziwnień i szpanerskich składników, ale Gonia mnie przekonała i miała rację. Bardzo śmieszne ziarenka ma ten ryż, śliczne jak łezki. Więc tak - na oliwie szklimy cebulkę, potem dorzucamy ryż (3/4 szklanki na litr rosołu) i podsmażamy razem przez chwilkę. Następnie po chochelce dolewamy gorący rosołek, a ryż sobie go spokojnie wpija. Po każdej dolewce patelnię z ryżem zakrywamy! I tak chochelka za chochelką....
Jak już miniemy jakieś pół litra rosołku to dodajemy różyczki brokuła a parę minut później - posiekane mięsko z rosołu wraz z marchewką.
Zwykle litr rosołu na szklankę ryżu wystarcza, jednak to cecha osobnicza, warto mieć trochę w zapasie. Danie jest gotowe gdy ziarenka są lekko twarde, warzywa ugotowane a wszystko to pływa w pysznym ryżowym, klejącym i pachnącym sosie.
A na deser? Kompot z pigwy. Wredny to owoc, bo twardy ale tak cudnie pachnący, że warto się z nim pomęczyć. 2-3 pigwy, odrobina cukru (albo miodu czy stewii), kilka kropel cytryny i gotowe! Miało być dla dziecka, większość wychlałam ja :p
Gonia, dziękuję... Znów zainspirowałaś mnie tak bardzo, że aż mnie garnki swędzą :)
Agata

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz