Mija właśnie 5 miesięcy odkąd moja Blanka żywi się w bardzo kontrolowany sposób. Trudno to nazwać dietą, bo pierwsze skojarzenie może być takie, że czegoś dziecku odmawiam, albo w ogóle, że to dieta kopenhaska. Dziś mogę już poczynić pewne podsumowania, co z naszego sposobu żywienia wynika.Najpierw może przypomnę jakie są żelazne zasady diety Blanutki. Otóż tak:
1) gluten wykluczony do zera i bezwzględnie
2) soja i białko krowie mocno ograniczone ale obecne raz na jakiś czas
3) mało cukru
4) zero polepszaczy (wiadomo, w gotowych produktach w 100% ich nie wykluczę dlatego większość spożywanych przez Blankę pokarmów jest przygotowywana przeze mnie).
Gluten to w sumie mała strata, bo po miesiącu prób i błędów zastępowałam go już odruchowo. Siłą rzeczy trzeba było poszukać innych źródeł węglowodanów niż mąka pszenna, dlatego używamy mąk: gryczanej, kukurydzianej i ryżowej. Chleb kupujemy, bo jeszcze nie wyszedł nam ani jeden taki, którym by się nie dało zabić (w sensie twardości). Raz-dwa razy w tygodniu piekę jej ciasto marchewkowe, które jest super jako chlebek. Mała je dużo kaszy gryczanej, ryżu, tapiokę (to odkrycie roku, śliczne perełki w deserach są super!). Jej dieta opiera się na sezonowości - co rośnie, to jemy. Teraz są to buraki, pietruszka, marchew, seler, ziemniaki, niedawno - dynia, a także wszelkie strączkowe (też soczewica, z której można wyczarować prawdziwe cuda). W mięskach nie ma ograniczeń, więc w grę wchodzi wszystko - i świnka, i krówka, kurka i króliczek. Indyk czasem też, ale tego z kolei ja nie znoszę, więc bywa u nas na stole sporadycznie. Zgodnie z angielskim przysłowiem "One apple a day keeps the doctor away" jedno jabłko dziennie jest obligatoryjne (zwykle pieczone, gotowane, surowe rzadziej bo Małą czasem boli po nim brzuch). Poza tym gruszki, banany (Małpka lubi bez względu na porę roku i sezon) albo owoce zamknięte latem w słoikach.
Nie mam szczególnych zdolności kulinarnych, poza tym zawsze mnie wiatr w d... goni. Musi być dobre i szybko. Najlepiej bez cudowania. Przepisy wymyślam sama, albo używam tych tradycyjnych z zamienionymi składnikami glutenowymi na bezglutenowe. W ten prosty sposób można zrobić dosłownie wszystko - rosół (z makaronem ryżowym), gulasz (zagęszczony mąką ziemniaczaną), naleśniczki (z mąki gryczanej) itd. Wiele osób słysząc, że Blanka ma przygotowaną swoją wersję posiłku tyle, że bezglutenową, mówią "bleeee" i "biedne dziecko". No nie nie! Nie ble! Żeby wykombinować posiłek na wszystkim naturalnym i bez glutenu, trzeba ruszyć trochę główką i użyć najlepszych składników. Smak pochodzi właśnie z nich a nie z E100-36652. Zresztą staram się jak mogę a Mała wydaje się być zadowolona.
Kiedyś przeczytałam na fb, że "wydziwianie z dietą dziecka niepełnosprawnego jest cudowaniem i odbywa się kosztem czasu z nim spędzonego". Ale to zupełnie nie tak. Po kilku tygodniach robi się wszystko tak jak normalnie, po prostu - gotuje. Co więcej to może zacząć bawić i cieszyć. Ja osobiście mam też poczucie, że robię dla niej coś fajnego. Bo co mogę więcej niż kochać ją, organizować rehabilitację? Mogę okazywać jej miłość tym jak ją karmię. W sumie - jesteś tym co jesz.
A teraz - jakie są efekty naszego sposobu odżywiania. Padaczka nie zniknęła, poprawy też absolutnie w tej sferze nie ma. W zachowaniu są natomiast pewne zmiany, bo odpadł nam jeden duży problem - z brzuszkiem. Nie ma biegunek, wzdęcia bardzo rzadko, a kupa, jak to mówi mój ojciec - paluszki lizać. Szanowna candida siedzi cicho na poziomie jednego +. Blanka nie ulewa, rzadko wymiotuje, układ pokarmowy działa jak złoto, dlatego też jest dużo spokojniejsza. Skóra wydaje się być w znacznie lepszej formie, jest lepiej nawilżona. Wyniki z krwi pokazują wzorową hemoglobinę, wszystkie podstawowe składniki krwi i mikroelementy w normie.
