wtorek, 11 lutego 2014

O tym jak prądu nie było

Jednak jak się ma retta to wszystko nabiera innego znaczenia. Jedzenie nie jest po prostu jedzeniem (bo naprawdę niełatwo wcisnąć cokolwiek do wiecznie zapodającej beat i ślinę - buzi), spacer to też zupełnie inny wymiar smaku, każde życiowe "coś" ma retta (albo chociaż jego wredny cień). Ot, prosta sytuacja ze wczoraj - nie ma prądu. Żadna w sumie rewelacja, to się zdarza jak świat długi i szeroki - ciemno jak w d..., więc człowiek siedzi i czeka... Albo zajmuje się tam czymś innym nie wymagającym elektryczności. Ale nie człowiek z rettem...
Awaria trwała bagatela 4,5 godziny, od 2 z hakiem do w pół do 7 wieczorem. Przez czas oglądania bajek, deseru i kąpieli. Czas kiedy coś ma być i już! I weź tu człowieku wytłumacz Dziecku, że tak w życiu bywa... I, że wszystko gra, że to nie koniec świata ani żadna godzina zero i nie ma się czego bać. A ona patrzy na Ciebie tymi przerażonymi oczami nie mogąc w żaden sposób pojąć co jest grane. Czemu nie ma kolęd?! Czemu nie ma bajek?! I dlaczego nie łazimy po domu?! I jest tak strasznie ciemno... I tak okropnie...inaczej.
Możliwość odtwarzania bajek i piosenek z komórki szybko się wyczerpała, bo wyczerpała się bateria. Niepokój Blanki narastał z godziny na godzinę. Przyznam, że mój też, bo po 3-4 godzinach śpiewania piosenek i siedzenia na kanapie w półmroku, naprawdę nie miałam już pomysłów. W momencie przybycia odsieczy w postaci Taty (oraz przywrócenia prądu, też jakoś w tym czasie) Mała była już na skraju histerii. Dlaczego? Bo wszystko było nie tak! Nie było piosenek, było ciemno a nie jasno, nie było widać lampy ani mamy, nie było widać nic. Ciemno, głucho, nieprzyjemnie. Na szczęście, gdy prąd wrócił, Blanka doszła do siebie w jakieś 10 minut. Taka oto przygoda...
Niby coś prostego, normalnego i takiego z czym każdy się w życiu zmierzyć musi - awaria. Ale nie dla nas, nie dla Małej. Mam czasem wrażenie, że ona jest jak motyl, tak delikatna... A takie, z pozoru nic nie znaczące zmiany, po prostu ją przerastają.  A więc drogi Tauronie, niech mnie to będzie ostatni raz :p

                                                                                               A.
Grafika pochodzi ze strony: www.photo.bikestats.eu

4 komentarze:

  1. Zapodającej beat?? BEAT??? Hahahaha! Czy Ty wiesz, jak bardzo jesteś stuknięta?? :D Agato, high five i oby tak dalej! Twoje postrzeganie tematu, a kolejnie przekazywanie go nam "po swojemu" jest kapitalne! Nie piszesz dwa dni i dostaję skoków ciśnienia-serio ;) Uwielbiam Was i ten blog. Dalej, do przodu, hej, patataj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, to dopiero komplement najwyższej klasy! Jednak obcy potwierdzają to co mówi się u nas w rodzinie, że moja normalność pozostawia trochę do życzenia :D

      Pzdr, A.

      Usuń
    2. A nie, jeszcze jedno: Mała jest kolejnym wcieleniem beatującego bobra, albo może nawet bije go na łeb :p

      Tego o: http://www.youtube.com/watch?v=kaRYyQUV890

      Usuń