Nie wiem, czy to droga dla wszystkich, ale dla mnie - na pewno. Mały wysiłek, chwilowy przewrót, ale widzę po mojej Dziewczynie, że to jej najzwyczajniej w świecie służy. Zadowolona ona - zadowolona ja. Więc, gluten - złoooo, alleluja i do przodu!!!
A.
P.S. Gonia, dzięki, że kopnęłaś mnie w tej kwestii w tyłek :)
Grafika pochodzi ze strony: www.odchudzanie-dietetyk.pl
To będzie dłuższy wpis...
OdpowiedzUsuńKilka dni temu dzwoni do mnie D. " słuchaj, na jakiego ja bloga trafiłam... Koniecznie przeczytaj, dziewczyna pisze fenomenalnie, nie boi sie trudnych tematów" jak moja kochana D. Tak mówi - to jazda do domu i czytam.....czytam.....
Jestem zauroczona:) na przemian i płacze i sie śmieje:) chylę czoła przed talentem tak dobrze dobranych słów:)
Nie podziwiam, nie współczuje.
Życzę sił i miłości.
Kasia i Tomcio
Ps. Moja kochana D. I ja tez wygralysmy los na loterii - nawiązując do jednego z postów.
Oj, teraz to pojechałyście Dziewczyny (i Chłopaki), bo łza mi poleciała :))) Widać jest sens wystawiać się na krytykę w tym cyber świecie, i robić to co robię tak jak właśnie to robię ;)
UsuńPrzyznam, że nie wiem, czy zasługuję na tyle pięknych słów, ale szyja mi urosła o jakieś pół metra :)))
Wam tego samego życzę - siły i miłości (w sumie to najbardziej trafne czego można nam życzyć). Reszta przyjdzie sama, bo miłość jest naszą siłą, a siła w miłości (jak by to poeta powiedział :)
A.
Agatko gotową mąkę bezglutenową na chlebek można kupić na stronie producenta np. glutenex.pl My w sumie to kupujemy dla osoby dorosłej chorej na fenyloketonurię (PKU). Zakup jakiejś mieszanki chlebowej może przybliżyć sposób wypieczenia takiego chlebka, a chlebki gotowe też są zjadliwe, z tym że mają dłuższy okres ważności, co z pewnością wiąże się z konserwantami. Pozdrawiam gorąco. AniaŻ.
OdpowiedzUsuńA wiem, wiem Aniu, dzięki! :) Niedawno kupiłam taką mieszankę, będę w weekend piec :) Tylko, że to będzie duże, może zrobię z pół opakowania...
UsuńA.
Będzie Dobra Rada
OdpowiedzUsuńJa piekę dla Hani chleb z mieszanki mąk bg Belviten mix – Piekarz Po ostygnięciu kroję chlebiszcze na kanapki ( kromki krakowskie) i każdą pakuje w woreczek śniadaniowy i wszystkie all układam w 1 większym i przechowuje w zamrażarce. Wystarczy nam na 1 tydzień., bo je 2 kanapki dziennie .Rozmrażam w mikrofalówce nastawionej na rozmrażanie i pychotaa..miękki i smaczny. Hania lubi. Czy mogę prosić o przepis na marchewkowe….bezglutenowe…bo przewertowałam całe archiwum i nie znalazła ja…J..( jastina12@poczta.onet.pl ) www.hanusia.info.pl
Dobra rada! W końcu jakaś sprawdzona mieszanka, miałam jakieś 2 inne i wychodzi lipa. Muszę koniecznie taką znaleźć, pewnie pozostanie mi internet :) A ja też mrożę :)
UsuńJuż podaję linka na marchewkowe: http://oretty.blogspot.com/2013/06/to-co-krolicy-lubia-najbardziej-czyli.html. Dodam, że próbowałam zamiast marchwi dać i jabłko, brzoskwinię z puszki (tyle samo co marchwi) albo pół banana i wychodzi mniam! Raz zamieniłam mąkę gryczaną na koncentrat mąki bezglutenowej i nie wyszło nic, więc chyba do tego ciasto-chlebka najlepiej nadaje się gryczana :) No i daję mniej cukru niż w przepisie (pół albo nawet mniej).